niedziela, 24 stycznia 2010

Spiewac kazdy moze

No i okazuje sie, ze nie kazdy.

Otoz pokrzepieni sukcesem naszej pierwszej plyty, dojrzewamy do pomyslu nagrania kolejnej. Najpierw przezornie zorganizowalismy sobie zajecia z emisji glosu. Na pierwsza lekcje nie dotarlam, bo bylam na koncercie Lodzkiego Teatru Muzycznego w BXLi i teraz musialam nadrobic zaleglosci. Zaczelo sie od oddechu, w ktorym najpierw miesniami nalezy rozszerzyc zebra, a nastepnie gleboko wciagnac powietrze wprawiajac w ruch przepone. Lata pilatesu i wymyslnych gimnastyk nie poszly na marne, okazalo sie ze zadanie umiem wykonac spiewajaco. Na tym niestety sie skonczylo. Kolejnym zadaniem bylo obnizenie krtani, ktore polega na ziewnieciu i utrzymaniu narzadu w tej dosc nienaturalnej pozycji (w tym momencie zaczyna sie wygladac jak paratlityk). Do tego wazne jest, zeby sie nie spinac a rozluznic. A na koniec nalezy wydobyc z siebie glos, korzystajac odpowiednio z rezonatorow (czyli postarac sie go poczuc np. w nosie).

Reasumujac: musialam sie rozluznic, rozszerzyc zebra, nabrac powietrza, obnizyc przepone, wyregulowac krtan, po czym z ust wydobyl mi sie… skrzek. I bynajmniej w zatokach nic mi sie nie odezwalo ;-) Po paru probach stwierdzilam, ze jestem zbyt zestresowana i moze lepiej najpierw pocwicze sobie sama w domu. Kiedy jednak zaczelam trenowac w zaciszu mojego mieszkania, jak ryknelam, to sie wystraszylam, ze sasiedzi albo sie zaraz zbiegna z pytaniem, co mi sie stalo, albo zaczna wysylac na mnie donosy do wlasciciela kamienicy (ktory jest lekarzem i bez watpienia ma jakiegos znajomego psychiatre).

Przy czym okazuje sie, ze u mnie problem lezy glebiej. " Kto chce dobrze śpiewać musi dobrze mówić". Na probie teatralnej kiedys przysluchiwano sie naszej dykcji i wyszlo, ze nagminnie ‘zjadam’ spolgloski. ‘Pojechaam’, ‘wzieam’ – to kilka przykladow. Do tego jak siedze, to zle mi sie oddycha przepona i dzwieki nie maja odpowiedniego podparcia, co sprawia, ze dosc slabo mnie slychac.

A zawsze uwazalam, ze mam nauczycielski glos…

Troszke sie martwie, ze im bardziej sie zaglebie w teorie, tym szybciej strace cala przyjemnosc robienia czegos. Pewnie podobnie by bylo z pisaniem bloga, jakbym poszla na zajecia ze stylistyki. Dobrze, ze nie ma kursow, jak organizowac wycieczki ;-)

Brak komentarzy: