piątek, 7 maja 2010

Secouristes Industriels

Zostalam SIN! Przeszlam 20 godzinny kurs pierwszej pomocy, dzis podeszlam do karkolomnego egzaminu i czekam na wynik, naklejke z krzyzem i dopiskiem secouriste (ratownik) do powieszenia przy drzwiach w biurze oraz opaske na ramie do zakladania przy ewakuacji na wypadek pozaru (zeby bylo wiadomo do kogo sie zwrocic, jak ktos padnie z nadmiaru emocji). Generalnie jestem troche w stresie, bo myslalam, ze kurs zrobie dla siebie, a tu sie okazalo, ze jak ktos w pracy zaniemoze, to mam bezwzgledny obowiazek udzielic pomocy. W zasadzie wymog ten dotyczy wszystkich, ale ja jestem minimalnie 'wykwalifikowana'.  Dostalismy podrecznik do wyuczenia i tam zaznaczono, ze jak ofiara dozna uszczerbku na zdrowiu na skutek naszej interwencji, sad znajdzie jakies okolicznosci lagodzace, a w ostatecznosci to pracodawca wyplaci odszkodowanie. Ufff. Nie zebym nie wierzyla w swoje mozliwosci, ale na przyklad dzis na egzaminie dzielnie przeszlam przez teorie i kiedy na manekinie mialam pokazac cala procedure udzielania pomocy, od sprawdzania bezpieczenstwa, podejscia z przodu (coby sobie karku nie skrecil), pytan, czy mnie slyszy, potrzasania za ramiona (jakby mial uszczerbek sluchu), ustalenia, ze nie oddycha, az do reanimacji, dopiero jak zaczely mnie bolec rece przy masazu serca, przypomnialo mi sie, ze trzeba... zadzwonic po pogotowie (rychlo w czas, bo juz prawie oblalam egzamin, ze ominelam tak wazny szczegol).

W poradniku dla 'secouristes industriels' zaznaczono jednak, ze poza Belgia mamy sie nie wyrywac z pierwsza pomoca, bo podobno w krajakch Magherbu proba reanimacji jest ryzykowna i niemile widziana.

A szkolenie bylo swietne i w niczym nie przypominalo zajec z PO z Ogolniaka. Okazalo sie, ze srednio co 5 lat nastepuje rewizja zasad i szacuje sie, ze obecny wymog 30 uciskow przy masazu serca + 2 oddechow zostanie prawdopodobnie zmodyfikowany w tym roku, o czym zostaniemy poinformowani w stosownym momencie.

Wczoraj, jak juz przerobilismy wiekszosc materialu, mielismy specjalnego goscia w postaci aktorko-charakteryzatorki, ktora co kilkanascie minut wtaczala nam sie do sali z bardzo realistycznie pocieta dlonia zbroczona krwia, wbitym gwozdziem w nadgarstek, otarciami czy udarem mozgu.

Grupe mialam bardzo sympatyczna, choc 'w praniu' okazalo sie, ze z pozornie prozaicznym bandazowaniem kobiety radza sobie znacznie lepiej niz faceci. Jak kolega, z ktorym bylam w parze, mial mi zrobic opatrunek na glowe z chusty trojkatnej, bardzo dlugo ja przekrecal, wreszcie ulozyl ja najdluzszym bokiem do gory, przylozyl mi ja z tylu i dwa katy zwiazal na czole. Nikt nie mogl zrozumiec, co tak naprawde chcial mi opatrzyc, ale wszyscy ryczeli ze smiechu. Pozniej mielismy razem zareagowac, jak ktos amputuje sobie srodkowy palec u reki. Ja trzymalam bandaz, tamujac krwawienie, a kolega obwiazal dlon dokola, bo tylko to bylo opisane w podreczniku i nie wiedzial, jak mozna sobie poradzic stosowniej do okolicznosci.

A teraz trzymam kciuki, zeby przez moje kolejne 30 lat pracy, wszystkie kolezanki i koledzy tryskali zdrowiem i zeby bron Boze nikt sie nie krztusil (kiedys widzialam na zywo rekoczyn Heimlicha, jak znajoma sie zadlawila i tylko po ucisku przepony udalo jej sie wypluc drobinke z tchawicy). SIN, nie SIN, najlepiej, zeby ta cala wiedza nigdy mi sie nie przydala!

PS W Belgii notuje sie ok. 200tys.wypadkow przy pracy rocznie. Moj zawod nie jest moze bardzo kontuzyjny, ale byl kiedys przypadek, ze zmarly na swoim krzesle przy biurku pracownik zostal odnaleziony kilka dni pozniej.

Brak komentarzy: