czwartek, 15 października 2009

Po biegu


Musze przyznac, ze dochodzenie do siebie tym razem poszlo mi sprawniej niz w maju. Juz mi przeszly wszelkie bole i zakwasy, wczoraj mialam pierwszy spacer, dzis bylam na pilatesie i jestem gotowa na kolejne wyzwania. Choc z tymi ciezko. W planach mam jedynie kilka wydarzen kulturalnych i codzienne zajecia w pracy i poza nia.

Dlugie piesze wycieczki tez zostana wkrotce zawieszone - dzis w nocy byly juz pierwsze przymrozki. W Polsce nawet spadl snieg. A na fejsbuku u kuzynki znalazlam zdjecie ogrodu rodzicow pokrytego cienka biala warstwa puchu ;-)

I nie moge uwierzyc, jakiego mielismy fuksa z pogoda w Paryzu – caly zeszly tydzien lalo, w tym tygodniu jest juz zimno, a niedziela byla dniem z najbardziej odpowiednia temperatura i brakiem opadow!!! Jak zwykle mam wiecej szczescia niz rozumu.

W nagrode za bieg zamowilam sobie mase pierogow, ktore teraz zjadam ze smakiem co dzien na kolacje. Jedna gospodyni domowa miala doskonaly pomysl i wyrabia hurtowo pierogi ruskie, z kapusta i grzybami, z kasza gryczana i pieczarkami oraz z miesem. Pycha! Zrobilysmy zamowienie ze znajomymi do pracy i teraz mam wyzerke co wieczor. Tego wlasnie mi brakowalo do pelni szczescia ;-)

Brak komentarzy: