wtorek, 20 października 2009

Wielokulturowosc


Po okresie pseudo-sportowym, zaczal mi sie czas ukulturalniania. I to na wielu frontach. Bylam na polskiej sztuce ‘Patty Diphusa’ z doskonala rola Ewy Kasprzyk, potem na ‘West Side Story’ po angielsku (w wykonaniu grupy z Nowego Yorku – piekna kolorowa scenografia, swietni tancerze i spiewacy, slowem – rewelacja, choc zmodyfikowano troche pierwotny zamysl autora i rywalizujace miedzy soba gangi to barwni Portorykanie kontra szarzy... Polacy), a przede mna jeszcze ‘Dom Juan’ po francusku w teatrze kolo mojego domu.

Dodatkowo na niderlandzkim zastanawiamy sie, jaka jest nasza znajomosc sztuki. Zaczelismy od obejrzenia kilku krotkich filmikow, po ktorych okazalo sie, ze kolezanki z Czarnego Ladu musicalem nazywaja zwykly spiew gwazdy pop, bo koncert to dla nich jest tylko w filharmonii, balet myla z opera itp. A jedna kursantka na pytanie, na jakiej wystawie byla ostatnio, z rozbrajajaca szczeroscia odpowiedziala, ze najbardziej lubi… wystawy sklepowe ;-)

Poznalismy tez jedno z dluzszych slow w tym ciekawym jezyku - Hottentottententententoenstelling – czyli namiotowa (tenten) wystawa (tentoenstelling) o rdzennych mieszkancach poludniowej Afryki (Hottentotten). Niedawno zas zajmowalismy sie poetyckimi okresleniami uczestnikow – sterke Stijn (silny Stijn), poëtische Paloma (poetycka Paloma), interessante Inez, zwangere zangeres (ciezarna spiewaczka), a na mnie wymyslilismy tylko… arme Aga (biedna Aga, bo nic innego nie przychodzilo nam do glowy i po dzis dzien na kazdych zajeciach nasz lektor to wspomina). Lekcje zakonczylismy podsumowaniem, ze z kazdego z nas jest kunstliefhebber (milosnik sztuki), nie myslic z kustliefhebber (milosnikiem plaz ;-).

A w domu pograzylam sie po uszy w sadze o Wiedzminie. W zeszlym tygodniu polknelam 4 tomy i jak dobrze pojdzie, to z reszta uwine sie wkrotce. Przerabialam juz je kilka lat temu i teraz z przyjemnoscia do nich wracam. A czyta mi sie jeszcze lepiej, jak czasem natykam sie na swojsko brzmiace miejsca: Brugge, Bremenhaven itp.

I tu mam jeszcze jedna jezykowa dygresje. Pominawszy skomplikowane nazewnictwo brukselskich ulic, sa miasta, w Belgii i okolicznych krajch, ktore w kazdym jezyku maja swoja nazwe. O ile belgijskie Namur (fr) zmienia sie na Namen (nl), Anvers (fr) na Antwerpen (nl) czy Bruges (fr) na Brugge (nl), to nie ma problemu (znaki drogowe sa w obu wersjach naprzemiennie). Ale jak tu sie domyslic takich odpowiednikow:

- Mons (fr) – Bergen (nl)
- Liège (fr) – Luik (nl) – Lüttich (de)
- francuskie miasto Lille – Rijsel (nl)
- i prawdziwa niemiecka perelka Achen (de) - Aix-la-Chapelle (fr) – Aken (nl) – Akwizgran (pl – tego co prawa na znakach nie ma, ale zajelo mi sporo czasu, zeby w moim przewodniku Pascala znalezc jakiesc informacje o Achen, ktore w ksiazce figurowalo pod polska nazwa).

Teraz zaluje, ze na prezentacje z francuskiego nie uparlam sie na omowienie wielojezycznosci (zagadnienia takie jak kapsuly nie wchodza juz w gre i mamy sie skupic na powaznych tematach). W efekcie musze sie przygotowac o petli zadluzeniowej i choc zagadnienie jest dla mnie do zaakceptowania, to i tak wyjdzie mi z tego pieprz z dzemem (ja pieprze, reszta drzemie, bo w grupie nie ma nie tylko finansistow, ale i ekonomistow).

Szczesliwie za tydzien mamy swieto uczacych sie niderlandzkiego ‘Bijt in Brussel’ i mozemy isc na dowolne zajecia sportowe (taniec, gimnastyke, joge, nauke jazdy na rowerze czy na nartach), na wycieczki, spacery, kursy (robienia mozaik, bukietow, pieczenie ciasteczek). Ja sobie wybralam Improvisatietheater. Moze wpadne na jakis pomysl, jak uatrakcyjnic moja francuska prezentacje ;-)

Brak komentarzy: