poniedziałek, 12 października 2009

Zwyciestwo

Wlasciwie trudno mowic o wygranej, jak na mete dotarlo sie na szarym koncu (za mna bylo juz tylko 59 osob, a ja mam 21864 miejsce), ale zdecydowanie czuje sie zwyciezca.

Trzy lata temu bylam w szpitalu. Prawdopodobnie przeszarzowalam podczas pobytu w Tatrach, przy wypisie nakazano mi oszczedzajacy tryb zycia (bez odwolania). Kolo miesiaca siedzialam w domu w Polsce na zwolnieniu i powoli dochodzilam do siebie, po czym pelna obaw wrocilam do Brukseli (pamietam doskonale, jak znajome mi zorganizowaly huczne powitanie na lotnisku). Na poczatku faktycznie balam sie wszystkiego i dopiero z czasem zaczelam uskuteczniac wszystkie spacerki, rowerki, itp. I gdyby wtedy ktos mi powiedzial, ze dokladnie za 3 lata bede sie scigac na 20 km, to bym sie popukala w glowe.

A tu prosze…

Okazalo sie, ze szybciej niz w maju chodzic nie potrafie, wiec zeby pobic moj zyciowy rekord sprzed 4 miesiecy, musze troche pobiec. I pobieglam. Choc ostatnio to robilam w ogolniaku. I nawet niezle mi poszlo. Wynik poprawilam o 14 minut i na mete dotarlam w 2:43:49.

Ale bylo ciezko.

Jak caly tlum ruszal, ja jeszcze stalam w kolejce do ToiToi’a (przenosnego kibelka). Znajomego, z ktorym mialam isc, zgubilam po 200 metrach (potem mnie odnalazl), a po dwoch kilometrach chcieli nas usunac z trasy, bo stwierdzili, ze jestemy za wolni i na pewno nie damy rady (jakby po 2 km mozna to bylo definitywnie ocenic). Zreszta kolega zamiast isc rowno ze mna, to co rusz zostawal troche w tyle, po czym nadganial (smiejemy sie, ze stosowal strategie gumy od majtek). Jak dobieglismy (bo marszem sie nie dalo) do 5 km, to sprzatali dywan, na ktorym mielismy sie odbic czipem. Na 10 km na skrzyzowaniu puscili juz samochody, a ja nie wiedzialam nawet w ktora strone isc. Kolo 12 km zaczal mi towarzyszyc autobus, ktory zbieral spady i jechal tuz kolo mnie czekajac az wymiekne. Nie wiedzieli, ze ja jestem z tych, co jak sie upra, to beda isc do przodu nawet na czworakach. Jak sie zaczela seria tuneli, to do kazdego zbiegalam w dol doganiajac innych, a nastepnie wyprzedzalam po pare osob idac pod gore (w tym akurat jestem bardzo dobra).

Przelom nastapil na 15 km, gdzie dotarlam po 2 godzinach od startu i z obliczen mi wyszlo, ze na ostatnie 5 km mam 50 minut, czyli wlasciwie wygralam bieg. I poczulam euforie, ktora powinnam miec na mecie. Zakrecila mi sie lza w oku, a kolejny odcinek przebieglam jak na szkrzydlach zostawiajac za soba kolejne osoby. A potem emocje opadly i do mety dotarlam resztkami sil - choc na ostatnich 8 km wyprzedzilam co najmniej 59 osob (pewnie wiecej, bo duzo biegaczy z konca padalo ze zmeczenia).

Ale mam medal i dyplom. I, jak na mnie, bardzo dobry wynik! I osiagnelam srednie tempo 7,3 km/h. I postanowilam, zeby nigdy wiecej nie startowac w biegach, w ktorych jest wysrubowany limit czasowy! One maja mi sprawiac wylacznie przyjemnosc, a nie byc zrodlem dodatkowego stresu.

Teraz z nostalgia wspominam bieg w maju, kiedy zamiast ostrej rywalizacji, panowala swietna atomsfera wspolpracy i radosci. Kiedy zamiast zasapanych mdlejacych osob, mijalam co najwyzej grupki niepelnosprawnych, ktorzy z opiekunami tez chcieli sie przez chwile poczuc ‘sportowcami’. To wlasnie w tym, wedlug mnie, tkwi idea imprez, w ktorych bierze udzial 25 tysiecy osob. Tak sie promuje sport i tezyzne fizyczna. W koncu biegac kazdy moze!

Moj nastepny wyscig to 20 km w Brukseli 30 maja 2010. Mam plan, ze kupie sobie buty do biegania (te za 15 eur z Decathlonu, w ktorych bieglam wczoraj, zostawie sobie na spacerki) i zaczne cwiczyc na wiosne. Moze uda mi sie zaliczyc ten dystans w 2:30?

Poki co moj rezultat:





I nieco w temacie - link do felietonu Klaty o maratonie: http://tygodnik.onet.pl/0,33843,42_195,komentarz.html
O tym, jak nie wyzionac ducha, lecz ducha wzmocnic ;-)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Gratuluje!!!
Ale uwazaj bo nie bedziemy Ci juz organizowac hucznych powitan na lotnisku;-)
Brukselka

aleksia pisze...

Fantastycznie! Kurcze, az prawie się wzruszyłam:) Moje gratulacje! Sama się przygotowywałam do biegu na 10km wiosną, niestety nie mogłam pobiec bo zatrzymała mnie kontuzja kolana, ale mam nadzieję, że jeszcze niejeden bieg uliczny przede mną! Wezmę przykład z Ciebie! Pozdrawiam!