
Za miesiac odbeda sie wybory do Parlamentu Europejskiego. Ja juz sie zarejestrowalam w Konsulacie i bede tam mogla zaglosowac na polskich kandydatow. Jako alternatywa przysluguje nam wybor belgijskich europarlamentarzystow, ale primo: jakbym sie wpisala na liste, to za ewentualna nieobecnosc (zawsze cos moze wypasc w ostatniej chwili) placilabym kare, secundo: polskich politykow znam jednak lepiej niz tutejszych, tertio: bede miec poczucie spelnienia obywatelskiego obowiazku wobec kraju.
Frekwencja zapowiada sie niestety bardzo niska i na rozne sposoby probuje sie zachecic wyborcow do udzialu. Jednym z pomyslow jest Pepek Europy czy rozne kwestionariusze pomagajace w wyborze.
To bedzie juz moje drugie glosowanie w Brukseli. Dwa lata temu bralam udzial w wyborach do parlamentu. Pamietam, ze pobieglam tam rano, jeszcze przed msza, zeby uniknac kolejek. Pozniej planowalismy wycieczke do ogrodu botanicznego i zbiorke wyznaczylismy w konsulacie. Dzien byl sloneczy acz chlodny, wiec znajomi po oddaniu glosu usiedli przy stoliku w srodku budynku, wyciagneli butelki z piciem i mapy i kiedy prowadzili ozywiona dyskusje, przyszla telewizja. Smiejemy sie, ze nakrecili ich siedzacych w tych butach trekkingowych i z prowiantem i skomentowali, ze ludzie przybywali do Brukseli z calej Belgii bez wzgledu na koszty i odleglosc ;-)
U nas znowu bedzie pospolite ruszenie i tlumy przed miejscem glosowania. Za miesiac zobaczymy jaki bedzie wynik.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz