środa, 3 marca 2010

Dzien Pisarza

Slucham sobie Trojki przez internet i dowiaduje sie, ze dzis jest Miedzynarodowy Dzien Pisarza. W zadnym wypadku nie blogera (od tego jest odrebne swieto, ktore wypada 31 sierpnia), tylko pisarza z prawdziwego zdarzenia. Takiego, jakim byl na przyklad Kapuscinski.  Zbieglo sie to z wydaniem jego biografii, ktora od kilku dni jest glownym tematem w radiu (Trojce), telewizji (ogladam co rano choc kilka minut telewizji sniadaniowej na jedynym polskim kanale, jaki posiadam - TV Polonii - i tam wlasnie po raz pierwszy uslyszalam o tej ksiazce) czy prasie. Szkoda, ze zadza wywolania sensacji i zbytu (po takim rozglosie sama jestem ciekawa tej publikacji, zeby wyrobic sobie wlasne zdanie) sprawia, ze autor nie liczy sie z protestami wdowy po pisarzu, ale korzysta z 'mody' na Kapuscinskiego.

Poki co przejrzalam sobie opinie o ksiazce tych, co mieli okazje juz po nia siegnac. Jedna z ciekawszych byl komentarz Stasiuka:

Co do mnie - chyba zawsze czytałem go dla samego czytania. Dla przyjemności lektury. Dla zdań, dla akapitów, dla fragmentów i dla historii, które potrafił tkać ze szczegółów, sekundowych obserwacji, okruchów. A czy to była prawda? Czy to była rzeczywistość jeden do jednego jak w raporcie policyjnym? Kompletnie mnie to nie zaprzątało. Zdolność lektury naiwnej - ten cud dzieciństwa i lat młodzieńczych - z czasem nas opuszcza.
Zrodlo: http://wyborcza.pl/1,75248,7615303,Kapuscinski_non_fiction__Stasiuk__A_jesliby_nawet.html

Mi jest wszystko jedno, czy to co pisal Kapuscinski bylo prawda i tylko prawda, czy nagial pewne fakty. Gdyby nie on, moze nigdy nie siegnelabym po ksiazki o Afryce, ktora jest dla mnie kontynentem zupelnie nieznanym i ziemia bardzo daleka. Cejrowskiego, ktory sie przechwala i bynajmniej zadnym autorytetem nie jest, tez mi sie swietnie czyta. Zawsze z zapartym tchem i ogromna ciekawoscia pochlaniam opowiesci globtrotterskie o miejscach, ktorych pewnie nigdy nie zwiedze i nie zobacze i rozliczne reportaze o ludziach, ktorych nigdy nie spotkam.

Dzis znowu sie nie wyspalam, bo do pozna bylam po uszy pochlonieta opowiescia Khaleda Hosseini o chlopcu z latawcem. Choc to czysta fikcja, to historia do glebi mnie poruszyla i teraz inaczej bede zerkac na doniesienia o Talibach. Nie tak dawno w Amsterdamie wdalismy sie w bardzo burzliwa dyskusje z taksowkarzem o Islamie (facet wprawil mnie w oslupienie swoja logika wypowiedzi, ktorej daleko bylo od demagogii i pustych frazesow) i zdalam sobie sprawe, jak wciaz niewiele wiem o historii i religii osob, ktore mieszkaja tuz kolo mnie. A ze na glebokie studia nie mam czasu i ochoty, to jesli literatura piekna czy reportaz moga przyblizyc mi pewne zagadnienia, to chwala im za to.

Szkoda, ze pisarzy nie ceni sie tylko za ich prace, bez czepiania sie ich zycia prywatnego. Teraz mam nadzieje, ze ksiazke 'Kapuscinski non-fiction' zakupi jakas brukselska biblioteka (jest juz kilka z wciaz rosnacymi zbiorami literatury polskojezycznej) i sobie ja przeczytamy bez nabijania kasy autorowi.

Brak komentarzy: