sobota, 2 stycznia 2010

Rozne punkty widzenia

Za 26 eur mozna zamowic roczna prenumerate tygodnika dla uczacych sie niderlandzkiego. Namowiona na kursie uleglam pokusie i wlasnie dostalam pierwszy numer. Gazeta nazywa sie 'Wablieft' - jest to slowo, ktorego uzywa sie, jesli czegos nie zrozumiemy i prosimy o powtorzenie.

Lekture zaczelam od podsumowania roku 2009. Oprocz klasyki typu: smierc Michaela Jacksona, Nobel dla Obamy, czy swinska grypa, Belgowie wymieniaja kilka swoich wydarzen. I tak, w czolowce najwazniejszych znalazly sie informacje typu:

  • w Zoo w Antwerpii narodzilo sie male sloniatko - Kai-Mook. 22 miesieczna ciaze matki mozna bylo sledzic przez internet. 'Malenstwo' po urodzeniu wazylo 416 kg.
  • ojciec Damian z Molokai, urodzony w Tremelo w Belgii, zostal ogloszony swietym 11 pazdziernika przez papieza Benedykta XVI. Jest on patronem chorych na trad, HIV i AIDS. Swego czasu w plebiscycie zostal uznany za najslawniejszego Belga na swiecie (szkoda tylko, ze po raz pierwszy uslyszalam o nim wlasnie jesienia).
  • od 15 lutego Belgia ma swoja stacje na biegunie poludniowym. Sluzy ona badaniom nad ociepleniem klimatu (to tak na przekor popularnym ostatnio opadom sniegu w Brukseli).
  • 81 letnia ksiezna Fabiola, zona poprzedniego krola Boudewijna/Baudouina I, ostatnio stala sie obiektem grozb. W anonimowych listach straszono, ze podczas swieta 21 lipca zostanie postrzelona. Policja wzmocnila ochrone, a ksiezna i tak pojawila sie publicznie trzymajac w reku zielone jablko, nawiazujac do slynnej historii Wilhelma Tella. Zdjecie Fabioli z owocem znajdziecie tu ;-)

Zas dzis w radiu dowiedzialam sie o belgijskim zwyczaju noworocznym jedzenia kapusty kiszonej 1 stycznia (Choucroute à l'Alsacienne). Aby jednak tradycji stalo sie zadosc, do potrawy nalezy wsunac monete. Osobie, ktora ja znajdzie, bedzie sie szczescic przez caly rok. Kicha, bo ja wczoraj z rana pozarlam pol sloika kapusty, a tak latwo (wystarczylaby jednocentowka) moglam sobie zapewnic dobra passe ;-)

A wychodzac mysla w przyszlosc, widzialam dzis najnowszy popis mozliwosci technologicznych wspolczesnego kina, czyli film 'Avatar' w trojwymiarze (oglada sie go w takich specjalnych okularkach). Takie nowinki troche mnie przerastaja, bo po pieciu minutach zaczelo mi sie krecic w glowie i sie balam, ze natychmiast bede musiala opuscic sale i to chyba na czworakach. Na szczescie po chwili widoki sie zmienily, wytrwalam do konca (choc co jakis czas rzucalam sie lub kurczowo lapalam za fotel) i wyszlam zachwycona (efektami i fabula). Polecam goraco (koniecznie w 3D)!

Brak komentarzy: