wtorek, 6 stycznia 2009

Oczom nie wierze

Od wczoraj mam same niespodzianki. Obudzilam sie o 7mej rano, na pol przytomna, bo usnelam kolo 2 (tak to jest, jak sie czyta wciagajace ksiazki), wyjrzalam przez okno i myslalam, ze mam jakies omamy wzrokowe. Cala Bruksela byla w sniegu i do tego wciaz sypalo. Musze przyznac, ze okolica wygladala pieknie i o dziwo snieg sie trzyma do dzis dnia!!! Takich opadow pewnie nie pamietaja najstarsi belgijscy gorale.

Niestety, o ile wczoraj snieg na chodnikach byl frajda, to dzis stal sie straszna zmora. Brukselskie nawierzchnie (zwlaszcza zabytkowa kostka brukowa) pokryte cienka wartwa lodu staja sie tak sliskie, ze w wielu miejscach chodzi sie stylem pingwinek (powoli, z uwaga i bujajac sie z boku na bok). Do tego przechodnie co rusz robia rozmaite piruety, wygibasy lub chodza lapiac sie od slupka do slupka. Na domiar zlego nasza stolowka w budynku jest zamknieta i na lunch trzeba wychodzic na zewnatrz, wiec mozna sie do woli cwiczyc w slizgarstwie figurowym. Zwyczaje takie jak posypywanie chodnikow sola lub piaskiem generalnie tu nie istnieja. Za to Belgowie maja inne pomysly. Kolezanka widziala, jak jej sasiad polewa podjazd do garazu wrzatkiem i jeszcze jej tlumaczyl, ze goraca woda rozpusci lod i bedzie mogl spokojnie wyjechac autkiem (dzis mamy -7 stopni, wiec kazdy Polak latwo sobie wyobrazi, jak wyglada chodnik pare minut pozniej).

Moje drugie zaskoczenie to prognoza pogody. Nie wiem czy kiedys widzialam tyle slonca dla Brukseli!!! Od rana swieci i w ciagu dnia co chwila zerkalam za okno i nie moglam sie napatrzec na skrzacy sie w sniegu i sloncu park. Za to mroz trzyma mocno i nawet w poludnie mielismy kilka kresek ponizej zera, a dziesiejsza noc byla najmrozniejsza w ostatniej dekadzie.

W pracy tez mialam niespodzianke, bo jak weszlam do mojego biura po 2 i pol tygodnia nieobecnosci, to przy wejsciu znalazlam ponad metrowy stos rowniutko ulozonych teczek do przejrzenia. Najpierw dlugo podziwialam ta konstrukcje zastanawiajac sie kiedy runie i faktycznie jak w pewnym momencie wyszlam z pokoju rozleg sie huk i gorne teczki spadly na ziemie. Za to teraz siedze i sie probuje odkopac (na szczescie wszystkie platnosci poszly w zeszlym roku i teraz glownie mi zostalo wypelnianie tabelek i archiwizowanie dokumentow).

A niderlandzki nie byl wcale trudny. Na pewno wiem o jednym bledzie - na zdjeciu mialam kartke ze szlaczkiem i napisem, ktorego ni w zab nie rozumialam (Innige deelneming) i musialam dokonczyc zdanie: 'Ta kartka zostala wyslana, poniewaz Gert….'. Na kartke urodzinowa, slubna czy z zyczeniami szybkiego powrotu do zdrowia mi nie wygladala (to bym zrozumiala) i jedyne, co mi przyszlo do glowy, to to, ze Gert sie wyprowadzil do nowego mieszkania. I niestety nie trafilam, bo ten tekst to byly kondolencje (wiec w sumie na swoj sposob mialam racje i uwazam, ze zasluzylam choc na pol punkta, ale juz klocic sie nie bede). Za tydzien mam ustny egzamin.

A na koniec pare zdjec miasta w sniegu. Dla tych co nie wiedza - palmy, zielone papugi czy mewy w brukselskim krajobrazie wystepuja dosc powszechnie. Jak sobie radza w sniegu - widac ponizej (fotki sa z Le Soir):





niedziela, 4 stycznia 2009

Z Nowym Rokiem - nowym krokiem

Nowy Rok motywuje do skladania postanowien noworocznych. I im wiecej sie zastanawialam, tym bardziej dochodze do wniosku, ze u mnie to nie zadziala. Bo pomyslow mam mnostwo, ale w ich realizacji umiem wytrwac tylko krotki czas. Najprosciej byloby mi obiecac, ze nie tkne papierosow (bo i tak nie pale i nie zamierzam zaczynac ;-). Na przejscie na diete nie mam szans, bo uwazam, ze poki wolno mi wszystko jesc, to nie bede sie ograniczac (chodzi mi glownie o wybor potraw, a nie o ilosc, ale przez moja teorie, jak tylko mam okazje to z wielka przyjemnoscia siegam po slodycze). Na to, ze bede sie co dzien choc troche uczyc, to juz za pozno, bo pare dni minelo.

I jedyne postanowienie, ktore ma szanse na realizacje, to to, ze przez najblizsze 3 tygodnie bede regularnie cwiczyc, zeby sie przygotowac do wyjazdu na narty - 24 stycznia ruszam ze znajomymi we francuskie Alpy na kurs, przy czym i tak nie wyobrazam sobie siebie szusujacej na stokach, widze sie raczej jak stoje na oslej laczce, przymierzam sie do ruszenia i dla bezpieczenstwa krzycze: 'Attention! J'arrive!' (Uwaga! Nadjezdzam!). Na wszelki wypadek jednak dobrze by bylo sie troche kondycyjnie przygotowac, wiec ostatnio chodze sobie co dzien do kina w centrum BXLi pieszo (czyli wedruje ok.30 minut w ciezkim smogu, bo przez ostatnie dni co chwila powtarzaja, zeby unikac cwiczen na powietrzu, nie wietrzyc mieszkan, bo przez mroz i brak wiatru zanieczyszczenie przekroczylo dopuszczalne normy). Nie jestem zatem do konca przekonana, czy te spacery mi faktycznie wyjda na zdrowie, wiec przezornie od wtorku zamieniam wedrowki na pilates i gimnastyke z fizykoterapeutka.

A do pracy bede sie motywowac jak najbardziej prawdopodobna wizja, ze siedze sobie w Alpach, w doskonalym towarzystwie, popijamy sobie grzane winko i podziwiamy piekne widoki.

Noworocznie

Dzis jest ostatni dzien mojego 2 i poltygodniowego urlopu i w sumie nie wiem kiedy to zlecialo i co gorsza, wcale sie za ta moja praca nie stesknilam, choc nie powiem, ze jestem ciekawa opowiesci powakacyjnych niektorych znajomych. Z duza iloscia osob juz sie widzialam - Sylwestra spedzalam z chorzystkami i ich mezami, w Nowy Rok mialam gosci, a potem w tylko troche okrojonym skladzie spiewalismy na mszy, mielismy juz probe choru, pare wyjsc do kina i teraz czekam na ostatnie osoby, ktore dzis swieze i wypoczete wracaja do BXLi.

Bylo tez ostatnio kilka zabawnych sytuacji, bo organizatorka Sylwestra byla kolezanka, ktora na polowe stycznia ma wyznaczony termin porodu (zreszta na poczatku tygodnia miala falszywy alarm, ze to juz) i prawie caly wieczor zartowalismy, czy maluszek poczeka, zeby byc rok mlodszy (ok. 23ciej niedoszli rodzice odetchneli, ze teraz juz nie ma szans). Pomyslnosc i szczescie na rok 2009 ma mi przyniesc inne jeszcze nie narodzone dziecko, bo choc pierwsza osoba, ktora weszla do mnie do mieszkania w Nowy Rok byla moja kolezanka, to najpierw przez prog przeszedl jej brzuch z synkiem (na ostatnim usg wyszlo, ze to na pewno chlopak). Zreszta przelom roku minal mi bardzo milo i towarzysko i to jest chyba najlepsza wrozba!

Dzis na wszelki wypadek spojrzalam jeszcze na horoskop i nastepne miesiace zapowiadaja sie pelne atrakcji:

Ten rok będzie obfitował w wiele wydarzeń, część będzie bardzo szczęśliwych, a część będzie trudnych. Bliźnięta jednak bardzo szybko zbierają się po każdej porażce i z uśmiechem i optymizmem patrzą w przyszłość. Saturn i Uran wciąż działają trudną kwadraturą na twój znak zodiaku. Na szczęście trygon Jowisza doda ci w 2009 roku skrzydeł i pozwoli wyjść z finansowych tarapatów. Wciąż wspiera cię trygon Neptuna, dzięki czemu nie zabraknie ci ani zawodowych pomysłów, ani twórczego natchnienia.

Troche mnie tylko zastanawiaja te tarapaty finansowe, bo zeby z nich wyjsc, to najpierw musze w nie wpasc, a ja na dana chwile nawet sobie radze.

Największe szczęście w miłości masz do znajomości zawartych za granicą lub w miejscach związanych z wyższą nauką.

Za wyzsza nauke to ja sie juz raczej nie zabieram, ale ostatnio nowe znajomosci zawieram wylacznie za granica, wiec mozna przyjac, ze przede mna nieograniczone mozliwosci ;-)

Bądź otwarty na zmiany. Uran przyniesie ci wielką pokusę zaczęcia wszystkiego od nowa! Jeśli marzysz o tym, aby rzucić ciepłą posadkę i założyć własny biznes, planety będą ci sprzyjać.

Co to to nie, bo ja mojej cieplej posadki nie zamierzam rzucac az do przejscia na emeryture i za 7 lat chce dostac dyplom za wytrwalosc w pracy dla mojej dyrekcji ;-)

Będzie więcej niż w poprzednich latach wyjazdów i spotkań z obcokrajowcami. Szlifuj języki obce, bo bez nich trudno sobie w świecie wielkiej kariery poradzić.

No jasne, zreszta widac wlasnie jak pilnie sie ucze do mojego jutrzejszego egzaminu z niderlandzkiego (dzis doszlam do wniosku, ze zdam go glownie dzieki mojej blyskotliwosci, bo ten tydzien znowu nie bardzo mi sprzyjal nauce).

Jesteś bardzo utalentowaną osobą, czas pokazać wszystkim, co naprawdę jesteś wart.

Bez watpienia. Zdam ten niderlandzki spiewajaco i to bez nauki!

Uran będzie cię skłaniał do wciąż nowych zakupów, szczególnie samochodów i najnowszego sprzętu elektronicznego. Ograniczający Saturn może jednak stawiać na twojej drodze problemy: z uzyskaniem kredytu czy nawet z płynnością finansową.

Hmmmm. No wczoraj faktycznie kupilam sobie kilka przecenionych bluzek (to na pewno przez tego Urana), ale dzis przeszlam po sklepach (otwarte wyjatkowo z uwagi na wyprzedaze) tlumaczac sobie, ze doskonale sie obejde bez kolejnych nowych ciuchow i nie wydalam ani centa (Saturn zadzialal i zeslal na mnie rozsadek)!!!

Przez cały rok sprzyja ci trygon Jowisza ze znaku Wodnika, który zapewni ci dobry humor i okazję do częstych wyjazdów i odpoczynku. Nie rezygnuj sam z urlopu, w tym roku bardzo ci się przydadzą wolne dni. Twój organizm będzie ci wdzięczny za kilka dni czy tygodni nicnierobienia.

Oh, mi sie zawsze przydadza wolne dni, ale ja i nicnierobienie???

;-)

Tym co chcieliby poczytac swoje horoskopy polecam strone: http://www.czary.pl/blog/?p=698

A wszystkim zycze DO SIEGO ROKU!!!

środa, 31 grudnia 2008

Recepta na Nowy Rok

Udanego Sylwestra!!!

A na Nowy Rok recepta:

Bierzemy 12 miesięcy
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na około 30 części, tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pełnego wiary zapału.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości.
Gotową potrawę przyozdabiamy
bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
z filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.
/Katharina E. Geothe/

wtorek, 30 grudnia 2008

Taizé

Bruksela jest zalana Polakami. W poludnie stanelam rozdawac ulotki o naszym Punkcie Informacyjnym i wokol Komisji krecili sie niemal wylacznie rodacy. Wszystkie plakaty, broszurki i ulotki, ktore mielismy po polsku roszeszly sie na pniu (a zamowilismy ich setki) i moim glownym zadaniem bylo pilnowanie, zeby ludzie brali po jednej rzeczy, a nie 10 na raz (to niestety nasza glowna cecha i dzielnie walczylam przez pare godzin). O koszulkach, smyczach czy dlugopisach nie wspomne, bo nawet nie zauwazylam, ze byly (wspolorganizatorzy rozlozyli je na innym stole i zniknely momentalnie). Na jutro zostaly nam glownie materialy po niemiecku i francusku (angielski tez sie rozchodzi jak swieze buleczki). Osoby oprowadzajace gosci wokol instytucji zamiast 10 osob na raz mialy grupy 50-70 osobowe (!!!), tak wiec albo zainteresowanie instytucjami przeroslo wszelkie oczekiwania, albo dalismy plame i sie niedostatecznie przygotowalismy.

Natomiast moje dziesiejsze zajecie podobalo mi sie niezmiernie. Zwlaszcza rozmowy o tym, jak to jest byc urzednikiem, jak nim zostac, czy Polsce grozi kryzys finansowy... Zabawnie bylo tez posluchac rozmow, ktore sie kolo mnie toczyly, zanim ludzie zdawali sobie sprawe, ze ich rozumem. Uslyszalam wypowiedzi typu: 'Ty, bierz ta ulotke, bo o tym to ja sie chyba na WOSie uczylam', pytania: 'Czy to jest po angielsku?' kiedy koles trzymal ksiazeczke o tytule 'Europäische Union'. Raz tylko mialam wtope, bo podsluchalam znajomo gadajacych chlopakow, zaczelam im wciskac ostatnie polskie prospekty, a oni z Serbii byli (akurat to co mowili brzmialo bardzo podobnie). I jeszcze pare razy zagadywano mnie, dlaczego nic nie ma 'pa ruskij'.

Usmialam sie tez z pytania, czy ja tu pracuje i czy co dzien tak stoje z tymi ulotkami ;-)

Zas co do samego spotkania mlodych, to bylam jednynie na wieczornej modlitwie (stawili sie na nia przedstawiciele ze znajdujacych sie w BXLi instytucji i ksiezna Fabiola), ale niestety ludzie wciaz wchodzili i wychodzili, wiec skupic mi sie nie udalo. Potem dluuuugo stalam w kolejce do metra i jadac w takim dlugim wagonie slyszalam z jednej strony polskie koledy, a z drugiej 'Hej sokoly'. Nie ma co, Polakow ci u nas obecnie dostatek.

A na koniec pare oficjalnych zdjec ze spotkania:

http://www.taize.fr/en_article7671.html?lang=pl

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Poswiatecznie

Swieta swieta i po swietach i po urlopie. Choc do pracy wracam dopiero za tydzien, to do Brukseli lece juz teraz i bede jako wolontariuszka reprezentowac mojego pracodawce w Punkcie Informacyjnym EU w sekretariacie generalnym Komisji Europejskiej, zwanym Berlaymontem, gdzie, mamy nadzieje, beda przychodzic tlumy mlodych ludzi, ktorzy sciagaja do Belgii na zaproszenie Braci z Taizé. Wybor maja ogromny i konkurencja dla nas jest seria modlitw, wspolnych spiewow, spacery po miescie, prezentacja malarstwa niderlandzkiego i kilka paneli i dyskusji, ale mamy nadzieje, ze mozliwosc spotkania 'prawdziwych urzednikow' i porozmawiania sobie z nami we wszystkich jezykach europejskich (tak sie reklamujemy) rowniez bedzie kuszaca ;-)

A swieta minely spokojnie. Pierwsze dni (przylecialam juz 18 grudnia) mialam zajete przeprowadzka i gromadzeniem i segregowaniem swojego stanu posiadania. W efekcie stoi teraz pare pudel z makulatura do wyrzucenia - np.przypomnialo mi sie, ze trzymalam wszytskie numery gazety 'Wprost' z calego roku sprzed paru lat, stosy starych zeszytow i notatek. A potem juz bylo tylko lenistwo i przesiadanie sie miedzy stolem z rodzinka, fotelem przed telewizorem i fotelem do czytania przerywane tylko spacerami do Kosciola czy do lasu z psami. Tradycji stalo sie zadosc i jak zwykle wrocilam do ksiazek Musierowiczowej - zaraz po przylocie do Polski kupilam pachnaca jeszcze farba drukarska 'Sprezyne', ktora polknelam blystkawicznie i z prawdziwa przyjemnoscia. Niestety pisanie sonetow na wzor glownej bohaterki przekracza moje mozliwosci, ale juz z limerykami jak w 'Brulionie Bebe B' moglabym sie zmierzyc.

Raz pewna Epska na emigracji
Mimo zalewu roznych atrakcji
Do blogowania sie zabrala
I swe przygody opisala
Jak mija jej czas na rekreacji.


Przegladajac sobie stare zeszyty przypomnialy mi sie te amplifikacje i tautologie i to, ze lekcje z polskiego bardzo lubilam, choc moja nauczycielka zawsze zwracala mi uwage, ze mam infantylny styl.

Bo tak to juz jest od dziejow zarania
Ze Aga jest dobra z glupot wymyslania
Nie stroni od pisania,
Czytania, rachowania,
Lecz od polityk unijnych jej umysl sie wzbrania.


Jak wroce do BXLi, to moim priorytetem bedzie niderlandzki, bo egazmin juz 5 stycznia. A na wolne chwile wioze pare nowych lektur, m.in.jeszcze przed swietami widzialam film 'Twilight' ('Zmierzch'), ktory bardzo mi sie spodobal i wlasnie odkrylam, ze byl on nakrecony na podstawie pierwszej czesci serii ksiazek autorstwa Stephenie Meyer, ktore teraz zajmuja mi znaczna czesc walizki. Mialam tez okazje przypomniec sobie fimowe wersje Harrego Pottera i opowiesci z Narni. Czyzby polonistka miala racje co do mojego wyboru zainteresowan...?

wtorek, 23 grudnia 2008

Wesolych Swiat!



Radosnych Swiat

wszystkim czytelnikom bloga

zyczy

Epska-Wieczorynka


PS I jeszcze 'Powrot' Galczynskiego dla swiatecznego nastroju:

A podana jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?),
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?"
„Wędrowałem przez głupi świat ".
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
Że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata, płynie
kolęda na okarynie:
Lulajże, Jezuniu,
moja perełko,
Lulajże, Jezuniu,
me pieścidełko.