poniedziałek, 11 maja 2009

Prezentacja

W tym semestrze na francuskim zamiast egzaminu ustnego mamy przygotowac prezentacje. Poszlam na latwizne i niczym polscy maturzysci przekopiowalam i powklejalam teksty zywcem sciagniete z internetu. Wykazalam sie jedynie dodaniem zwrotow zalecanych w tego typu wypowiedzi: 'Panowie i Panie! Milo jest mi Was powitac', 'Dziekuje za uwage', 'Chetnie odpowiem na wszelkie pytania', nie zdazylam sie tego nauczyc na pamiec, wiec dorzucilam duza doze spontanicznosci (ktora u mnie niestety idzie w parze z bledami gramatycznymi) i na zajeciach przez 20 minut opowiadalam o... kapsulach w Genval. Tematem trafilam w dziesiatke i na koniec posypaly sie liczne pytania (o cene, o dojazd, o pochodzenie kapsul - tu pomylilam NASA z NATO, ale szybko sie poprawilam, o to czy masaze sie tez odbywaja w wodzie i o przeciwskazania - na ostatnim wymieklam, bo nie wiedzialam jak powiedziec, ze niskocisnieniowcy moga zemdlec, wiec przypadek utraty przytomnosci pokazalam wizualnie). Teraz uchodze za specjalistke od 'well-being' vel 'bien-être' w grupie. A ze stresu po mnie zwykle nie widac, to byl to moj kolejny argument o korzysciach plynacych z nowoczesnych form relaksacji.

Tymczasem moj stoicki spokoj wynika glownie z doswiaczenia. Zanim przyjechalam do Brukseli bylam zatrudniona w sektorze prywatnym w duzej miedzynarodowej firmie. A ze ja zadnej pracy sie nie boje, to na wlasna prosbe oprocz wykonywania obowiazkow zwyklej ksiegowej raz w miesiacu zamienialam sie w szkoleniowca (czy wg nowoczesnej nomenklatury - trenera). Regularnie i licznie zatrudniano nowych pracownikow i ja te 'swiezynki' uczylam korzystania z programu ksiegowego. Moim zadaniem bylo zapoznanie ich z absolutnymi podstawami, ktore zgodnie z moda i obowiazujacymi trendami nie nazywaly sie po prostu 'wstepem do SAPa', lecz 'GUI i Master Data'. Tak wiec kazdy delikwent w jednym z pierwszych dni swojej pracy przychodzil na caly dzien do pracowni komputerowej, tytul szkolenia oniesmielal go od samego poczatku, a ja przedstawialam grafike programu i rozne ciekawostki z sama ksiegowoscia nie majace nic wspolnego, aczkolwiek niezbedne do sprawnego poslugiwania sie programem. Jako profesjonalistka mialam balansowac teorie z praktyka, pobudzac uczestnikow historiami mrozacymi krew w zylach (typu 'wyobrazcie sobie, ze dzwoni do Was zdenerwowany kontroler finansowy z Holandii...') i generalnie moje starania cieszyly sie duza aprobata i zainteresowaniem.

Zeby takim trenerem zostac, musialam najpierw ukonczyc specjalne szkolenie i przedstawic prezentacje, ktora byla nagrywana kamera i potem bezlitosnie komentowana przez grupe. Ja akurat mialam pecha, bo na zaliczenie dostalam temat: 'Krok marszowy w Wojsku Polskim'. Glowilam sie nad nim dlugo, ale szkolenie zrobilam popisowe, z duza iloscia danych o kacie nachylenia nogi i zakresie wymachow rekoma wzietymi z ksiezyca. I nawet dlugo gadalam. I musze przyznac, ze te abstrakcyjne zagadnienia calkiem niezle mi wychodza.

No nic, na francuskim bylam pierwsza i przez najblizsze tygodnie czeka mnie wysluchiwanie prezentacji innych. Z tego co wiem, wszyscy powybierali bardziej rzeczowe tematy. A potem pojada do Genval zrelaksowac sie w kapsulach ;-)

Ja natomiast mam przemyslec przekwalifikowanie sie na specjaliste od tworzenia wizerunku. I chyba powinnam sie zgloscic do wlascicieli kapsul z prosba o znizke.

Brak komentarzy: