czwartek, 18 marca 2010

Ogrod a filozofia

Nareszcie przyszla wiosna! I swieci slonce! Wyciagnelam juz dzis moja lzejsza kurtke, szalik zamienilam na kolorowa chustke, czapke zostawiam w domu i najchetniej zamiast do pracy poszlabym na wagary ;-) Albo moglabym popracowac, ale na powietrzu. Niestety ani na jedno ani na drugie liczyc nie moge. I kiedy mi sie teskni za zielenia, na przekor moim checiom, przekonaniom i pasjom, natknelam sie na teorie o nie-uprawianiu ogrodka wedlug Kolakowskiego (ponizej zamieszczam wnioski z trzech z nich).

I tak, marksisci uwazaja, ze promowanie zalet ogrodnictwa to zmowa kapitalistow, ktorzy chca zajac robotnikom czas wolny, zeby nie mieli kiedy organizowac rewolucji proletariackiej. Ponadto wmawia sie im, ze przez posiadanie ogrodka staja sie wlascicielami, a nie pracownikami najemnymi.

Psychoanaliza (czyli cos, w co zamieszany byl doktor Zygmunt ‘Fraud’, a wiadomo, co slowo to oznacza w jezyku angielskm) obala gigantyczne oszustwo. Mit Matki Natury sprawia, ze rewolucja przemyslowa sciaga na ludzkosc poczucie winy i zbrodnie probuje sie odkupic otaczajac czcia swoj pseudonaturalny ogrodek.

Zas teoria strukturalna tlumaczy, ze ludzie pierwotni pracowali w polu, a odpoczywali w domu. Obecnie uleglo to odwroceniu. Pracujemy w urzedach, biurach, fabrykach, a czas wolny spedzamy na otwartej przestrzeni – w lesie, parku, nad rzeka. Ogrodnictwo zaburza rozdzial miedzy praca, a czasem wolnym i dlatego jest szkodliwe. Q.E.D. [ quod erat demonstrandum - co należało udowodnić].

Jak pisze Kolakowski: Nie uprawiać ogrodu bez teorii jest płytkim i niegodnym sposobem życia. A jak juz wspominalam w kontekscie spozniania sie na niderlandzki, dobrze znalezc na wszystko jakas sprytna wymowke ;-)

Ja mam jeszcze swoja wlasna teorie empiryczna. Otoz mimo zamilowania do grzebania w ziemi, przyjemnosci z obcowania z natura i ogromnej radosci, kiedy wszystko zaczyna kwitnac, ogrodu sie nie uprawia, jesli sie go po prostu nie ma. Ja akurat jestem w takiej sytuacji piaty rok z kolei. Posiadam co prawda swoja dzialke, ale dzieli mnie od niej ok.1400 km, wiec nie bardzo moge sobie popielic wieczorkiem.

Za to mam kwiatki w doniczkach. I wlasnie zakwitaja mi dwa domowe amarylisy!!! Ersatz nieidealny, ale lepszy rydz niz nic. I tesknie spogladam na balkon, za ktory sie zabiore po swietach.

Tym, ktorzy chcieliby przeczytac probke Kolakowskiego, polecam rowniez Legende o Cesarzu Kennedym z 1986 roku.

A ci, co lubia takie pokrecone teksty, powinni przyjsc na nasze mrozkowskie przedstawienie chyba w lipcu. Termin w sam raz na teatr absurdu. O szczegolach jeszcze napisze w swoim czasie. Poki co szukam czarnego kapelusza z woalka. Tak w sam raz na wiosne ;-)

Brak komentarzy: