Pamietam moje zdziwienie, jak dotarlo do mnie, ze jarmark, jak sama nazwa wskazuje (niem. Jahrmarkt) odbywa sie tylko raz do roku. I co rok, na poczatku grudnia, w duzych miastach, rozstawiane sa stragany i zaczyna sie tradycyjny jarmark swiateczny. Handluje sie ozdobami, rekodzielem czy wyrobami kulinarnymi (pieczonymi kasztanami, plackami, goframi czy grzanym winem, czyli niemieckim Glühwein'em).
Jeden z najwiekszych Weihnachtsmarkt'ow odbywa sie w Kolonii. A ze od ponad roku mam tam kuzyna, postanowilam w koncu skorzystac z propozycji odwiedzin i przy okazji wczuc sie w atmosfere swiat. Bilet na pociag kupilam juz pare tygodni temu, teraz uznalam, ze ten wyjazd jest moze dobra okazja, zeby skonczyc rozczulac sie i skakac nad soba, i pojechalam. I faktycznie. Dzis stwierdzam, ze ozdrowialam ;-)
Tu kilka fotek z kolonskich straganow:
Tym razem katedre kolonska zobaczylam wewnatrz, ale tylko przy wejsciu, bo przy dwoch probach zwiedzenia obiektu zawsze trafialam na msze (bede miala powod, zeby kiedys pojechac tam jeszcze raz). Przechodzilam tez obok filharmonii, ktora znajduje sie pod placem przy rzece i w czasie trwania koncertu stoi ochrona i pilnuje, zeby na niego nie wchodzic ;-) No i bylam w muzeum czekolady i teraz mam okazje wyprobowac wyrob o smaku selerowym, makowym czy szampanskim ;-)
A i spotkanie rodzinne z kuzynostwem wypadlo nader pomyslnie i sympatycznie. Ciag dalszy wizyt za dwa tygodnie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz