poniedziałek, 3 maja 2010

Wizyta

Dzis mielismy niecodziennych gosci w Brukseli...

Od kilku lat jedno gimnazjum spod Warszawy wspolpracuje z lokalnym Osrodkiem Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Nieslyszacych i Slabo Slyszacych w ramach projektu 'Wzajemne zaufanie'. Dzieci sprawne i te, ktore nasz swiat odbieraja troche inaczej, stworzyly fantastyczna grupe, porozumiewajaca sie jezykiem miganym i juz nie tyle dzialajaca na zasadzie wolontariatu, ale kolezenstwa czy przyjazni. Przez pare miesiecy starali sie zdobyc wsparcie od roznych europsolow (nieskutecznie), sponsorow (tu poszlo lepiej), robili i sprzedawali kartki swiateczne i pomagali w pakowaniu zakupow w supermarketach, zeby zebrac fundusze dla 20 uczniow nieslyszacych, 25 slyszacych i 5 opiekunow i wspolnie przyjechac na dlugi weekend do... Brukseli!

Nie udalo sie zorganizowac oficjalnej wizyty w instytucjach, ale kolega, aktywnie pomagajacy im w calym przedsiewzieciu, zwolal kilku Epsow, podzielilismy ich sprawiedliwie miedzy siebie i kazdy mial zabrac grupke na lunch do swojego budynku. Kiedy  niespodziewanie znalazl sie w szpitalu, ja z osoby zupelnie drugoplanowej stalam sie wice-koordynatorka. Mialam drobne obawy (tyle zlego sie teraz mowi o dziesiejszej mlodziezy), ale efekt przeszedl moje najoptymistyczniejsze oczekiwania.

Ale od poczatku...

Pierwszy raz zetnelam sie z goscmi na wczorajszej mszy. I musze przyznac, ze oniemialam z wrazenia, jak podczas kazania jedna dziewczynka wstala, ustawila sie przy filarze z glosnikiem i starala sie wymigac dla reszty tekst Ewangelii i kazania. Zadanie okazalo sie karkolomne, z miny wywnioskowalam, ze czasem sie gubila i tracila watek, ale nie moglam sie oprzec wrazeniu, ze nagle cos, co dla innych stanowi codzienna forme komunikacji, dla mnie jest zupelna tajemnica. Po mszy zamienilam kilka slow z ich opiekunami, wymienilismy miedzy soba pare SMSow (juz wtedy stwierdzilam, ze sa to swietni ludzie) i dzis doszlo do konfrontacji urzedniczo-mlodziezowej.

I do tej chwili nie moge wyjsc z zachwytu. Zamiast pompatycznych delegacji, wielkich slow i frazesow, byla szczera frajda, usmiech i mnostwo entuzjazmu. Nagle fakt, ze ktos nie slyszy, przestal byc bariera - czasem tylko trzeba bylo chwile poczekac, az sobie pomigaja. Dzieciaki (choc by sie obrazily za to okreslenie, bo byly w trzeciej klasie gimnazjum i pierwszej liceum) ekscytowaly sie przejsciem przez ochrone i spisywaniem ich danych, wyborem dan na stolowce i naszymi egzotycznie wygladajacymi deserami. Podczas rozmowy przyznaly, ze najbardziej w BXLi zaskoczyly ich... stosy smieci na ulicach (pierwsze wyjscie na miasto zbieglo sie z momentem, kiedy mieszkancy wyciagaja worki z odpadami i stawiaja pod domem). Mialy rozne pytania dotyczce zycia w Belgii i jak rozmowa zeszla na moj ulubiony temat w postaci lekcji niderlandzkiego i wytlumaczylam, ze dla imigrantow czasem jest problemem zrozumienie zasad dzialania bonow rabatowych w sklepach czy rozkladu jazdy pociagow, dowiedzialam sie, ze to tak jak z nieslyszacymi - kilkoro dzieci mialo niedawno wszczepione implanty i teraz ucza sie z mozolem dopasowywania dzwiekow, ktorych nie znaja, do poszczegolnych slow i to co dla nas jest oczywiste i naturalne, dla nich wiaze sie z ciezka praca.

Ale samozaparcia im nie brakuje! Zreszta sami opiekunowie zarazaja optymizmem i wiara w innych. Wspolnie zgromadzili srodki na podroz, ktora w przypadku wiekszosci dzieci pochodzacych z biednych rodzin przekraczala ich budzet. I zamiast pograzyc sie w myslach o niesprawiedliwosci na swiecie, odwalili kawal dobrej roboty, zasluzyli sobie jak malo kto na ten wyjazd, a  przy okazji ci fajni mlodzi ludzie nauczyli sie radzic sobie w roznych sytuacjach, rozumiec sie nawzajem, pomagac, wspolpracowac i okazywac szacunek.

A i nam naladowali akumulatory!!! Wracajac ze znajoma do pracy po pozegananiu i odmachiwaniu do kilkudziesiecu rak stwierdzilysmy, ze taka wizyte nalezaloby aplikowac tym wszystkim, ktorzy sie pograzaja w depresjach.

Na pamiatke w imieniu calej grupy odebralam piekne podziekowanie w kolorowej ramce i recznie malowany sloik do kawy (bycie pelniaca obowiazki koordynatora niespodziewanie okazalo sie ogromna frajda). Czasem tak malo trzeba, zeby sprawic innym tak wiele radosci (i nie wiem, kto tu wiecej bral, a kto dawal).


I na koniec jeszcze mam jeden cytat ze strony o pewnym niepelnosprawnym chlopaku:

Nikt nie jest doskonały - bez wad, braków, ułomności... czy to w sferze fizycznej, psychicznej, emocjonalnej, czy też duchowej... Prawdziwy problem pojawia się jednak wtedy, gdy człowiek zatrzymuje się na swoich niedoskonałościach. W ten sposób nawet „odstające ucho” może stać się „kalectwem”, które sparaliżuje całego człowieka.

Dzis te kilkunastoletnie dzieciaki pokazaly nam wiecej, niz my moglismy im przekazac. Potrafimy tylko gadac o swiecie bez barier i integracji, a one te hasla przepieknie wcielily w zycie.

Az ciary przechodza...

Brak komentarzy: