czwartek, 14 stycznia 2010

Wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma

Epsy uwielbiaja narzekac. Prawdopodobnie jakbysmy mieszkali w kraju o przyjaznym klimacie i swietnym poziome uslug, a wysokosc pensji pozwalalaby nam zaspokoic wszystkie nasze potrzeby, to i tak znalazlby sie jakis powod do marudzenia. Bruksela moze nie jest najwspanialszym miejscem na swiecie, ale moje osobiste uwagi dotycza glownie tego, ze po 27 latach mieszkania na wsi, gdzie las zaczynal sie tuz za plotem, a rano budzilo mnie co najwyzej szczekanie psow (bo piejacych kogutow juz dawno u nas nie ma), przyszlo mi przeprowadzic sie do zanieczyszczonego, halasliwego miasta. Jednak bilans i tak wypada dodatnio.

A zatem 10 zalet bycia w Belgii, ktore pierwsze przychodza mi na mysl:

1. Zawsze mozna liczyc na pomoc i towarzystwo innych – za kazdym razem znajduje sie ktos, kto pogada, wyslucha, doradzi, odradzi, wpadnie na kawe, zaprosi na kolacje, podleje kwiatki, pojdzie na spacer, do kina, teatru itp. Ponoc 'przyjaciele to rodzina, ktora sami sobie wybieramy'. I cos w tym jest. U nas nie ma zadnego przymusu i obowiazku, zeby dazyc innym z pomoca, ale takie bezinteresowne dobrowolne wyciagniecie reki zdarza sie co rusz.

2. Wlasciwie nigdy nie spotykam sie z narzekaniami, jak to nie ma czasu na nic, tylko praca, dom i obowiazki (choc tutaj raczej nazywa sie to métro, boulot, dodo, ale to wiem z lekcji francuskiego, a nie z autopsji). W Polsce wciaz mam wrazenie, ze wszyscy sa zabiegani, zajeci i zmeczeni.

3. W biurze nie trzeba wciaz udowadniac jakim jest sie wspanialym, wydajnym, niezastapionym, doskonale zorganizowanym i absolutnie cudownym pod kazdym wzgledem pracownikiem. Nie musze wypelniac tabelek i wykazywac, ze kazda minuta zostala doskonale wykorzystana i nie zmarnowana. Choc jak zrobilam podsumowanie transakcji zrobionych w roku 2009 to wyszlo ich ok. 400, co, wziawszy pod uwage fakt, ze zwyczajowo dostaje najgrubsze i najbardziej skomplikowane teczki do sprawdzenia (jedna max zajmuje mi nawet 2 dni), jest doskonalym wynikiem. Ale i tak nikt tego nie doceni i z jednej strony troche marnie wplywa to na moja motywacje, ale z drugiej ratuje mnie przed ‘wyscigiem szczurow’, ktorego nie znosilam pracujac w Polsce w prywatnych firmach.

4. Nie ma zawisci i zazdrosci miedzy nami (przynajmniej ja jakos tego nie widze). Dzielimy sie na asystentow i administratorow, co mocno rozni nas pod wzgledem zarobkow, ale zawsze jest to kwota, ktora pozwala spokojnie przezyc do pierwszego (czy, w naszym przypadku, pietnastego). Jeden ma samochod, drugi rower, inny jezdzi STIBem, ja chodze pieszo i nie sprawia to, ze ktos jest lepszy, a ktos gorszy. Czasem tylko wdajemy sie w dziwne dyskusje o Mali, Mauritiusach, Malediwach i innych miejscach, ktorych nie umiem umiejscowic na mapie, a ktore rzekomo sa wlasnie ta okolica, dokad koniecznie nalezaloby sie wybrac. A niech sobie beda. W Europie tez jest mnostwo wspanialych miejsc. Baaa, kilka to nawet w Belgii sie znajdzie ;-)

5. W Brukseli moze i duzo pada, ale np.sierpien 2009 byl przepieknym slonecznym i cieplym miesiacem i kazdy ladny dzien cieszy bardziej niz gdziekolwiek indziej i sprawia, ze warto sie zastanowic, jak go przyjemnie spedzic. Stad moj ped na spacerki i wycieczki, bo tak naprawde wystarczy czasem pare godzin, zeby sie poczuc jak na wakacjach – mozna pojechac do Zeelandii na rowery, na spacer na wybrzeze czy przechadzke w Ardeny tudziez moje ostatnie odkrycie – Hautes Fagnes.

6. Jestem zachwycona duchem sportowym miasta – mieszkajac w Polsce prawdopodobnie nigdy w zyciu nie wzielabym udzialu w biegach ulicznych, nie jezdzilabym na parady rolkowo-rowerowe, nie organizowala trekkingow po okolicy itp.

7. Mieszanka ludzi zewszad sprawia, ze latwo sie tu odnalezc i super prosto nawiazac nowe kontakty (choc samolubnie przyznam, ze juz coraz mniej mi na nich zalezy i staram sie raczej pielegnowac dotychczasowe znajomosci). Zawsze sie balam, ze kiedys trafie w hermetyczne i zamkniete srodowisko, gdzie tubylcy nie beda zainteresowani obcowaniem z imigrantami. Tutaj Belgowie faktycznie nie darza nas jakims ogromnym uczuciem, ale ludnosci naplywowej jest tak wiele, ze to wlasnie oni tworza klimat miasta. Stad niezliczona ilosc sklepow i restauracji z zarciem z kazdego konca swiata i zycia nie starczy, zeby wszystkiego sprobowac.

8. Swietna infrastruktura i oferta kulturalna – kursy jezykowe prawie za darmo (patrz moj niderlandzki), zajecia ze wszystkiego (wyrabianie pralinek, solfez, szkolenia dla mazoretek). Chory - do wyboru, do koloru. Do kina czy teatru da sie dojsc pieszo.

9. A i wydostac sie stad jest super prosto. Na weekend moge pojechac do znajomych do Amsterdamu, kuzyna w Kolonii, na musical do Londynu, impreze do Paryza czy zakupy do Aachen. Po 2 godzinach lotu jestem w Polsce. Tak samo prosto moga do mnie dojezdzac kolejni goscie.

10. Wreszcie, last but not least, mieszkanie za granica doskonale zaspokaja moja ciekawosc. Bo mozliwosci poznawania sa tu nieograniczone. Najpierw zaczelo sie od zwiedzania okolicy, teraz, w miare jak sie ucze francuskiego i niderlandzkiego, wlaczam tutejsza telewizje, slucham radia, czytam gazety, czy wreszcie spotykam innych i ta konfrontacja z obca wyobraznia i pojmowaniem swiata jest fantastycznym doswiadczeniem (zwlaszcza, jak sie wezmie pod uwage tak pokrecony kraj jak Belgia ;-). Mieszkam wsrod spoleczenstwa, ktore za wydarzenie roku uznalo narodziny sloniatka w Antwerpii, a nie w kraju, gdzie polityk X obrazil pana Y i tworzy sie komisje sledcze. Fakt, ze z nostalgia i przyjemnoscia jezdze do Polski na swieta i urlopy, zeby czasem odpoczac od nadmiaru wrazen, ale mysle, ze jakbym miala tam wrocic na stale, to by mi chyba brakowalo tej brukselskiej roznorodnosci.

Ponoc malkontenci powinni przeczytac ksiaze Evy Hoffman "Lost in translation", ktora swietnie opisuje objawy kliniczne problemow z integracja. Kiedys moze uda mi sie do niej siegnac. W kazdym razie ja nie mysle, ze na emeryturze to wreszcie sobie zamieszkam tam gdzie chce i bede realizowac swoje plany i marzenia. Najlepiej sie tym zajac tu i teraz!

A poza tym juz wkrotce moja 4 rocznica ;-)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Podpisuje sie obiema rekami i dodam jeszcze:
- duzo parkow i zieleni (np w porownaniu z W-wa)
- czekolada i speculos

Brukselka

Aga pisze...

Co do parkow, wlasnie zakupilam wspaniala mape Foret de Soignes wydawnictwa 'de rouck geocart'. Mam juz pomysly na kolejne wycieczki!!! ;-)