niedziela, 6 września 2009

Hyères

Kiedys ktos pytal na liscie Epsow o polecane szkoly jezykowe we Francji. Dostal kilka odpowiedzi, w tym taka (niezupelnie na temat, ale w porownaniu z innymi porazala entuzjazmem):

Hyeres: Uwazam ze jest tam cudownie! Najlepiej jechac przed albo po sezonie to jest mniej ludzi i nie ma upalow strasznych, a jest tak 25 stopni - super. Widoki piekne. Ja bylam w Hyeres i ma to swoje wady i zalety. I teraz zalezy co wolisz. Bo tak: do morza jest jakies pewnie 10 km i trzeba dojezdzac autobusem - ktore nie sa zbyt czesto - albo rowerem co jest troche klopotliwe, jesli chcesz dojechac do jednego miejsca, potem chodzic po gorach i z innego miejsca wrocic do miasta. Poza tym drogi wyjazdowe z miasta nie sa jakos super przyjazne dla rowerzystow i mam wrazenie ze Francuzi jezdza jak wariaci, wiec ja jakos nie bardzo chcialam tam pedalowac - ale ludzie jezdzili i zyja. Kolejna wada, to taka ze miasteczko jest a tyle duze, ze jest szum samochodow i nie jest to wies, na ktorej wypoczniesz i na tyle male, ze nie ma jakiegos fajnego zycia nocnego itp. Wiec taka troche pipidowa, choc nawet urokliwa. Ale wielka zaleta jest to, ze jak juz wyjedziesz z niego nad to morze, to masz tam cudowna przyrode. Mozesz chodzic sobie po takich gorkach porosnietych roslinnoscia srodziemnomorska i krajobrazy sa po prostu jak z folderow turystycznych, a nawet lepsze. Cudo i na wyciagniecie reki. Poza tym bliziutko sa slawne i super malownicze wyspy Iles d'Hyeres - m.in Pourqueroles. No tam po prostu czujesz sie jak w raju. Tez mnostwo gor i plaze z bialutkim piaseczkiem i przezroczysta woda. Wszedzie rowery do wypozyczenia, choc ja obeszlam polowe wyspy pieszo, bo wtedy mozna sie zaglebic w taki dziewiczy las jak ktos lubi i byc zupelnie bez ludzi. Oczywiscie pewnie w sezonie jest tych ludzi znacznie wiecej. Ale ja bylam w maju i jak weszlam jaks drozka to szlam szlam i zywej duszy nie bylo i w sumie to zawrocilam, bo nie mam za dobrej orientacji w terenie i zaczelam sie gubic, a w pojedynke to tez jakos tak strasznie troche. W kazdym razie mysle ze ta wyspa na serio jest super i z tego co w zyciu widzialam dala bym ja na drugim miejscu po wodospadach w Brazylii :-). Wiec warto.



No i mi sie tez zachcialo pojechac do Hyères. Szkoly jezykowe definitywnie wykreslilam z moich planow wakacyjnych juz w zeszlym roku i szczesliwie znalazlam to miasteczko - a wlasciwie sam polwysep na Morzu Srodziemnym - w ofercie UCPA (francuskiego stowarzyszenia promujacego sport na swiezym powietrzu, z ktorym bylam juz na nartach). Na nurkowanie, windsurfing, kajaki, katamarany itp sie nie nadaje (boje sie wody) i wybralam opcje wedrowkowa, ktora jest dla mnie jak znalazl.



Teraz, juz spakowana, czekam na pociag. Wrazenia z trekkingu po Lazurowym Wybrzezu i rownoczesnie z mojego ostatniego urlopu w tym roku za tydzien ;-)

Brak komentarzy: