poniedziałek, 31 maja 2010

Wielka mistyfikacja


No i po miesiacach przygotowan, rezerwowania numerkow, organizowania noclegow, koszulek, czapeczek dla gosci i dla siebie, nadszedl dzien 'zero', a ja... sie przeziebilam. I to tak, ze moze wystarowac bym dala rade, ale ukonczyc biegu po 20 km - raczej nie. Wahalam sie niemal do ostatniej chwili, ale przewazyl fakt, ze za 10 dni zaczynam urlop i zapalenie pluc, czy innego paskudztwo, ktore sie mogloby przyplatac, jest mi tak jakby nie po drodze. Zal mi bylo ogromnie i napredce z zawodniczki zamienilam sie w kibicke (w 4 roznych miejscach: na starcie, Av.Louise, Herrmann-Debroux na 15 km i mecie) i naczelna fotografke. I trenerke ;-) Bo dokladnie przeanalizowalismy trase i kazalam co silniejszym chlopakom asertywnie dopchac sie na sam przod i ostro zaczac, zeby sie wybic z tlumu, i posluchali mnie tak doslownie, ze linka wyznaczajaca poczatek sektora przed startem wbijala im sie w brzuchy.

Wczesniej jednak, kiedy cala 7 moich gosci byla gotowa do wyjscia, Tata wpadl na pomysl, ze po co moj czip ma sie marnowac bez sensu w szafce, rownie dobrze, moze go poniesc na drugim bucie i tym sposobem bedziemy wirtualnie i teoretycznie miec ten sam wynik ;-)  Ponoc nie my pierwsi wpadlismy na ten pomysl (i pewnie nie ostatni), choc z reguly, to maz zabiera numerek zony, a nie ojciec corce. Za to sie smiejemy, ze walka byla zazarta, bo kazdy z nas 10 tysiecy razy wysuwal sie na prowadzenie!

Generalnie wyniki mielismy rewelacyjne - 1:36, 1:46, 1:49, 1:51, 2:04, 2:32, Tata 2:37:35 i ja 2:37:36 (6 minut szybciej niz w Paryzu ;-) W dodatku stanowilismy ok.10% wszystkich Polakow startujacych w biegu! Teraz ja mam wyzwanie przy najblizszej sposobnosci (np.polmaraton w pazdzierniku) udowodnic, ze potrafie maszerowac/biegac w tempie 7,77 km/h, a moi goscie zlapali bakcyla i tez sie rozgladaja za kolejnymi zawodami.
 
Z racji mzawki na starcie kibicow nie bylo zbyt wiele
 

Pierwsi zawodnicy


I meta


Nastepny bieg na 20 km 29 maja 2011.

Brak komentarzy: