Przegladalam wczoraj gazety, ktore sobie zakupilam w sobote na lotnisku. W 'Polityce' z dnia 10 kwietna w dziale 'Gadajace glowy' jest zdjecie Prezydenta, ktory wiaze spadochron i mowi, ze zaproszenie z Moskwy przyjal, ale nie do konca. Ironia losu. Kiedy dzis spojrzec na to, co prezentuja media, az trudno uwierzyc, ze chodzi o te same osoby, ktore opisuje prasa z zeszlego tygodnia.
Z kolei znajoma Polka opowiadala, ze jak w sobote odczytala SMSa z wiescia, ze Prezydent nie zyje, w pierwszej chwili pomyslala o Van Rompuy'u - najwyrazniej przeszlismy niezle pranie mozgu w tej Brukseli.
Opuszczono juz flagi do polowy masztow, a dzis przyszedl oficjalny mail z gory hierachii o laczeniu sie w bolu z Polakami i zaleca sie, zeby spotkania zaczynac minuta ciszy. Jednoczesnie dostalam maila od szefa z gratulacjami dla naszego dzialu (wprowadzilismy znaczne usprawnienia i statystyki nam sie poprawily jak nigdy dotad) i informacja, ze w srode uczcimy sukces szampanem. Nie wiem tylko jak powiazac toast z zaduma, ale uznanie za prace nam sie nalezy. A choc szkoda wielka uczestnikow katastrofy i wciaz trudno w to wszystko uwierzyc, nie oczekuje od nikogo kondolencji. Takie gesty solidarnosci i wspolczucia nalezy kierowac raczej ku rodzinom i bliskim ofiar wypadku. Wiekszosc nas i tak nie wyciagnie z tego zadnych wnioskow, co juz widac na przykadzie homilii w Katedrze Przemyskiej (pralat stwierdzil, ze tragedia mogla sie wydarzyc w srode, jak do Katynia polecial m.in. Tusk - http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7763307,Szokujaca_homilia_w_Katedrze_Przemyskiej__POSLUCHAJ_.html).
A w miedzyczasie trzeba sie zabrac do pracy (dzis caly dzien zmarnotrawilam na szkoleniu, ktorego glowna mysla przewodnia byl fakt, ze w mitologii greckiej Ares zabil Adonisa - oba pojecia paradoksalnie naleza do naszego urzedniczego zargonu). Jest co robic.
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz