piątek, 9 kwietnia 2010

Spotkania teatralne

Wiecie jaka jest roznica miedzy pacynka, marionetka i kukielka? Albo co to jest zyworeka? Ja nie wiedzialam, ale sie doksztalcilam, jak poszlam z coreczka sasiadow do lodzkiego Teatru Piccolo na przedstawienie 'Urodziny Baby Jagi'. Po niedlugiej fabule w temacie urzadzono pogadanke dla maluchow o teatrze. Tlumaczono gdzie sa kulisy, gdzie scena wlasciwa czy proscenium, a gdzie foyer. A nastepnie przedstawiono i zaprezentowano rozne rodzaje lalek. I tak:

Pacynka - jest nakladana na reke jak rekawiczka i poruszana przez animatora
Kukielka - osadzona na kiju
Marionetka - poruszana od gory za pomoca drucikow czy nitek zawieszonych na krzyzaku
Zyworeka - lalka, ktorej animator uzycza swoje dlonie
Muppet - naszemu pokoleniu chyba nie trzeba tlumaczyc ;-)

Normalnie nie moglam wyjsc z podziwu, ile to czlowiek moze sie nauczyc na przedstawieniu dla dzieci! Troche tylko niewygodnie bylo siedziec (a wlasciwie lezec) na srodku pierwszego rzedu tak, zeby nie zaslaniac czterolatkom.

Albo wyobrazcie sobie taka mala dziewczynke, lekko znudzona czekaniem na rozpoczecie sztuki, zawadiacko machajaca chudymi nozkami w blekitnych geterkach, ktora nagle przyznaje, ze kiedys tez wystawiala... PRELUDIUM DESZCZOWE FRYDERYKA CHOPINA!!!
- A jak to wystawialas?
- Normalnie. Mialam parasolke.
- I dla kogo to wystawialiscie? Dla rodzicow?
- Nieeeeee. Dla innych przedszkolakow!
Niektore preludia znam, ale o tym nie slyszalam, a o wystawianiu takich utworow to juz zupelnie nie myslalam. Musialam sobie wyguglac w internecie po powrocie do domu. I wyszlo mi czarno na bialym, ze w edukacji muzycznej mam zaleglosci od przedszkola. To chyba dlatego, ze nigdy do zadnego nie uczeszczalam.

Dla zainteresowanych link: http://www.youtube.com/watch?v=qn1ybsv-0ic

I nieco w temacie - niezawodna Irena Kwiatkowska, preludium e-moll Chopina i deszcz oczywiscie ;-) http://www.youtube.com/watch?v=juVLrJZHG4Q

Wracajac zas do siedmiolatkow, ostatnio rodzice mi opowiadali, ze jak z Wiktoria ogladali stare zdjecia, zaplatala sie wsrod nich moja fotka z pazdziernikowego biegu z Francji.
- A co Aga robila w Paryzu? - pyta coreczka sasiadkow.
- A skad wiesz, ze to Paryz?
- Poznaje po Wiezy Eiffla.
- Brala udzial w biegu.
- I co? Wygrala!
- A dlaczego tak myslisz?
- Bo widzisz jak trzyma reke?- tu wskazuje na moja dlon w charakterystycznym gescie. - To jest litera V. Victoria. Czyli zwyciestwo!

Rodzice mi przygadali, ze w tym wieku to ja nie mialam pojecia, co to Paryz, o Wiezy Eiffla nie wspominajac. Ale za to wiedzialam, co to jest Moskwa. Taka stara lodowka po dziadkach. Napis Mocква byl pierwszym, ktory potrafilam odczytac bukwami ;-)

A zamiast preludium deszczowego wystawialam 'Anie z Zielonego Wzgorza'. I o wplywie moich upodoban artystycznych na wydarzenia roku biezacego jeszcze napisze w osobnym wpisie!

Brak komentarzy: