piątek, 27 sierpnia 2010

Szaro-buro

Po wyjatkowo pochmurnym deszczowym i zimnym brukselskim sierpniu jade do Polski, gdzie wlasnie zaczyna sie jesien. Tylko tego mi teraz potrzeba ;-/ Poparzenia sloneczne (mimo braku slonca) juz pozostaly wspomnieniem, za to na czubku nosa wyskoczyla mi opryszczka i kazdy (doslownie: kazdy) przez kilka dni zadawal mi pytanie, co mi sie stalo, tudziez wyrazal zdumienie, ze mozna miec zimno w takim miejscu. Mozna! A ja wygladam niczym Hogata ze Smerfow.

Dzis w pocie czola udalo mi sie dokonczyc generalnie porzadki w pracy (bo za tydzien wroce juz do nowej rzeczywistosci po Wielkiej Reorganizacji), w mieszkaniu mam co prawda chaos, ale nastepny gosc przyjezdza za 3 tygodnie, wiec nie ma co sie stresowac, obejrzalam pare filmow w kinie i moge spokojnie udac sie na zasluzony wypoczynek przy akompaniamencie deszczu i powiewow wiatru. A do tego podobno dom nam przecieka...

W kazdym razie tym razem do Polski przywoze ze soba typowa brukselska aure ;-)

niedziela, 22 sierpnia 2010

Wolny weekend

Morza szum, ptakow skrzek, coraz wieksza plaza powiekszajaca sie pod wplywem odplywu Morza Polnocnego, slonce co prawda nie prazy, a my na plazy. Tak bylo wczoraj. Nie wiem, czy to nadmiar atrakcji w ostatnim miesiacu, czy brak Philippa, ktory od tygodni wakacjuje i ja pracuje za dwoch stresujac sie nieco (a co gorsza, wraz ze zmiana wierchuszki od pierwszego nasz doskonaly tandem zostaje zastapiony jakims obcym trojkatem i nikt nie wie, co z nami bedzie), grunt, ze w Domburgu padlam w sam srodek burzy piaskowej i wyjatkowo bez trudu przelezalam pare godzin w pozycji horyzontalnej, bowiem usnelam snem sprawiedliwego (z reguly po kilkudziesieciu minutach zaczyna mnie nosic, a tu wytrwalam kolo 4 godzin przerzucajac sie na komende znajomych z brzuszka na plecki i odwrotnie). Zreszta przez ta brukselska deszczowa pogode cala kanadyjska opalenizne diabli wzieli i musialam sie wziac do roboty, zeby na nowo wygladac zdrowo i promiennie. Aktualnie znowu jestem jak Indianka z dziada pradziada - czerwona od stop do glow (choc doprawdy nie moge zrozumiec, jak promienie sloneczne mogly sie przebic przez gruba wartwe chmur i piachu, ktory mialam na skorze), ale zakladam, ze byla to ostatnia okazja sie spiec w tym sezonie, wiec wszelkie dolegliwosci przyjmuje dzielnie i z godnoscia. No i w sumie fajnie bylo!

Na mile zakonczenie dnia pojechalismy jeszcze do mojego ukochanego Middelburga, w ktorym spedzilam kawal zimy 2004 i choc atmosfera w pracy byla ciezka jak gradowa chmura, miasto zawsze bedzie mi sie kojarzyc ze spacerkami po kolacji, wycieczkami w weekendy i wielka przygoda. Co prawda przypominaja mi sie tez codzinne zupki z papierka i moja reakcja na cene piwa (jak to punkt widzenia zmienia sie z punktem siedzenia - teraz kupno Heinekena przestalo zupelnie wywolywac we mnie jakie jakiekolwiek wyrzuty sumienia). Niestety w knajpie przetrzymali nas prawie 2 godziny i juz nie bylo czasu przejsc sie po miescie, ale za to zakupilam oryginalne stroopwafle, wiec i tak warto bylo sie tam zatrzymac.

Dzis natomiast po paru tygodniach przerwy wrocilam do nadrabiania zaleglosci kinowych. Na pierwszy ogien padl film 'Salt' z naszym rodzimym Olbrychskim i nieco bardziej egzotyczna Angelina Joli, ktora doskonale wypadla w roli Rosjanki.

A skoro juz mowa o Rosji - trwaja prace nad wyrobieniem wizy do Moskwy. Juz z ta amerykanska bylo mniej zachodu i do tego przyznawali prawo wjazdu od razu na 10 lat, a nie na glupie 4 dni!!! Tutaj bujalam sie mejlowo z rosyjskim hotelem o vouchery (choc musze przyznac, ze sa bardzo sprawni i szybcy w reakcjach), przycinamy fotki i wyszukujemy zaswiadczenia o ubezpieczeniu. No i ta cyrylica. Kolezanka przyslala linka do artykulu o rzekomej prognozie cieplej jesieni za Bugiem w ichnich znaczkach (ja bukwy pamietam, ale ich skladanie w calosc trwa u mnie wieki) i bylam super happy, jak na pierwszy rzut oka, bez zbednego kombinowania przeczytalam бабье лето, czyli ni mniej ni wiecej a 'babie lato' (choc to akurat nie bylo za bardzo skomplikowane ;-).

Babie lato, po tak brzydkim sierpniu, wszystkim nam by wyszlo na zdrowie!

czwartek, 19 sierpnia 2010

W moim mieszkaniu..



Co robi Wieczorynka, gdy nie pisze bloga? Przyjmuje gosci! Juz 17 w tym roku. Poki co zakonczylam serie dluzszych planowanych pobytow w BXLi, choc nie wykluczam jeszcze spontanicznych wizyt znajomych na weekend w najblizszych miesiacach. Oprocz zwiedzania miasta wypilam litry pysznego belgijskiego piwa, napstrykalam setki zdjec, obejrzalam kilka razy nagrania z kabaretow w naszym wykonaniu, wyspecjalizowalam sie w gotowaniu obiadow w pol godziny i przygotowywaniu blyskawicznych deserow (np.zapiekaniu owocow z kruszonka) oraz w zarzadzaniu dokad kiedy pojsc i co zobaczyc. Do mojego zakresu obowiazkow jako gospodyni doszlo tez ostatnio wypisywanie kartek z pozdrowieniami do wspolnych znajomych, bo rzekomo mam ladniejsze pismo i niezaprzeczalnie wieksza wprawe (choc nigdby bym nie pomyslala, ze po prawie 5 latach w BXLi bede wysylac stad komus pocztowki!). Za to mialam towarzystwo, mase smiechu i gadania do poznej nocy.

Moi goscie wyjezdzaja w totalnie zniszczonych butach (w skrajnych przypadkach laduja one juz u mnie w koszu na smieci), z pecherzami na stopach, ciezkim deficytem snu, ale i mnostwem wrazen. Ponoc obtarcia na pietach to nic wobec mozliwosci otarcia sie o wielki swiat - parlamenty, komisje, rodziny krolewskie, palace itp. ;-)

Teraz mam czas zajac sie soba. Posciel sie pierze, mieszkanie z grubsza ogarniete, moge po pracy oddawac sie lenistwu, lezec i pachniec i snuc plany na kolejne miesiace (czyli co robic w Lodzi, Moskwie czy Londynie). Wykupilam juz abonament na nowy sezon do mojego ulubionego teatru i musze sie jeszcze zapisac na niderlandzki od wrzesnia. Kalendarz zaczynaja mi wypelniac spotkania z brukselskimi znajomymi, ktorych nie wiedzialam kilka tygodni (bo wyjazdy, bo goscie, itp). No i tesknie spogladam na opasle tomiska (Follett i Larsson), ktore leza na polce i prosza sie o przeczytanie. Tymczasowy brak gosci tez moze byc stanem przyjemnym.


PS A z tym leniuchowaniem, to chyba jednak mi nie wyjdzie. Bo parady rowerowe, bo nowe filmy w kinie, bo ladny weekend sie zapowiada... No chyba, ze slonce przyprazy i bede lezec na plazy ;-)

piątek, 13 sierpnia 2010

Dywan kwiatowy - inauguracja

Jak fajnie jest miec gosci, ktorzy wszystko udokumentuja, kiedy ja jestem w pracy ;-) Rozkladanie dywanu rozpoczeto wczoraj kolo poludnia (fotki mozna powiekszac po kliknieciu)


Ok.20.00 - irys - symbol regionu BXLi


Swiety Michal walczacy ze smokiem - patron miasta


Inauguracja dywanu o 22.00 (pokaz swietlno-muzyczny)


'Zadyma' przy 'Odzie do radosci'


Motywem przewodnim jest w tym roku prezydencja Belgii w UE


W sumie zuzyto 650tys. begonii ("tuberosa grandiflora"), ktorych najwiekszym swiatowym producentem jest wlasnie Belgia (a Holandia, Francja i USA to glowni klienci).


Tu dla porownania dywan z 2008 roku: http://epska-wieczorynka.blogspot.com/2008/08/dywan-kwiatowy.html   Drobne oszustwa z daliami sa nadal praktykowane ;-)

I reportaz znaleziony na youtube:





I troche historii:

Themes of the carpets


1971: 1st flowercarpet in Brussels: a garden
1976: Year of the Landscapes, Parks and Gardens
1979: Brussels Millenium
1980: Celebration of Belgium's 150 anniversary
1986: Coat of Arms of the City of Brussels
1988: A Chinese Carpet, inspired by the carpets of the Chinese province of Sinkiang
1990: Year of Mozart
1992: Brussels, Capital of Europe
1994: 50th anniversary of the Liberation of Brussels
1996: A garden "à la française"
1998: A carpet inspired by the semi-nomadic tribes living today in NE of Turkey
2000: Brussels' lace
2002: Versailles
2004: Art Nouveau
2006: Middle Ages
2008: Savonnerie
2010: Europe

wtorek, 10 sierpnia 2010

Testy z geografii

Uprzedzam, ze strasznie wciaga:  http://traveler.ovh.org/.  Inteligencje podroznicza mam co prawda przecietna, ale i tak mysle, ze idzie mi niezle ;-)
Dobrej zabawy!


The Traveler IQ challenge ranks geographic knowledge of cities such as: Minneapolis, Madison or Chicago by comparing results against 5,837,791 other travelers.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Muzeum Wojska

Wydawaloby sie, ze to nudy, a tymczasem jest to jedno z bogatszych i ciekawszych muzeow w BXLi. Na polnoc od luku w Parku 50lecia (wejscie przy armatkach), przyciaga rzesze turystow nie tylko z uwagi na zbiory, ale rowniez mozliwosc wejscia na luk i arkady i podziwiania okolicy. 


Widok na Rue de la Loi i fragment tunelu przebiegajacego pod parkiem


Widok na Avenue Tervuren


Lista polskich oficerow walczacych w armii belgijskiej wywieszona zaraz przy wejsciu do muzeum


Waza do ponczu z carskiej Rosji 



Wystawa czasowa - 'Male zolnierzyki opowiadaja historie'. Mozna ja obejrzec do konca wrzesnia. Najprzyjemniej sie ja zwiedza z maturzystka, swiezo po doskonale zdanym egzaminie, wciaz pamietajaca mnostwo ciekawych szczegolow ;-) Zaczyna sie od dinozaurow przez piramidy egipskie, Troje, czterech muszkieterow, podboj Ameryki, wojny swiatowe po czasy wspolczesne. Lacznie ulozono 6000 ludzikow w kilkadziesiat scen.


Nad pieknym modrym Dunajem


Wybuch II wojny swiatowej i kierunkowskaz z napisem Warsawa


A tu anegdotyczna sytuacja: 9 miesiecy po powrocie zolnierzy bioracych udzial w operacji wojskowej Pustynna Burza podczas wojny w Zatoce Perskiej zapelnily sie... porodowki.


Ze stalych wystaw duze wrazenie robia samoloty


I ciagle powstaja nowe scenki sytuacyjne z manekinami


W niedziele spedzilysmy w muzeum okolo 3 godzin i pobieznie udalo nam sie obejrzec jakas polowe. Polecam jako doskonala alternatywe na deszczowe weekendy. Wstep wolny!


Musée royal de l'Armée et d'Histoire Militaire
Parc du Cinquantenaire 3
1000 Bruxelles

Otwarte w godzinach 9-12 i 13-16.45 od wtorku do niedzieli.

Goscie goscie

Od kilku tygodni mam gosci. Lacznie w ciagu miesiaca przewija sie przez moje mieszkanie 9 osob. Kazdy zostaje przynajmniej kilka dni. Ja i tak cale dnie jestem w biurze, ale wieczory do pozna spedzamy razem. Co moim gosciom najbardziej sie podoba:

  • MIM - Muzeum Instrumentow Muzycznych - przy wejsciu dostaje sie sluchawki i przy wiekszosci instrumentow slychac krotkie nagrania (w kazda pierwsza srode miesiaca po poludniu wstep wolny)
  • zyrandole w palacu krolewskim, otwartym dla zwiedzajacych przez caly sierpien od 10.30 do 16.30
  • pokazy swiatlo i dzwiek na Grand Place - codziennnie o 22.30
  • imponujace zbiory w muzeum wojskowosci w Parku Cinquatenaire - wstep za darmo plus od 13.00 do 16.30 wejscie na arkady z widokiem na okolice
  • 50-osobowa winda w Muzeum Sztuk Pieknych
  • Delirium Tremens
I piwa! Corki kuzynki (zaznaczam, ze juz pelnoletnie i mowiace mi po imieniu, chyba ze z roznych powodow sobie kpily) w homebooku chcialy mi wpisac:

Kochana Ciociu! Dziekujemy! W tym tygodniu pilysmy...

i tu dwukropek oraz rysunek 30 butelek ze stosownymi napisami ;-))) Ostatecznie jednak skupily sie na mojej autorskiej wycieczce do Antwerpii, ktora wywarla chyba na nich najbardziej piorunujace wrazenie.

Ja za to co dzien po pracy i w weekendy zamieniam sie w turystke i razem z moimi goscmi zwiedzam Bruksele i okolice. Wygladaja tak:

Pokaz swiatlo-dzwiek na Grand Place




Delirium


Wywoz smieci


Piatkowa parada



Czolo parady godzine pozniej


Park Cinquantenaire


Tylko raz zostawilam gosci samych sobie i mimo niesprzyjajacej pogody pojechalam, jak co roku, na sztuke w Villers-la-Ville. Tym razem wystawiano 'Milady' na podstawie 'Trzech Muszkieterow' Dumas w adaptacji Erica-Emmanuela Schmitta. Mialo to byc ostatnie  przedstawienie i zaproszono autora (oplaca sie od czasu do czasu zerkac na francuska telewizje - goscia poznalam od razu!). Niestety co rusz kapalo, siapilo, mzylo i moglismy zaobserwowac prawdziwie belgijski fenomen - deszcz nikogo nie przeploszyl, widzowie ponakladali swoje kurtki przeciwdeszczowe, a aktorzy nie zwracali uwagi na opady. Show must go on! A mokre ciuchy wynagrodzila nam cudna tecza nad ruinami opactwa.


A poza padajacym deszczem padali mi goscie i po poznonocnych dyskusjach pare razy zdarzylo im sie przysypiac w ciagu dnia. Wczoraj pytam kuzynke lekko wybudzajaca sie z poobiedniej drzemki:

-Idziemy na plaze?
-Taaaaaak. - odpowiada slabo nadal majac zamkniete oczy.
-No to wstajemy!!!
-Jak przestanie padac.
-Ale teraz nie pada!
-Ale bedzie... - Tu przekreca sie na drugi bok i ponownie zasypia.

Pokrecona pogoda (naprzemiennie co pare minut slonce i deszcz) tez pozostanie niezapomnianym wspomnieniem co niektorych.