poniedziałek, 14 września 2009

Trekking na Lazurowym Wybrzezu

Szkola przetrwania
Wrocilam. Jak na mnie pieknie opalona (choc przy brukselskiej pogodzie i koniecznosci noszenia swetrow na wiele sie to nie przyda), z kilkoma zadrapaniami i jednym siniakiem. Udowodnilam po raz kolejny, ze komary mnie kompletnie ignoruja i atakuja jedynie wszystkich dookola, za to poparzyla mnie meduza (wiecej bylo strachu niz cierpienia, polknelam natychmiast leki przeciwalergiczne, troche mi spuchla reka i pobolala pare godzin, ale wyszlam z tego starcia cala i zdrowa).
Cos dla ducha
Zastanawiamy sie, czy jest jakas ilosc piekna po zobaczeniu ktorej wszystko co nas otacza zaczyna byc zwyczajne. Ja przez caly tydzien za kazdym zakretem wzdychalam z zachwytu i wyciagalam aparat. Juz sama nie wiem, co robi na mnie wieksze wrazenie: jeziora we Wloszech… fjordy w Norwegii… czy lazur francuskiego wybrzeza. Kiedys kolezanka z pracy opowiadala jak jej synek skomentowal: ‘Jak ja kocham ten piekny swiat!’. No, kurka, piekny jest…
Cos dla ciala
Mam juz swoja ulubiona francuska restauracje. Nazywa sie UCPA ;-) Zarcie jakie tam dawali bylo doskonale. Nigdy w Belgii nie udalo mi sie kupic tak slodkich melonow czy pachnacych i soczystych brzoskwin. Do tego potrawy podawane na talerzach o srednicy metra i zjadane przy lawach z parasolami smakuja zupelnie inaczej niz na stolowce. Choc hitem byly dolaczane do suchego prowiantu ‘zdrowe chipsy’ – bez konserwantow i z sola morska.
Ik woon in België
W ciagu minionego tygodnia po raz pierwszy poczulam sie reprezentantka kraju, w ktorym mieszkam. Na wakacje pojechalam z 2 Polkami i Slowaczka. Na miejscu okazalo sie, ze do pokoju dokoptowano nam jeszcze jedna Belgijke, ktora byla tez w naszej grupie trekkingowej. Kiedy poznalismy reszte piechurow, szybko zgadalismy sie z jednym Flamandem i stanowilismy szescioosobowa przeciwwage dla piatki Francuzow. My chcielismy chodzic, oni byli zmeczeni. My szlismy na przedzie, oni ledwo sie ciagneli w tylu. My bylismy entuzjastyczni, oni marudzili. Kiedy doszlo do konfrontacji, mielismy nie tylko przewage liczebna 6:5, ale i calkowita jednomyslnosc. Widac, ze w odroznieniu od belgijskiego rzadu umiemy sie doskonale porozumiec i zjednoczyc mimo roznic jezykowo-kulturowych (choc Flamand nas rozbrajal swoim tokiem myslenia, udarami slonecznymi i pomyslem wyleczenia sie z problemow zoladkowych czterema jogurtami).
Wikingowie
Juz na nartach widzialam, ze wsrod uczestnikow jest duzo… Szwedow (z reguly bardzo wysportowanych i zjezdzajacych poza szlakami). I tym razem wszystkie kluczowe informacje byly podane rowniez w ich jezyku (stowarzyszenie musi miec doskonala reprezentacje na polnocy). Nasza przewodniczka opowiadala, ze maja z nimi klopot, bo kiedy po calym dniu wszyscy padaja z nog, Szwedzi chca wiecej i wiecej. Na to jeden z Francuzow przyznal ze smutkiem: ‘Bo to Wikingowie…’ ;-)
Idealne wakacje
Trekking jedna gwiazdka uwazam za idealne wakacje dla siebie (choc kluczem do sukcesu jest tez doskonale towarzystwo). Duzo sie dzieje (wieczorami sa zajecia z tai chi czy streching, karaoke i dyskoteki), a poziom trudnosci nie stanowi wiekszego problemu i atmosfera jest typowo urlopowa. My co dzien wedrowalismy kilkanascie kilometrow, po bardzo pofaldowanym, czesto skalistym terenie. Po kilku godzinach w pelnym upalnym sloncu, 1-2 razy dziennie zatrzymywalismy sie przy odludnych cichych plazach pokapac sie w krystalicznie czystej wodzie czy ponurkowac i poogladac zycie wodne w morskiej trawie. Troche tylko glupio bylo, jak na obiedzie jakis przystojny wysportowany facet pytal na jakiej activité jestesmy (w ofercie byl windsurfing, catamarany i nurkowanie) i trzeba bylo sie przyznac, ze na… spacerkach ;-) Ale w sumie co tam! I tak bylo fantastycznie! UCPA (Union Nationale des Centres de Plein Air) organizuje tez wedrowki po Korsyce, trekking sladami mitow i legend Kraju Baskow, zapachy i smaki Prowansji, kilkanascie roznych opcji na Alpy i wiele innych 'spacerow'. Standard schroniskowy, cena bardzo konkurencyjna. Juz wiem, gdzie bede jedzic na wakacje do 39 roku zycia ;-)

A zeby juz wiecej nie nudzic, wrzucam kilka fotek





Ja plywajaca (choc potrafie tylko stylem rozpaczliwym i na meduze)

...i nurkujaca!!!

I zdjecie grupowe po ostatnim dniu trekkingu (wyjatkowo do tego nie pozowalysmy), czyli Epski na Lazurowym Wybrzezu ;-)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Do dzisiaj pamietam, jak z okien pociagu zobaczylam po raz pierwszy Lazurowe Wybrzeze... Niezapomniane przezycie, choc juz pozniej takiego zachwytu juz nie przezylam. Takze nie moglam sie oderwac od aparatu, tyle ze niestety przepadly mi 3 filmy (jeszcze w epoce, gdy cyfrowki byly za drogie).