sobota, 24 kwietnia 2010

Fani rugby na meczu w Brukseli

No wiec nie da sie ukryc, ze fan (czytaj kibic) sportu ze mnie zaden. W telewizji co najwyzej moge zerkanac na lyzwiarstwo figurowe, a cala reszta dyscyplin przegrywa nawet z polskimi serialami. Kiedy jednak znajomy zaproponowal, ze zorganizuje grupe na mecz rugby Polska-Belgia, ktory odbedzie sie na stadionie w Brukseli, niewiele myslac, uznalam, ze jest to niezla okazja zobaczyc starcie na zywo.

Najpierw Kolega Organizator przyslal nam sciagawke malego fana z opisem zasad gry w rugby. Wczesniej moja wiedza zaczynala sie i konczyla na filmie ‘Invictus’ ('Niepokonany' w rez.Clinta Eastwooda), z ktorego oprocz postaci Nelsona Mandeli glownie pamietalam przepychanie sie umiesnionych i atletycznie zbudowanych facetow nad pilka w ksztalcie strusiego jaja. No i z poradnika KO dowiedzialam sie na przyklad, ze fachowo zwie sie to mlynkiem i jest stalym elementem gry, ktora polega na zlapaniu noszonej, podawanej i kopanej pilki i przylozeniu jej na polu punktowym przeciwnika. Teraz cytat z owego zrodla:

Czasem obroncom uda się zlapac tego z pilka i go powalic. Wtedy kumple biegna mu pomagac. Wszyscy skacza na siebie i jest fajowo.

I cytat ze strony Polskiego Związku Rugby:

15.3. Definicja terminu "na ziemi".
a. Jeśli zawodnik niosący piłkę ma jedno lub dwa kolana na ziemi to jest on "na ziemi" .
b. Jeśli zawodnik niosący piłkę siedzi na ziemi lub na zawodniku leżącym na ziemi to jest on "na ziemi".

W miedzyczasie zawodnicy moga swoich przeciwnikow lapac, straszyc, powalac, a nie moga bic, podcinac, zakladac haka na szyje itp. Za przylozenie dostaje sie 5 punktow, za gole (gdzie pilka przechodzi nad poprzeczka, a nie pod, jak w futbolu) 2-3 punkty. Jak sedzia gwizdze, to znaczy, ze cos bylo nie tak.

Po zapoznaniu sie z teoria, a jeszcze przed zobaczeniem wszystkiego w praktyce mialam kolejne wyzwanie: znalezc moja jubileuszowa koszulke z Polska, w ktorej bieglam w Paryzu. Ma ona na sobie slady walk, bo od wysilku na 20 km i dokladnym dopieraniu zaczely mi sie roztapiac literki nadruku, ale sobie tlumacze, ze to podwyzsza tylko jej unikatowa wartosc.

A zatem przygotowana, z pozyczonym szalikiem Epski-kibicki w plecaku, pojechalam. Jak siadalismy na trybunach, dla mnie zostalo miejsce nie kolo znajomych, a grupy facetow, ktorzy, jak sie okazalo, hobbistycznie kibicuja i przylecieli specjalnie na ten dzien z Polski. Skrzykuja sie na rozne imprezy, kupuja bilety na mecze, autobusy, samoloty itp, zakladaja swoje bialo-czerwone gadzety i zagrzewaja rodakow do walki. Kibicuja wszystkim dyscyplinom - bylo juz i rugby, i pilka nozna i zuzel i generalnie choc zasad czasem nie znaja, to porazaja entuzjazem. Dodam do tego pelna kulture i brak przeklenstw, a okrzyki typu 'w zeby mu' pochodzily jedynie od siedzacej kolo mnie Epski (panowie patrzyli z niedowierzaniem i wysnuli przypuszczenie, ze moze kolezanka pracuje jako technik protetyk i zarabia na implantach). Generalnie bylo fajowo, wialo testosteronem, zawodnicy tlukli sie rowno, sloneczko pieknie przygrzewalo, odkrylam nowe zainteresowania. Szkoda tylko, ze przegralismy z kretesem 8:29. Belgowie grali z pelna motywacja, taktyka i zaangazowaniem, no i ostatecznie niech im bedzie. Znowu rzadu nie maja. A jak pokazal film o RPA, rugby jest znane w historii jako srodek scalania podzielonego spoleczenstwa. Im chyba tez by sie przydalo...

Brak komentarzy: