czwartek, 17 grudnia 2009

Mala Moskwa


Zaczelo sie od lekcji niderlandzkiego, na ktorej ogladalismy film flamandzki Aanrijding In Moscou. Jest to jedna z najwyzej cenionych lokalnych... komedii romantycznych ;-) Akcja, wbrew nazwie, nie rozgrywa sie w Rosji, a w dzielnicy belgijskiego miasta Gent. 41letnia mezatka z trojka dzieci zakochuje sie w 29letnim kierowcy ciezarowki, ktorego poznaje dzieki stluczce samochodowej (aanrijding) na parkingu supermarketu. Przyznam szczerze, ze jest to dopiero drugi belgijski film jaki w zyciu widzialam (pierwszy to Loft) i swietnie sie oglada znajome sklepy (np. Colruyt, czyli odpowiednik naszej Biedronki), tutejszy urzad pocztowy, jedzona wciaz bloedworst (cos w rodzaju kaszanki, czy niemieckiej blutwurst) itp. Aktorzy mowili gwara, ale na szczescie puszczono nam napisy w oficjalnym niderlandzkim.

A teraz bylam w kinie na filmie Le Concert Radu Mihăileanu. Opowiada historie dyrektora orkiestry Bolszoj w epoce Brezniewa. Za wspolprace z zydowskimi muzykami zostaje zwolniony i przez 30 lat pracuje jako sprzatacz. Pewnego dnia wykrada zaproszenie, aby poprowadzic koncert w Paryzu w Théâtre du Châtelet, gromadzi swoich dawnych kolegow i razem wyruszaja do Francji udajac slynna orkiestre. Piekny film z poruszajacym wykonaniem koncertu skrzypcowego D-dur Op. 35 Piotra Czajkowskiego. Mozna go obejrzec jeszcze w BXLi, a z czasem na pewno wejdzie na duzy ekran w Polsce.
http://www.youtube.com/watch?v=h0UUrar3uGg

Jakos tak duzo tych wschodnich klimatow sie wkolo mnie zrobilo - w Kolonii bylam w rosyjkim pubie, gdzie pilam drinka 'Smog nad Moskwa' ;-) Jeszcze troche, a sie zmotywuje do odswiezenia znajomosci rosyjskiego ;-)

Brak komentarzy: