
Piec lat temu bylam wyslana przez poprzedniego pracodawce do Holandii na miesieczna delegacje. Do biura jezdzilam taksowka, bo komunikacja publiczna na tej trasie nie funkcjonowala i za kazdym razem stalismy w korkach rowerowych. I tak sie zaczela moja wielka sympatia do rowerow holenderskich. Wielkie, majestatyczne, sunely dostojnie wzdluz ulicy, a ja nie moglam sie na nie napatrzec.
W moim uczuciu utwierdzilam sie rok temu, kiedy na wyspie Texel wynajelismy takie rowery na jeden dzien i sie zachwycalam, jak wspaniale mi sie pedalowalo.
W Belgii rowery sa bardziej roznorodne, aczkolwiek ta wersja miejska jest rowniez popularna. Na poczatku nie moglam sobie nic kupic, bo w poprzedniej kamienicy nie bylo miejsca na bicykle i jak sie przeprowadzilam na nowe mieszkanie kolezanka uzyczyla mi swoj stary rower - bardzo dobrego jakosciowo... gorala. I tak nim przejezdzilam rok (choc brzmi to dosc gornolotnie - w rzeczywistosci wyciagalam go raz w miesiacu i uginajac sie nad dluga meska rama wyobrazalam sobie, ze jakbym miala taki rower miejski, to byloby fajniej jezdzic i na pewno korzystalabym z niego czesciej). No i dzis snobizm zatriumfowal i kupilam sobie wymarzony sprzet.
Wyglada tak:

Piekny,prawda? Uwazam, ze ten typ to krol w dziale dwukolowcow. Gdybym nie mieszkala na drugim pietrze z super waska klatka schodowa, to bym go chetnie wstawila do salonu napawac sie szlachetnym ksztaltem ;-) Pedalujac czuje sie jak krolowa. Zakupiony przeze mnie model jest co prawda opcja podstawowa i najprostsza jaka mieli w sklepie specjalistycznym przy Aleji Optymistycznej (serio, tak sie nazywa ta ulica), ale ma i bagaznik, i koszyk z przodu, i lampke na dynamo, i druga z tylu na baterie, i wmontowana pompke, i dzwonek, i oslone na lancuch. Moglabym nawet nim jezdzic w dlugiej spodnicy (ktorej nie posiadam, a w spodniach chodze jakies 350 dni w roku, wiec zaleta jest w moim przypadku malo istotna, ale to zawsze kolejny atut). I jako gratis dostalam klodke (U-lock). Jedym slowem, strzal w dziesiatke!
I tylko sie smieje, bo jeszcze wczoraj nie planowalam tego zakupu, a dzis po prostu poszlam do towarzystwa ze znajomymi, ktorzy mieli swoje bicykle odebrac (zartujemy, ze nie chcialo mi sie wracac samej pieszo i to mnie popchnelo do dzialania). Z reguly mam male wymagania materialne i nawet komorke mam ta sama juz 10 lat (tfu, tfu,odpukac, wciaz dziala), a z roweru kolezanki moglam wciaz korzystac. Np. w Polsce mam podobny, ktory skrzypi, rzezi, przerzutki same sie przerzucaja na wybojach, a dzwonek dzwoni bez ustanku (choc nie wiem, czy w tym roku da sie go jeszcze napompowac).
No coz, po Brukseli nie bede juz jezdzic pospolitym goralem, lecz wytwornym rowerem miejskim, jak przystalo na urzedniczke - hihihi. Nawet znajomi stwierdzili, ze ten model jest dokladnie w moim typie (oni kupili wymyslne all terrain bikes z 24 przerzutkami, amortyzatorami i innymi bajerami). Ale z jeansow i T-shirtow poki co rezygnowac nie bede!!!
A na koniec mam kolejny utwor Galczynskiego na te okoliczonosc ;-)
Teatrzyk Zielona Gęś
ma zaszczyt przedstawić
"Ulicę Snobów"
Snob (z towarzyszeniem fletu):
Chodzę jak kudłaty kotek,
w głowie łupież i egzema -
włosy szczotką? ale szczotek,
TAKICH szczotek u nas nie ma.
Snobowa (stojąc na głowie, z towarzszenicm gitary):
A ja muszę stać na głowie
i na nogi nic nie kładę,
a dlaczego? gdyż albowiem
nie ma TAKICH sznurowadeł.
Snob & Snobowa (razem, a towarzyszeniem wyżej wymienionych instrumentów):
Ach, mój Boże, ach, ach, ach, ach,
przyjdzie zginąć w tych problemach.
Ciężki snoba fach, fach, fach, fach:
snob oleju w głowie nie ma.
Snobiątko:
Przerażony brnę przez zamieć.
Śnieg się kręci. Słońce zniża.
Nocą sypiałbym w pyżamie,
ale nie ma TAKICH pyżam.
Snob, Snobowa & Snobiątko (razem):
Hej, zanućmy głosy trzema:
NIE MA, NIE MA, NIE MA, NIE MA.
Snobiszcze (Z progu café "La Chose"):
Oto dramat, czyli dramas:
nie ma szczotek i pyjamas.
A co do mnie - lubię groszek
a la snob, nie byle jako!
A palto wciąż w ręku noszę,
bo nie ma TAKICH wieszaków.
Więc nie gadam nawet z dziećmi,
bo mi z nosa ciągle ciecze,
ale jakże nie ma ciec mi,
gdy nie ma TAKICH chusteczek!
Czytać coś? Ach, na mą szyję!
(ty zamilknij, szyjo moja)
Homer umarł. Proust nie żyje,
a mnie rąbie paranoja.
Lecz wiem, co zrobię w tym względzie.
Zaraz wszystko dobrze będzie.
Hellooooooooooooooo!
(zatrzymuje przejejeżdżający karawan i)
Snob, Snobowa, Snobiątko & Snobiszcze:
(Z towarzyszeniem instrumentów ładują się tamże i przejeżdżają do lamusa dziejów przy radosnych gwizdach ulicy)
Temperatura:
(podnosi się)
K U R T Y N A
(opada)
Konstanty Ildefons Gałczyński
1950

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz