środa, 27 maja 2009

Szaba-daba-da amore

Jedno jest pewne – nuda mi nie grozi. W niedziele maszeruje w biegu na 20 km. Koszulka, ktora dostalam od sponsorow, jest beznadziejna, kartka z numerem jest papierowa, a chip do buta ma wymiary 6 na 4,5 cm. Dobra jest tylko mapka (zaznaczono, gdzie beda rozdawac wode i gdzie stoi pogotowie) i wykres z uksztaltowaniem terenu. Tydzien temu przejechalam ta trase rowerem i zajelo nam to ok.3 godzin (a zamierzam ja przejsc w 4).



Na usprawiedliwienie tego slimaczego tempa mam wymowke, ze przez niektore ulice w godzinach szczytu nie da sie pedalowac, chodniki byly pelne rozleniwionych Murzynek, po drodze musialam dokupic srubki, bo koszyk od roweru mi odpadal (te oryginalne byly za krotkie) i zatrzymalysmy sie na Pite na kolacje. Na szczescie na trasie umieszczono juz tablice z iloscia przebytych kilomentrow, wiec latwo bedzie kontrolowac czas marszu (na mecie czekaja 4 godziny).

Mam juz za soba kilka wycieczek rowerowych moim nowym nabytkiem, a wczoraj pierwszy raz jechalam po zmroku (generalnie staram sie unikac jezdzenia po ciemku, ale jak powlaczalam wszystkie swiatelka i ubralam sie w odblaskowa kamizelke, to stwierdzilam, ze nawet dosc bezpiecznie sie czuje). Malo tego, jak sunelam sciezka rowerowa swiecac jak latarnia, to zauwazylam, ze hamuje obok mnie autko pelne Azjatow, wychylili sie przez okno i mnie obfotografowali. Staje sie zatem atrakcja turystyczna na miare Siusiajacego Chlopczyka.

A wczoraj wieczorem wracalam z proby. Na przyszla sobote szykujemy kolejna amatorska produkcje artystyczna o wiele mowiacym tytule ‘Cyganska milosc’. Tym razem nie mam roli mowionej (ja na przodowniczke pracy z lat 50tych nadaje sie doskonale, ale z ‘ore ore’ w moim wykonaniu jest juz gorzej) i jestem w grupie wokalno-tanecznej (wmieszam sie w tlum). Oprocz wykucia na pamiec piosenek typu ‘Graj piekny cyganie’ czy ‘Jada wozy kolorowe’, mamy wymyslic czynnosci do tla, kiedy na pierwszym planie bedzie sie toczyc akcja wrozb, porwania, sadu i wesela. Z didaskaliow wynika, ze trzeba sie podzielic na grupy meskie i zenskie i :

Cyganie zajmują się uprzężą końską, strugają patyki, przeglądają instrumenty itp. i popijają cytrynówkę (konieczne rekwizyty: zgrzebne butelki z żółtą cieczą, może być Fanta albo… Limoncello); starsze Cyganki gotują ulubiony rosół, a na drugie jeża w sosie własnym, paprykarz, bigos (ulubione potrawy Cyganów) w kotłach nad ogniskiem (konieczne rekwizyty: nagie, surowe kury, kosze z warzywami i jakiś jeż), niektóre z nich fachowo przeglądają bukiety ziół, inne coś szyją, młode Cyganki poprawiają urodę, furkoczą sukienkami, wiążą sobie nawzajem chustki, chichoczą pokazując zalotnie na co młodszych Cyganów; dzieci się bawią itp.


Teraz mam za zadanie skompletowanie stroju – juz uprosilam od znajomej chuste z medalikami, ktora kupila na zajecia z tanca brzucha i druga do zawiazania na glowie (mam za krotkie wlosy, zeby wygladac na Cyganke). Dostalam tez awaryjna spodnice, jak nic innego nie znajde i musze dokupic bufiasta bluzke. I gotowe! A skoro ‘dzis prawdziwych Cyganow juz nie ma’, to te polsrodki tez beda ok (choc juz widzialam fantazje i kreatywnosc innych ‘aktorow’). Ponadto robimy wielka zbiorke rekwizytow – patelnie, kociolki, drewniane skrzynie, konskie akcesoria, buklaki, tamburyny i grzechotki – slowem rzeczy, ktore kazdy emigrant powinien trzymac ‘na wszelki wypadek’ w wynajetym mieszkaniu ;-) Zostalo nam jeszcze cale poltora tygodnia na opanowanie rol i przygotowanie dekoracji. Pikus.

Brak komentarzy: