niedziela, 2 maja 2010

Endymion non-scriptum, czyli niebieska poswiata w Bois de Hal


Powoli staje sie renomowanym przewodnikiem i znawczynia endymionow zwislych. Znow pojechalam do Bois de Hal z kolejna wycieczka i musze przyznac, ze bardzo lubie obserwowac reakcje osob, ktore pierwszy raz wchodza do lasu i oniemiaja na widok ogromnych polaci niebieskawych kwiatkow (i do tego zdaja sobie sprawe, ze to nie tylko jedna polanka, ale ciagnacy sie kilka kilometrow jednobarwny dywan). Dzis aura wyjatkowo nam nie sprzyjala, deszcz lal strumieniami, udalismy sie najpierw do portugalskiej kawiarenki, by przy kawie i ciastkach namyslic sie, czy jedziemy dalej czy wracamy do domu, ale zadza ruchu, swiezego powietrza i pieknych widokow zwyciezyla. Sztormiaczki i parasolki okazaly sie niezbedne, a ja chetnie wymienilabym moje buty trekkingowe (ktore w sumie swietnie sie sprawdzaly na rozmytej sliskiej glinie) na kaloszki. Za to las niczym nie przypominal tego sprzed tygodnia. Mialam porownanie dusznego powietrza, slodkiego zapachu i delikatnych barw z zeszlego weekendu, z soczysta zielenia, ciemnymi od deszczu pniami drzew, liliowym welonem kwiatow i mocnym aromatem namoklej sciolki i ziemi. I sama nie wiem, ktora odslona bardziej przypadla mi do gustu. O dziwo, oprocz nas spotykalismy czasem Flamandow-twardzieli, zwykle w czerwonych wiatrowkach, ktorzy z daleka na tle seledynowej masy drzew wygladali jak krasnoludki. I raz tuz przed nami przebiegla sploszona sarenka!!!

Jako ze w tym roku do Hallerbos juz sie raczej nie wybieram, ku pamieci kilka wskazowek empirycznie wyprobowanej najlepszej trasy wedrowkowej:

  • parkujemy na Hogebermweg
  • idziemy prosto przed siebie wzdluz Rode Amerikaanse Elkendreef, az dotrzemy do ronda i (nieco pozniej) zoltego szlaku oznaczonego sarenka/zyrafa (zdania sa podzielone)
  • szlak wyglada mniej wiecej tak - lacznie z dojsciem z parkingu przejdziemy ok.10 km, o ile sie nie pogubimy:

Z ciekawostek - po drodze mijamy cyprysy kalifornijskie i staw z tysiacami kijanek, ktore niestety podczas ulewy i gradobicia wyplynely na brzeg i pousychaly w pierwszych promieniach slonca (az zal bylo patrzec na takie czarne kleksy, ktore po nich zostaly i zartowalismy, ze zabom powinni odebrac prawa rodzicielskie).

A deszcz zmyl caly kurz i pyl, powietrze stalo sie rzeskie, a zielen dokola zyskala na wyrazistosci. Ja wczoraj (jak przystalo na swieto pracy) doszorowalam wszystkie okna w mieszkaniu, przeprowadzilam wiosenne porzadki zakrojone na szeroka skale i jestem gotowa na gosci, ktorych na ten miesiac mam pokazna liste.

Tymczasem moj Tata startowal juz w pierwszym biegu na 10 km (dotarl na mete ostatni, ale wciaz z niegasnaca wola walki), a siostra dostala puchar dla najlepszej zawodniczki z naszej wioski (byla co prawda jedyna przedstawicielka plci pieknej, ale trofeum zdobyte w honorowym stylu - w koncu kazdy mogl sprobowac). Do dwudziestki w Brukseli zostaly 4 tygodnie!

3 komentarze:

na brukselskim bruku pisze...

och! szkoda,ze nie napisalas tego posta tydzien temu... ja tez wybralam sie z rodzina i znajomymi do bois de hal i ... nic nie znalezlismy. owszem, bylo... ale zielono. troche pobladzilismy i do lasu weszlismy od innej strony , wiec nie wiem czy to, co widzielismy, to byly dopiero zaczatki tego, co zakwitlo tydzien pozniej, czy cos innego... no, nic. na przyszly rok bede miala twoje wskazowki , jak znalazl...

Aga pisze...

A czy to na pewno bylo Bois de Hal? Bo my niebieskie kwiatki widzielismy niemal na kazdym kroku (choc przyznam, ze z drobnymi przerwami). Polecam koniecznie za rok!

Aga pisze...

Wiecej informacji na stronie: http://www.wild-wonders.com/blog/?p=3462