wtorek, 5 maja 2009

Majowi goscie

Pierwszego maja piec lat temu bylam druhna na slubie znajomych. Nadal sa szczesliwym malzenstwem, zyja w zgodzie i harmonii i mam nadzieje, ze to sie nie zmieni. Pamietam, ze troche stresu bylo (badz co badz w kosciele wszyscy widza plecy swiadkow, a nie Mlodej Pary) i na oficjalnych dokumentach tak niewyraznie sie podpisalam, ze gdyby nie zdjecia, w zyciu nikt by nie uwierzyl, ze to o mnie chodzi. Dzien ten obfitowal w doniosle wydarzenia, bo wtedy tez Polska weszla do UE. Moj konkurs EPSO byl w toku, ale ze znalezieniem pracy nie wiazalam jeszcze zadnych planow (co najwyzej cicha nadzieje). Jakies dwa miesiace pozniej przyjechalam do Brukseli na egzamin ustny i chcialam jak najwiecej zobaczyc, bo sie balam, ze moze tu juz nigdy wiecej nie bede miala okazji wrocic ;-)

1 maja w tym roku przyjechalo do mnie wujostwo z kuzynem z Anglii (jest to troche dyskryminujace okreslenie, bo tak naprawde moja krewna jest ciocia). W ramach przygotowan wysprzatalam mieszkanie na blysk, obsadzilam wszystkie doniczki na balkonie pelargoniami, bratkami i margaretkami, przygotowalam fure jedzenia (z polskimi zupami, ciasteczkami wlasnej roboty i sernikiem wlacznie), po czym oddalam gosciom moje domostwo i sie przeprowadzilam do kolezanki. W efekcie czuli sie jak u siebie w domu, a ja – jak na wakacjach (dnie spedzalismy razem i rozdzielalismy sie tylko na noce). A w dodatku mielismy co dzien na sniadanie swieze pieczywo, ktore kupowalam w drodze do domu.

Gosciom sie podobalo, zarowno moje mieszkanie, jak i okolica. Co prawda wciaz ze mne zartowali, ze tlumy Arabow siedzacy w okolicznych knajpach co rusz do mnie machaja. W dodatku moj balkon, acz niewielkich rozmarow, wzbudzil w nich mnostwo emocji i wujek kilkakrotnie zapowiadal, ze wychodzi ‘do ogrodu’ zaczerpnac ‘swiezego powietrza’ (w zderzeniu z rzeczywistoscia oba okreslenia wskazuja na nasza wielka wyobraznie). Teraz sie smiejemy, ze moge zapraszac kolejnych krewnych czy znajomych na wczasy agroturyczne w mojej kamienicy ;-)

Przy okazji mialam wyzwanie trzydniowego powrotu do angielskiego. Jezyk, ktorego uzywam na codzien, to raczej Euro-English i dotarla do mnie smutna prawda, ze ten tradycyjny angielski, ktory mialam opanowany na dosc dobrym poziomie w momencie mojego przyjazdu do Brukseli, odchodzi powoli w zapomnienie. Co jakis czas wtracam slowa po francusku czy niderlandzku (tor kolejowy to dla mnie spoor tudziez voie a nie track, wieza to tour a nie tower) albo zdradzalam duze zdolnosci slowotworcze. Ludzie mieszkajacy w Brukseli swietnie te moje gadki rozumieja, ale z Brytyjczykami juz jest gorzej. Moze juz czas sie wziac za francuski, ktory przeciez moge sobie szlifowac tu do woli...

Przy okazji sie pochwale, ze w miniona srode po raz pierwszy wykorzystalam moj abonament kinowy (ktory mam od pol roku) na film calkowicie w tym jezyku – ‘Coco avant Channel’. Z rozumieniem bylo roznie, czasem wspomagalam sie napisami po niderlandzku, ale najwazniejsze watki zalapalam. Mam nadzieje, ze jest to dobry poczatek zapoznawania sie z rozszerzonym repertuarem.

Wczesniej mialam jeszcze podejscie do innej francuskiej produkcji ‘Welcome’ (swietny film). Opowiada o uchodzcy z Kurdystanu, ktory chce sie za wszelka cene dostac do Anglii - dotarl juz do Calais i nie mogac skorzystac z legalnego przejazdu przez kanal probuje przeplynac wplaw. Pokazane byly straszne warunki w jakich zyja imigranci czekajacy tylko na okazje, zeby przedostac sie do Dover (kiedy moja rodzinka sprawnie przekroczyla ten dystans w pociagu jadacym tunelem, setki ludzie przyplacaja ta podroz zyciem). Niestety poslugiwano sie glownie jezykami z Bliskiego Wschodu (wtedy czytalam fr napisy), angielskim (nadal czytalam, bo czasem mieli kiepski akcent) i tylko chwilami przechodzili na francuski (wtedy z przyzwyczajenia zaczynalam czytac napisy niderlandzkie), wiec sluchowo-jezykowo sie nie rozwinelam, ale film dal mi do myslenia (choc nadal nie wiem, co w sytuacji uchodzcow wladze kraju powinny robic).

No nic, Anglicy po bardzo napietym planie zwiedzania sa juz u siebie w domu, a ja wlasnie nabylam bilet na Eurostara na wycieczke do Londynu. Ale tym razem podrozuje ze znajomymi i bedziemy rozmawiac w moim ulubionym jezyku polskim ;-)

Brak komentarzy: