Czym sie ubija piane? Trzepaczka. Nie wiem czemu, choc w domu rodzinnym w kuchni nie robilam nic, to to ubijanie bialek pamietam tak doskonale, jakby nalezalo do moich regularnych zajec. Chyba caly sekret polegal na pierwszenstwie w wylizywaniu resztek z garnka, jak ciasto zostalo juz przelane do brytfanny i wstawione do piecyka (zawsze takie surowe najbardziej mi smakuje). W kazdym razie przez dlugie lata nie przyszlo nam na mysl, ze sztywno stojaca piane mozna uzyskac inaczej niz ciezka praca reczna.
Az po przyjezdzie do Brukseli udalo mi sie wyjsc poza utarte schematy. A raczej ubite. Podpatrzylam u znajomej, ze rownie wspaniala pelnowartosciowa sztywna piane mozna uzyskac… robotem kuchennym. Koniec z trzepaniem! Nie ma juz co prawda tamtej atmosfery, ale mojej obecnej kuchni o wymiarach 2 metry na poltora tez nie da sie porownac do tej z lat 'mlodosci'.
Dzis o tym nowatorskim sposobie przypomnialam kolezance, ktora nerwowo szukala ubijaczki, zeby wciaz jeszcze swiezo upieczonemu mezowi przygotowac ciasteczka wlasnej roboty – mam nadzieje, ze za to jutro mnie czeka deser do kawy ;-)
Ale niestety bicepsy i tricepsy juz nie takie, jak w erze trzepaczek.
Miesnie lydek tez mi flaczeja, bo dzisiejszy wieczor spedzam w domu i na swoj sposob przygotowuje sie do biegu w niedziele – uznalam bowiem, ze czas ufarbowac sobie wlosy, zeby dobrze i twarzowo wygladac w Paryzu ;-) Co prawda startuje w kategorii Senior Femme (Starych Bab), ale to nie uspawiedliwia siwych wlosow. Wpadlam na ten pomysl kiedy dostalam pelna, doskonale przygotowana dokumentacje zdjeciowa kuzyna, o tym, jak w niedziele przebiegl maraton w Kolonii! Teraz denerwujemy kolezanke, ktora z dziecmi bedzie nam kibicowac, ze tez tak chcemy ;-) A sama wiem, jak ciezko jest takie fotki zrobic, bo w weekend bylam reporterka znajomych polmaratonistek i niestety pierwsze ujecie pstryknelam im jak byly bardzo daleko, a zanim aparat sie ustawil na kolejne – dziewczyny smignely mi przed nosem. Wstepna porazke nadrobilam dopiero po rozdaniu medali.
Ze mna prawdopodobnie bedzie deczko latwiej, bo z kolega planujemy dotrzec na mete jako ostatni w dozwolonym czasie ponizej 2:50. I bedziemy sie wyrozniac ogromnymi bialymi T-shirtami w rozmiarze XXL upamietniajacymi 20 rocznice pierwszych polskich wolnych wyborow. Kolega prawnik, wyksztacony na Sorbonie, ma za zadanie ewentualne negocjowanie z organizatorami, zeby nas nie zdyskwalifikowali za stale tempo 7 km/h, ktore na poczatku sprawi, ze zostaniemy daleko w tyle za biegaczami i dopiero po jakims czasie mamy szanse dogonic tych najslabszych ;-) Ja juz przestudiowalam regulamin i nigdzie nie jest wspomniane, ze zakazuje sie maszerowac, wiec w razie czego bedziemy walczyc do upadlego. A jak mi podpadna, to juz wiecej do Paryza na bieg nie pojade! Ha!
;-)
wtorek, 6 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

4 komentarze:
Aga, swietny blog. Tylko nie moge znalezc opisu wakacji
Galka Anonimka
Fakt, presja fotografa jest tak duza, ze nie wiem czy lepiej go "nie zapomniec" ;))
Poza tym, nie ^zapominajmy, ze oprocz dynamicznych zdjec, jestem odpowiedzialna za machanie flaga:))
T.
Nie ma stresu. Aparat na wszelki wypadek wezme sama ;-) I wciaz sie zastanawiam, czy go nie zabrac ze soba na te 20 km. A machanie flaga przeciez spokojnie mozna zrzucic na dzieciaki. Niech tez sie czyms wykaza ;-)
PS A wakacje to byly juz tak dawno temu...
Wracajac zas do kwestii wypiekow, dzis kolezanka przyniosla ciasto ze sliwkami palce lizac ;-) W sam raz do kawy!
Prześlij komentarz