środa, 2 grudnia 2009

Domowo i przedswiatecznie


Rozmawialam dzis z kolezanka, ktora przez ostatni miesiac dbala o kwiatki w moim mieszkaniu. We wrzesniu, wraz ze swoim swiezo upieczonym mezem spedzila u mnie drugi tydzien miesiaca miodowego i przyznala, ze jak teraz weszla i usiadla na sofie, to tak jej sie nostalgicznie i milo zrobilo. Zapewnila mnie tez, ze jakby byla potrzeba, to ona chetnie moze mi w przyszlosci tego domostwa pilnowac. Bedzie miala okazje sobie powspominac. A ze niedawno doszlam do wniosku, ze kredytu hipotecznego w Belgii nie mam szansy dostac, to pewnie dlugo sie nie wyprowadze i na moich 50 metrach jeszcze niejedne epsie dzieci sie beda chowac ;-) A potem nabede praw przez zasiedzenie ;-)

Teraz co prawda swieta za pasem, a ja zamiast wszechobecnych w sklepach gwiazd betlejemskich mam na stole mini Keukenhof w postaci 20 dorodnych tulipanow w pelni kwitnienia. Zamiast piernikiem, pachnie szarlotka (choc to okreslenie mocno na wyrost, bo zapiekam tylko stare jablka w ciescie). Za oknem deszcz i plucha, a z glosnikow plynie zimowa muzyka z ostatniej plyty Stinga If On A Winter's Night (kupilam niedawno i slucham na okraglo - rewelacja!!!).

Najbardziej podoba mi sie Soul Cake - nie do konca jest bozonarodzeniowa, bo male okragle ciasteczka duszy (soul cakes) z przyprawami, rodzynkami i owocami piecze sie na Wszystkich Swietych. Zwyczaj narodzil sie na Wyspach Brytyjskich w sredniowieczu - Anglicy i Irlandczycy wierzyli, ze kazde zjedzone ciastko to jedna dusza uwolniona z czyscca. Dzieci i zebracy chodzili od domu do domu i za ciastka/wino spiewali:

Soul Cake, soul cake, please good missus, a soul cake.
An apple, a pear, a plum, or a cherry, anything good thing to make us all merry.
One for Peter, two for Paul, & three for Him who made us all.


Dzis wszystko sie skomercjalizowalo i zamiast 'souling' jest zwyczaj 'trick or treat', czyli psikus albo cukierek/pieniazek. Za to w piosence u Stinga w tle przez moment przewija sie fragment jednej z najpopularniejszych koled angielskojezycznych God Rest Ye, Merry Gentlemen. Majstersztyk.

Swietna jest tez Balulaow. To brytyjska kolysanka dla malego Jezusa. Doskonale sie komponowala z porywistym wiatrem za oknem w niedziele. Az ciarki przechodza.

Oh my dear heart young Jesus sweet
Prepare thy cradle in my spirit
And I shall rock thee to my heart
And never more from thee depart
And I shall praise thee ever more
With songes sweet unto thy glore
The knees of my heart shall I bow
And sing that right balulalow

Na koniec jeszcze trzeci link, o tym jak tworzono plyte: http://www.youtube.com/watch?v=gFAleFnbRgw.

W tym roku nie bedzie koncertu bozonarodzeniowego w BOZARze. Zreszta moze i dobrze, bo przez nieobecnosci pewnie by mnie usuneli z listy chorzystow. Koledy spiewam tylko w pracy w czasie lunchu (dyrygent zdziwil sie, jak mnie zobaczyl w poniedzialek pierwszy raz na probie, ale repertuar znam z zeszlego roku, wiec nie zglaszal zadnych obiekcji); ludzi brakuje, a dzis juz rozeslano do wszystkich pracownikow informacje o naszych codziennych wystepach miedzy 14 a 18 grudnia polaczonych ze zbiorka zabawek dla dzieci w szpitalach (bedzie tez ulubione przez wszystkich pszypszepszeli do peplejem).

No i oczywiscie koncertujemy z polskim chorem. W niedziele odbyla sie inauguracja sezonu w Katedrze (ja wagarowalam) i lada dzien wyjdzie nasza plyta!!! Stinga nie przebijemy, ale i tak nie moge sie na nia doczekac ;-)

PS A nasz nastepny angaz jest u Czechow. Moze tym razem uda mi sie dolaczyc... I wersja francuskojezyczna:

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Zapomnialas ze bedziecie rowniez spiewac na imprezie Pyrlandi;-)
B

Aga pisze...

Wiglia wielkopolska i w PermRepie to imprezy zamkniete i sie nie kwalifikuja do opisywania ;-) A do Czechow przyjsc kazdy moze... Poza tym oni tez pieknie spiewaja!