wtorek, 17 lutego 2009

Lowienie rybek

A propos przedszkoli, ponizej krotki filmik z naszego wyjazdu na narty, pokazujacy jak sie dzieciaki ucza jezdzic. Mala dziewczynka w rozowym kasku byla nasza faworytka. Nastepnego dnia smigala jak strzala ;-)

Na zdrowie

Ostatnio widzialam reklame KitKata we francuskiej telewizji. Po krotkim filmiku wyswietlono haslo: ‘Staraj sie nie podjadac miedzy posilkami; wiecej informacji na stronie http://www.mangerbouger.fr/’. Kto wie, czy za jakis czas na batonach i czekoladach nie bedzie wielkiego czarnego napisu na bialym tle jak na papierosach: ‘Slodycze szkodza zdrowiu!’ Widac, ze Europa zaczyna sie bronic przed zmiana spoleczenstwa w otylych Amerykanow.

Jednak o ile kampanie francuska szybko przyjelam do wiadomosci, to rownoczesnie jak zwykle zaszokowali mnie Belgowie. Wiem juz od dawna, ze w tutejszych przedszkolach nie uczy sie dzieci mycia rak, bo szefowie placowek argumentuja, ze instalowanie i korzystanie z wiekszej ilosci umywalek mogloby grozic zalaniem budynku. I nagle dowiedzialam sie o niezwyklym odkryciu jakiego dokonali Flamandzi – w lutym 2009 zauwazyli, ze brak higieny osobistej u dzieci zwieksza ryzyko roznoszenia drobnoustrojow!!! I wlasnie rozpoczeto kampanie “Handjes wassen met handige Hans” (Mycie rak z zaradnym Hansem). W przedszkolach rozwieszono plakaty i zacheca sie maluchy do wiekszego dbania o czystosc. Spotyka sie to niestety z powatpiewaniem i niezrozumieniem ze strony dzieci i jawnym sprzeciwem przedszkolanek, ktore sie tlumacza brakiem czasu na kontrolowanie swoich wychowankow. No coz, w Polsce uczono tego juz nawet jak ja bylam mala i chyba nie bylo to takie trudne. Jednak najwieksze zaskoczenie wzbudzil we mnie apel do rodzicow – nalezy mniej czyscic lazienki w domach, zeby zmniejszyc kontrast pomiedzy toaleta w mieszkaniu a w miejscach publicznych (rzekomy brud w tych drugich moglby odstraszyc dzieciaka, a tak, nalezy go przyzwyczajac, ze nie zawsze jest ladnie, pachnaco i czysciutko). Rany, jeszcze troche zaczna postulowac, ze czeste uzywanie spluczki przyczynia sie do marnotrawstwa wody!!!

Wiecej informacji na stronie o Hansie: http://www.handigehans.be/
I w wiadomosciach po angielsku: http://www.deredactie.be/cm/de.redactie.english/news/090216_hand_hygiene i francusku http://www.deredactie.be/cm/de.redactie.francais/infos/090216_CampagneHandjesWassen


Tu jest instrukcja ‘mycie rak – krok po kroku’:



I poradnik kiedy nalezy myc rece:



Za rok maja podsumowac kampanie. Okaze sie, ze w miedzyczasie liczba alergikow wsrod Flamandow wzrosla w porownaniu z Walonami (niewazne, ze w Brukseli lezacej na terenie Flandrii jest najwieksze zanieczyszczenie powietrza) i wina obarcza przesadna higiene. I znowu dojda do wniosku, ze ‘czeste mycie skraca zycie; skora sie sciera i czlowiek umiera’. ;-)

A poza tym, czy widzieliscie kiedys zarazka…?

poniedziałek, 16 lutego 2009

Ława

Czytam 'Dziewczyne z zapalkami' Anny Janko (ksiazka troche zbyt ponura jak na moj gust, ale czyta sie dobrze) i tam trafilam na opis… lawy.

Lawa - niski stol biesiadny, z blatem na wysokosci kolan, modny szczegolnie w epoce gierkowskiej, nadajacy sie w istocie tylko do czytania gazety lub podgryzania slonych paluszkow. Jednakze Polacy przy lawach sniadali, obiadowali i podwieczorkowali, kultywujac niewygode i skladajac ofiare z sukien i spodni obficie oblewanych i obsypywanych spozywanym pokarmem.

U nas w domu tez byla lawa, dzieki ktorej fantazyjnie skrzywilam sobie kregoslup (jako dziecko oprocz czynnosci wyzej wymienionych odrabialam przy niej lekcje wywijajac sie na wszystkie strony). W efekcie przez wiekszosc lat bylam zwolniona z WFu i w zamian jezdzilam na zajecia korekcyjne, gdzie ryjac nosem w materac i trzymajac woreczki z kasza mialam udawac, ze plyne zabka. Czasem dostawalam tylko czesciowe zwolnienie (ze skakania, dzwigania itp) i wtedy mimo moich srednich wynikow i tak stawiano mi piatki ‘za dobre checi’. Jest jeden plus tej calej sytuacji – teraz musze cwiczyc, zeby mi sie kregoslup nie dawal we znaki. Na moich ulubionych zajeciach instruktorka co tydzien przynosi inne rekwizyty, zeby nie przyzwyczajac miesni do wciaz tych samych ruchow i niestety okazalo sie, ze nie umiem skakac na skakance stylem przeplatanym (zawsze przeskakuje prawa noga), hula hop zazwyczaj mi spada (choc wlasnie sie nauczylam nim krecic na rece!), a o lapaniu podrzucanej pilki moge zapomniec, bo sie lapie za glowe zamiast za spadajaca pilke. Najlepiej mi ida cwiczenia z krzeslem (ten mebel mam opanowany do perfekcji) i podestem (to zasluga mieszkania od roku w starej kamienicy na drugim pietrze bez windy). Ale dobre checi mnie nie opuszczaja!!!

Za to w moim mieszkaniu mam stol. Porzadny drewniany z 4 krzeslami i dwoma awaryjnymi stolkami jak przyjdzie wiecej osob. Na codzien w polowie jest zasypany gazetami, notatkami, mapami, zeszytami, ksiazkami, ktore chowam na miejsce zawsze jak spodziewam sie, ze ktos przyjdzie, po czym znowu wracaja na wierzch (mam ostatnio zly nawyk przegladania tego wszystkiego podczas jedzenia). Przy tym stole pisze bloga i rownoczesnie moge ogladac telewizje, co wlasnie czynie (na EXQI Culture jest koncert jazzowy). A jak skoncze, to posprzatam ten stos papierzysk, bo pojutrze mam gosci.

I choc poczatkowo myslalam o kupieniu malej lawy i postawieniu jej przy kanapach, to juz zrezygnowalam z tego pomyslu.

A siedzac na krzesle nadal sie krzywie. Consuetudo est altera natura. (Przyzwyczajenie jest druga natura).

Grafik

Ostatnio postanowilam, ze czas sie spotkac z grupka znajomych i wyslalam maila, ze jestem w pelni elastyczna co do dnia spotkania, byle nie byl to poniedzialek, czwartek, piatek i zaden z najblizszych weekendow ;-) Podobnie jest z umawianiem sie ze mna na lunch – mam do dyspozycji… kazdy piatek oprocz tych w ciagu najblizszego miesiaca (w poniedzialki jest chor, we wtorki - konwersacje, w srody - polskie lunche w pracy, w czwartki - gimnastyka, na piatki trzeba sie zapisywac z duuuzym wyprzedzeniem).

Na skype’a to juz wogole nie umiem sie zadeklarowac, bo mi wciaz cos wyskakuje w ostatniej chwili i prawie mi sie nie zdarza spedzac wieczorow w domu, a jak juz jestem przed 22ga to znaczy, ze albo ktos u mnie jest, albo sprzatam/piore/prasuje, wiec i tak nie wlacze komputera. Zatem jak juz sie pojawie (zazwyczaj oznacza to, ze pisze bloga, maila, albo cos pilnie zalatwiam), to trzeba mnie lapac, bo nastepna taka okazja moze sie szybko nie powtorzyc!

Na szczescie od czasu do czasu cos mi z grafiku wypada i wtedy doceniam fakt, ze mam wolny wybor i udaje mi sie zrobic cos 'spontanicznie'.

Za to teraz planuje wakacje i mam juz pomysly na prawie kazdy dzien urlopu, ktory mi przypada na ten rok ;-)

niedziela, 15 lutego 2009

Romeo i Julia


Od czasu do czasu lubie ckliwe historie i tak sie zlozylo, ze ostatnio dwa razy pod rzad bylam na 'Romeo i Julii' (choc za opowiescia specjalnie nie przepadam). Najpierw obejrzalam sztuke wystawiana przez teatr z Oklahomy w Brukseli po angielsku. Jednak zamiast cytatow z Szekspira, dwojka aktorow (jedno z nich jest na zdjeciu obok) probowala odtworzyc rozmowy, ktore przeprowadzili z Amerykanami, pytajac ich co pamietaja z opowiesci o slawnych kochankach. Przez pierwsze 15 minut bylo smiesznie, ale potem okazalo sie, ze kazdy mowil to samo i caly czas klepali podobny tekst w identyczny sposob. Po godzinie prawie spalam, teatr opuscilam z ulga. Nastepnego dnia opowiadalam znajomym Polakom, ze to byl koszmar czym wprawilam w ogromne zaskoczenie przysluchujacego sie kolege-obcokrajowca: 'Romeo et Juliette? Un cauchemar?!!!' ;-)

Na szczescie wszystko co ta opowiesc stracila w moich oczach przed kilkoma tygodniami, to odzyskala dzisiaj. Balet moskiewski do muzyki Prokofieva nie mogl mnie zawiesc. Przepiekne kolorowe stroje, urodziwi tancerze i swietna choreografia robily wrazenie. Kolega-Holender zauwazyl, ze moze nasz zachwyt wzbudza slowianskie podejscie do tematu - glowy rodow Kapulettich i Montekich ubrani byli w kontusze niczym z 'Pana Tadeusza', a dworki mialy stroje lowiczanek. Dla urozmaicenia Tybalt i Julia byli wyraznie pochodzenia azjatyckiego (co poniekad nie szkodzilo, bo przeciez byli z tych samych rodow ;-) Swietne byly role Merkucja (ktory caly czas robil wrazenie, ze swietnie sie bawi - nawet podczas koncowych braw stronil do swojego mordercy Tybalta) i niani (siadala na stolku rowniutko z hukiem podkladu muzycznego), ale w prawdziwy szok nas wprawilo, jak Romeo z zamachem rzucil na ziemie rzekomo niezywa ukochana! Julia upadek przezyla! Ale zaraz potem odegrala swoje samobojstwo.

Generalnie mam za soba przepieknie spedzone 3 godziny.

Po kliknieciu tu, mozna posluchac fragmentu 'Romea i Julii', ale w innym wykonaniu niz widzialam.

W czerwcu ide na Don Kichota (tez balet moskiewski).

wtorek, 10 lutego 2009

Sezon na gosci rozpoczety

Jak sie mieszka w BXLi przez kilka lat, to z czasem mozna sie przyzwyczaic do calej listy dziwnych sytuacji z ktorymi sie spotykamy na codzien, ale przestajemy je zauwazac. Dlatego bardzo lubie miec gosci, bo dzieki nim moge spojrzec na to moje otoczenie ich oczami i czasem skonfrontowac, o ile inaczej zyje mi sie tutaj, niz przed paroma laty.

Z reguly (choc jest sporo wyjatkow) moje rowiesniczki w Polsce sa juz zamezne i nierzadko maja jedno dziecko. Czas im mija na pracy i obowiazkach domowych, wychowywaniu potomstwa, odpoczynku przed telewizorem, spotkaniach z krewnymi i (rzadziej) z przyjaciolmi, ktorzy sa w podobnej sytuacji rodzinnej (czyli malzenstwa z dzieckiem).

Tymaczasem tutaj najczesciej jestesmy stanu wolnego, bez dzieci, po pracy sie spotykamy ze znajomymi w pubach, na probach, koncertach, fitnessach, czy zapraszamy sie nawzajem, rodzine widzimy jedynie podczas swiat i urlopow, a filmy ogladamy w kinie. I nie umiem powiedziec, czy zyje nam sie lepiej lub gorzej niz w Polsce, ale napewno zyjemy inaczej.

Byla teraz u mnie na weekend kuzynka (jej maz i synek zostali w Polsce i tak sie zlozylo, ze na te pare dni przyleciala do mnie sama). Standardowo zaczelysmy od spaceru po miescie, a potem mialam okazje ja zabrac na dwa spotkania. W sobote poszlysmy na parapetowke do kolezanki i przez pierwsza godzine bylysmy w towarzystwie samych samotnych Czeszek i Slowaczek. Panow przyszlo kilku i sie smialysmy, ze co niektore dziewczyny sie na nich rzucily jak hieny, bo to towar bardzo limitowany.

Udalo mi sie znalezc raport o pracownikach instytucji i tam niezbicie stwierdzaja, ze w naszym przedziale wiekowym zatrudnionych kobiet jest ponad 2 razy wiecej niz facetow. Proporcje sie wyrownuja dopiero wsrod 45-latkow. Najgorzej maja 25latki (na 105 dziewczyn przypada 19 przedstawicieli plci przeciwnej). W uproszczeniu wyglada to tak, ze instytucje sa pelne mlodych kobiet z nowych krajow czlonkowskich i starszych facetow z EU15 (czyli unii przed rozszerzeniem w 2004 roku).

Te statystki (nota bene raport jest swiezutki, bo zaktualizowano go 9 stycznia br) mialy odzwierciedlenie na imprezie. Kolejnym zaskoczeniem kuzyki byly pytania jakie zadawano zaraz po przedstawieniu sie sobie nawzajem. Pierwsze to ‘W jakim DG pracujesz?’ (zatem od razu zakladamy, ze wszyscy wokolo sa z instytucji, bo skad u licha ktos z zewnatrz ma wiedziec, co to jest ‘didzi’) i czy nie chcialaby wyjechac z Polski i pracowac w Brukseli ;-)

Natomiast drugiego dnia bylysmy na probie choru w skrajnie innym towarzystwie – tu juz liczba malzenstw wzrosla i w dodatku naszym spiewom przysluchiwalo sie pare dzieci w wieku od kilku tygodni (!!!) do paru lat. Juz na naszej polskiej mszy wyraznie widac, ze Epsy jak moga, to namnazaja sie szybko i sprawnie, bo ilosc maluchow wystarczylaby na male przedszkole. Trend widac we wszystkich grupach narodowosciowych - kolega Belg z ktorym pracuje ma 4 corki, kolega Francuz – szostke (chcieli miec 5, ale na koniec trafily sie im blizniaki). Te zwyczaje stopniowo przejmujemy i my i np. panstwo ambasadorostwo moga sie juz pochwalic 10tka potomstwa (wiecej na stronie http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,4040977.html). W Polsce osiagnieciem jest jedno dziecko, w Belgii z reguly liczba ta znacznie wzrasta. I kiedy w kraju swiezo upieczeni rodzice zasluzenie relaksuja sie przed telewizorem, tutaj dzieciaki pakowane sa w samochod i zabierane na spotkania, zakupy, wycieczki i wszedzie tam, gdzie dorosli musza czy chca sie udac, a brakuje dziadkow, z ktorymi mozna by maluchy zostawic. Jak juz urosna, to troche wytchnienia zapewniaja rozne zajecia: umuzykalnianie, balet, sport, kolega wyslal teraz corke na tydzien do Euro Space Center w Ardenach czy na weekend ubiera sie je w szorty (niezaleznie od pogody i temperatury powietrza) i wysyla na zbiorki organizacji skautowskich.

W naszym polskim chorze urodzilo sie juz trzecie dziecko w tym roku kalendarzowym! Ich rodzice powoli do nas wracaja, lada chwila dzieciatka zaczna im towarzyszyc na codzien. W nosidelkach, chustach czy lezaczkach beda uczestniczyc w swiecie doroslych. Sluchac naszych spiewow zamiast ogladac bajki w telewizji. Za pare lat zobaczymy, co z nich wyrosnie…

A kuzynka wtedy odwiedzi mnie ponownie i porowna ;-)