Niektorzy jednak na powitanie mieli przykre niespodzianki - np. podczas przerwy swiateczno-noworocznej wlamano sie do mieszkania kolezaki (potwierdzilo sie, ze zlodzieje w Belgii przeszukuja przede wszystkim bizuterie i inne drobiazgi). W sumie duzo nie zabrali, nawet balaganu nie zrobili (ponoc widac bylo, ze po kolei wyjmowali ksiazki z polek, sprawdzali, czy cos za nimi nie jest schowane i odkladali je spowrotem na miejsce). Najwieksza szkoda sa zniszczone drzwi od tarasu i fakt, ze zostawili je uchylone, przez co kolezanka ogrzewala pol Brukseli (czujnik ciepla ma akurat w salonie).
W poniedzialek wszyscy powracalismy do pracy i ja wieczorem sie zasmiewalam studiujac opisy znajomych na fejsbuku - dla jednych powrot do naszych biur i urzedow zyskal miano 'back to normality', dla innych 'back to surreality'. A Anglii spadl snieg i cale moje tamtejsze kuzynostwo niesamowicie sie tym emocjonowalo:
Current weather: heavy snow. Tomorrow's forecast: snow. Thursday's forecast: snow. Friday's forecast: snow.
czy
I need to de-ice my car. Have you see it anywhere?

Za to w Brukseli mimo sypiacego sniegu goraco, bo po raz kolejny Epsy organizuja zbiorke na Wielka Orkiestre Swiatecznej Pomocy. Sa i wplaty na konto i do puszek i licytacja mejlowa historycznych fantow (np.plakat z podpisem Walesy ze spotkania w Brukseli z 20tka, ktora formowalismy sami z siebie na czerwcowa rocznice, podarowany przez Komisarza Vladimira Špidli rocznik 2005 czeskiej gazety "Evropské Noviny" w ozdobnej oprawie, pobyt na Teneryfie i wiele innych). Na dana chwile udalo sie zebrac ok. 9 tys.euro (w zeszlym bylo 5 tys)!!!
Na fali noworocznego entuzjazmu w czwartek poszlam na pierwsza gimnastyke (po dwoch miesiacach przerwy). Instruktorka na powitanie mnie wysciskala z radosci, po czym wszystkim swoim kursantkom (jest nas 6) wreczyla paczki z prezentami na dobry poczatek. W srodku byly batoniki, cukierki, czekoladki i inne slodkosci, ktore maja nas... zmobilizowac do intensywnych cwiczen. Zawsze powtarzalam, ze uwielbiam te zajecia, ale teraz moj zachwyt jeszcze wzrosl ;-)
A jak wrocilam potem do biura i wyjrzalam za okno, to oprocz kadetow biegajacych dookola parku po sniegu w krotkich spodenkach (ktorych nikt za to nie nagradza), zobaczylam jednego... narciarza! Za miesiac tez bede szusowac po kolejnej oslej laczce ;-) Juz sie nie moge doczekac!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz