Inaczej bedzie z katastrofa lotnicza w Smolensku, ktora miala miejsce wczoraj rano. Juz sie pojawiaja pierwsze pamiatkowe plakaty, a kiedys z pewnoscia powstanie kolejny pomnik. Jest to ogromny paradoks, ze kilkudziesieciu ludzi, ktorzy dazyli do tego, zeby zbrodnia w Katyniu wyszla na swiatlo dziennie, zginelo w tej okolicy dokladnie 70 lat pozniej. Historia zatoczyla kolo. O ile kilka dni temu podobno dwie trzecie Rosjan (o Europie Zachodniej juz nie wspominajac) wogole o Katyniu nie slyszalo, to teraz nie da sie przemilczec tego, co sie tam wydarzylo. Niezaleznie od przekonan politycznych, zapatrywan, kraju pochodzenia itp wszystkim trudno uwierzyc, ze moglo dojsc do tak wielkiej tragedii.
Od rana dostawalam SMSy o specjalnej mszy w Kosciele Dominikanow w Brukseli, a polskie radio i telewizja nie podawaly zadnych innych wiadomosci. W necie na blogach, fejsbukach itp tez sie pojawilo mnostwo odniesien do wczorajszego wypadku. I rozlicznie cytowany jest fragment wiersza Herberta, ktory nagle stal sie na nowo aktualny (to mgla spowodowala trudnosci podczas ladowania). Ponizej wrzucam calosc:
Guziki
Edwarda Herberta ]
Tylko guziki nieugięte przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie
są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi
przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą katyński las
tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów
Zbigniew Herbert
Ja zas nie moglam uczestniczyc w zadnych mszach, marszach itp, bo dokladnie 12 godzin po smolenskiej katastrofie lecialam zlotym jubileuszowym samolotem LOTu nawiazujacym do akcji Pawla Althamera (4 czerwca 2009 roku wraz z 160 "zlotymi ludzmi" przylecial do Brukseli uhonorowac 20 rocznice pierwszych polskich wolnych wyborow). Rano rozbil sie jeden samolot - symbol, a ja wieczorem wsiadlam do drugiego. I jak latam regularnie na trasie Warszawa-Bruksela, akurat wczoraj pierwszy raz na niego trafilam. Duzo mowiono o bezpieczenstwie, ale lot przebiegl spokojnie i nawet wyladowalismy troche przed czasem. Tylko nikt z podroznych nie chcial usiasc w 13tym rzedzie i bylam w nim sama jedna (uznalam, ze miejsce to jest tak samo (nie)bezpieczne jak kazde inne i przy odprawie bohatersko zgodzilam sie je zajac).
Jak wrocilam do domu, czekala mnie kolejna niespodzianka. Pod koniec marca ze smutkiem zostawialam mojego nowego amarylisa, ktory lada chwila mial zakwitnac i zakladalam, ze po powrocie z urlopu zostana po nim juz tylko suche szczatki. Tymczasem zastalam go w pelnej glorii i chwale, tylko zamiast bialego z wisniowa obwodka okazal sie caly czerwony (widac w Amsterdamie mieli balagan w koszach).
A ostatnim paradoksem jest fakt, ze kiedy Polska pograzona jest w zalobie, TV Polonia relacjonuje tylko przebieg przewozu szczatek Prezydenta i kondukt zalobny, w Brukseli zycie toczy sie jakby nigdy nic. Zamast polskiego deszczu i przygnebienia, tu drzewa rozkwitaja na potege, ptaki cwierkaja z zapalem i, o dziwo, nawet slonce przygrzewalo od rana. Tylko w kosciele mozna bylo zapalic swieczke za zmarlych. I sie troche zadumac.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz