Z Brukseli co prawda riwiery sie nie zrobi, ale sa sposoby na zmiane klimatu w miescie. Jednym z nich jest coroczny Dzien Bez Samochodu.
Po mszy ze znajomymi pojechalysmy do Parku Cinquantenaire, gdzie ProVelo rozdawalo mapki w wyznaczonymi trasami rowerowymi po miescie. Poszlysmy na calosc i wybralysmy najdluzsza - 23 km. Jeszcze tylko dopompowalam rower, dwie z nas udaly sie po cos do picia i jak juz mialysmy ruszac zauwazylam, ze wyszlo mi cale powietrze z tylnego kola. Ustawilam sie zatem w kolejce do punktu napraw gratulujac sobie w duchu, ze jak juz mi sie cos mialo stac z rowerem, to wybralam sobie swietne miejsce i moment. Specowi wytlumaczylam, ze pewnie detka poszla, bo ja NA PEWNO wiem jak sie pompuje rower, biedak rozmontowal mi kolo, zdjal opone, obejrzal detke i stwierdzil, ze jest dobra.
Ale mi bylo wstyd.
Choc nie ma tego zlego, bo przy okazji poprawil mi hamulce ;-)
Darmowy punkt przegladu rowerow wygladal tak:
Jak juz z godzinnym opoznieniem ruszylysmy w droge, to w wielu miejscach spotykalysmy swietujacych mieszkancow roznych ulic - sasiedzi zbierali sie razem, grillowali, rozmawiali, slowem - byl to pomysl na swietne spedzenie niedzieli.
A tak wygladaly ulice w okolicy Laeken
A to przy ogrodach krolewskich, ktore objechalysmy dookola - caly dzien utrzymywala sie lekka mgielka i na przedmiesciach atmosfera byla jak w Polsce 1 listopada (tylko troche cieplej). Po kliknieciu fotke mozna powiekszyc
Szkoda, ze dzien bez samochodu jest tylko raz w roku...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz