W zeszly weekend, wracajac w glosnej i rozesmianej grupie kibicow po meczu, lekko oslupielismy zauwazajac budynki policji z podpisem Politie - Ixelles. Choc bylismy po paru cienkich piwach, zdecydowanie nie wplywalo to na nasza znajomosc miasta i nijak nie moglismy sobie wytlumaczyc, co budynki policji z Ixelles robia na Heysel – tu odsylam do mapki, ktora wrzucilam na strone tydzien temu (dla niewtajemniczonych - XL i Atomium to dwie rozne czesci miasta). Zgadywalismy, ze dbaja o bezpieczenstwo funkcjonariuszy i na wszelki wypadek do przestepstw popelnionych na poludniu regionu wysylaja sluzby z polnocy, zeby sie sytuacja zdazyla wyklarowac, a kryminalisci – zbiec. Otoz, jak sie okazalo, wcale nie bylo to az tak dziwne, bo policja w regionie brukselskim jest polaczona w 6 stref:
• zone de police 5339 : Ville de Bruxelles et Ixelles
• zone de police 5344 : Schaerbeek, Saint-Josse-ten-Noode et Evere
• zone de police Montgomery 5343 : Etterbeek, Woluwe-Saint-Pierre et Woluwe-Saint-Lambert
• zone de police Midi 5341 : Anderlecht, Saint-Gilles et Forest
• zone de police Bruxelles-Ouest 5340 : Molenbeek-Saint-Jean, Koekelberg, Jette, Ganshoren et Berchem-Sainte-Agathe
• zone de police 5342 : Uccle, Watermael-Boitsfort et Auderghem.
W dodatku wszystkie ze soba wspolpracuja! Co prawda wjezdzajac w poscigu z jednej strefy do drugiej musza przestrajac radia na inna czestotliwosc, choc dziala to ponoc calkiem niezle.
Ale…
Jak zwykle w Belgii, kazdy ma swoja autonomie. I tak na przyklad, w strefie 5344 nie wolno w godzinach 22-9 spozywac alkoholu na ulicach (w innych takiego zakazu nie ma).
Generalnie caly chaos i balagan pochodzi z tego, ze Belgia jest podzielona na regiony (Flandrie, Walonie i Bruksele) i Communautés/Gemeenschapen (frankofonow i nerlandofonow, czy zwal jak zwal), ktore sie nie pokrywaja. Kompetencje poszczegolnych organow sie zazebiaja i na siebie zachodza i stad m.in.pochodzi staly spor o BHV (Bruxelles-Hal-Vilvorde). Dwujezycznosc jest zagwarantowana jedynie w Brukseli (tych 19 communes), a ich bezposrednie otoczenie jest obiektem dyskusji, czy powinno nalezec do dwujezycznej Brukseli czy niderlandzkojezycznej Flandrii i wywoluje ciagle dymisje kolejnych rzadow. Nawet zorganizowanie referendum (co jest niemozliwe, bo nie przewiduje go konstytucja) nie rozwiazaloby problemu; gdyby glosowal region brukselski – caly obszar zostalby do niego dodany, gdyby region Flandrii – peryfereria miasta przeszlyby gdzie indziej.
A dlaczego mieszkancy Walonii tak zle mowia po niderlandzku? Bo do nauczania jezyka nie mozna zatrudnic native speakera, gdyz dyplomy z flamandzkich uczelni nie upowazniaja do pracy w francuskojezycznej administracji.
I jeszcze jedna ciekawostka. Jak zachorujemy w Antwerpii, to w szpitalu obsluza nas tylko po niderlandzku. Zasada monolingualizmu (to moje spolszczenie, chodzi o stosowanie tylko jednego jezyka na terenie Flandrii – nl, i Walonii – fr) powoduje, ze jak bedziemy miec duzo szczescia, to po cichu sie dogadamy po angielsku, jak mowimy tylko po polsku, wlosku, hiszpansku, (ewentualnie francusku z francuskim akcentem ;-), to moze sprowadza nam tlumacza, a jak pochodzimy z Belgii i nie znamy jezyka Van Gogha, to umarl w butach.
A na koniec kolejny przykad belgijskiego surrealizmu, czyli susza w Brukseli. Fotki zrobione przy rondzie Schumana.
Mial byc Poczet Krolow Wiosny, a wyszly zaburzenia gospodarki wodnej na przednowku. Bruksela czeka na deszcz!


4 komentarze:
moi znajomi holendrzy, ktorzy mieszkaja w rode-saint-genese maja problemy, bo ... mimo, ze mieszkaja w belgii od ponad 10 lat, wciaz nie nauczyli sie francuskiego ( w pracy posluguja sie angielskim). wychodzili bowiem z zalozenia, ze jak mowia po holendersku, to powinno to wystarczyc. i wlasciwie wystarcza, ale denerwuje ich fakt, ze nie majac wypisane na czole, ze sa holendrami , a nie flamandami, walonowie traktuja ich nieuprzejmie - i na przyklad z perfidia mowia wylacznie po fancusku, mimo, ze znaja angielski. inni znajomi, para polsko-francuska miala natomiast ogromne klopoty z kupnem domu w linkebeeku. dlaczego? bo flamandowie nie chca, zeby walonowie i francuzi osiedlali sie we flamandzkich gminach . boja sie, ze w ten sposob nastepuje "po cichu" "zawlaszczanie" terenu. na tej samej zasadzie flamandowie bronia resztek "tozsamosci flamadzkiej" w rode-saint-genese, mimo, ze mieszka tam mnostwo expatow i walonow. flamandowie boja sie, ze jesli rode-saint-genese zostanie wlaczona ( jak juz zdecydowaly wladze linkebeeku) do okregu brukselskiego - walonia polaczy sie z bruksela i tym sposobem zyska przewage liczebna i terytorialna nad flandria...
PS. "walnelam" sie w nazwie. powinno byc: po francusku rhode-saint-genese, a po flamandzku sint-genesius-rode. nic dziwnego,ze majac taka "schizofrenie" jezykowa, mozna zaczac miec dosc... a jak jeszcze dodamy do tego rozne "zaszlosci dziejowe" - to konflikt murowany.
Mnie glownie bawi tlmaczenie, ze Bruksela jest idealnym miejscem na siedzibe glownych unijnych instytucji, gdyz tak samo jak Belgia laczy spoleczenstwa romanskie (Walonow) i germanskie (Flamandow), tak i UE scala 27 roznych narodow. Nie mozna bylo chyba znalezc bardziej ironicznego porownania ;-)
Zas co do suszy, w kwietniu 2010 spadlo 15,7 mm deszczu (norma wynosi 53,1 mm) i bylo 223 godzin w sloncu (srednio na ten miesiac przypada 156 godzin).
Prześlij komentarz