Na
wrzosowiskach w Heide bylismy juz 2 lata temu i zrobily nas nas takie wrazenie, ze obiecalam wszystkim 'powtorke z rozrywki'. Pojechalismy tam wczoraj i zamiast spokojnej wycieczki, przezylismy kolejny survival. Najpierw zaliczylismy bieg przez dworzec w Antwerpii, gdzie mielismy bardzo malo czasu na przesiadke i bardzo duzy dystans do przebycia. Tu pierwsza uczestniczka nadwyrezyla sobie kolana i dalszy spacer stanal pod znakiem zapytania. Kiedy doszlismy do rezerwatu, zupelnie nietypowo zaczelismy od pikniku, po ktorym zamierzalismy sie podzielic na grupy chodzace szybko i wolno. Posilek nam sie przedluzyl, bo zaczynamy sie rozkrecac w niebezpiecznym kierunku i oprocz masy zarcia mielismy dwa wina. Sloneczko pieknie przygrzewalo, wokol wydmy i wrzosy, siedzialo sie doskonale, az spojrzalam na zegarek i okazalo sie, ze mamy 2 godziny do pociagu, szlak z owieczka o dlugosci 7 km do zaliczenia i jeszcze jakies 2 km na dworzec. Ruszylismy z kopyta, nigdy w takim tempie nie zasuwalam po piachu! Moi wspolspacerowicze twierdza, ze nic na tej wycieczce nie widzieli, bo wciaz sie patrzyli pod nogi. Ja, wycwiczona we Francji, cykalam fotki gdzie popadlo. Kilka z nich calkiem niezle wyszlo ;-)
Na poczatku krajobrazy byly jak z Norwegii

Potem zaczely sie wrzosowiska.






A to fotka z wiezy widokowej. Niby ludzi duzo nie bylo, a na szlaku (wlasnie tym z owieczka, choc w parku jest jeszcze 9 innych) spotkalismy znajomych z Brukseli

Wrzosy juz powoli przekwitaja. Ale wycieczka jest wciaz warta polecenia! Choc moze nalezy na nia przeznaczyc troche wiecej czasu ;-)
Po powrocie do domu mialam tak brudne nogi, ze najpierw dlugo myslalam jak sie dostac do lazienki, a potem nie moglam ich doszorowac. Ale bylo super! A na 20.00 swieza, choc zmeczona, poszlam na swietny koncert malopolskich zespolow klezmerskich:
Di Galitzyaner Klezmorim i
Kroke. Tym co sa w Polsce - tez polecam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz