Herman Van Rompuy wydal wlasnie tomik wierszy/haiku po niderlandzku (czyli w swoim jezyku ojczystym) z tlumaczeniami na francuski, niemiecki, angielski i lacine (informacja o ukazaniu sie tejze pozycji na rynku trafila na pierwsze strony tutejszych gazet wygrywajac nawet z pylami wulkanicznymi). Tu przyklad radosnej tworczosci Przewodniczacego Rady Europejskiej z wiosennym akcentem:
In de poel paren
de padden zich lenig het
lenteleven in.
(18/03/2005)
I moje tlumaczenie:
W basenie para
ropuch uwija sie
w wiosenne zycie.
***
Vogels in concert.
Eén vangt en verleidt mijn oor.
Zanger onbekend.
(29/05/2005)
Ptaki podczas koncertu.
Jeden wylawia i kusi moje ucho.
Nieznany spiewak.
Wiecej na stronie: http://hermanvanrompuy.typepad.com/haiku/
Widac, ze japonska poezja weszla nawet pod strzechy zbiurokratyzowanych instytucji. Nie wiem tylko, czy to jest taki pozytywny przyklad internacjonalizowania spoleczenstwa w BXLi...
Za to fajny byl projekt poetyckiego tlumaczenia wiersza o Dzielnicy Europejskiej na wszystkie oficjalne jezyki unijne. Opis przedsiewziecia jest tylko po fr/nl http://www.versbruxelles.be/quartier_11, ponizej cytuje przeklad na nasze:
babel
(we flandrii leży…) tak inni wierzą: "jak wszystko, co wydaje
langenscheidt i spółka, również wiersz uniwersalny babel poprawną ma formę,
całość na głowę bije normę" (język i z nim związana szkoda, wielkopolska środa),
bądź też: "zgrabna treść, pojemna struktura – czysty czar iluzji dla miłośników pióra"
(wielorakie znaczenie pisma, cisna) - chociaż:
"kto tak o tekście sądzi, niech udowodni, że nie błądzi" (sceptyk nowy,
rowy) – słyszę w tym jakiś przytyk? bo, mówiąc szczerze, całkiem w to wierzę!
tak więc, słuchaczu, bądź gotowy, uderzy wszystko ci to do głowy – w dwudziestu
trzech językach! Niektórzy mogą się pogubić, a może nawet poczuć wstręt – stąd
krótki dla pewności wtręt: verstaat u mij?
qui, si vous ne parlez pas trop vite! czyli powoli – by móc notować: babel to miłe
miejsce najdzikszych sylab, to nieskończone zielone świątki. więc tutaj pierwszej
zaznali wolności i po kawałku zbezcześcili hostię. a gdzie, a kto? w leopoldyńskim
zoo, pomyśleć jak to było dziko - kiedyś skarmiali tu lwy słowami ("mewami"),
teraz tu eastman zęby wstawia za friko. i to by było na tyle, jednak
złowieszczo wiszą morfemy ponad placami, wrze tu i kipi niejedno -
rodzina z polski piwkiem się raczy pod belgijskimi drzwiami. tu krymsko-germański,
tam saksońsko-transylwański - cokolwiek to by nie było, babel chce zmienić boską
składnię siłą, wszystko na żywioł! obwieszeni gardziołkami ludzie z babel w
tatuażach – wypisanych po ugryjsku, po gaelicku i knajacku. ja noszę na przykład
"schengen rules okay" przez całą klatę, do tego kiedyś dawali dopłatę.
tuż pod kolanem walonii mapy topograficzne. proporcja to słowo śliczne,
babel to pępek świata; wszystko, co tutaj zyskasz to fraszka, lecz pewny bądź:
na dnie rzeki senny czai się tryton, na brzegu traszka: "wszystko zagarną z
powrotem, języki zabiorą – a co będzie potem"? (mocne zejście, świnoujście)
ulf stolterfoht
{(bardzo) wolne tłumaczenie} Andrzej Zakrzewski (cudaczność językowa, częstochowa)
piątek, 23 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz