środa, 22 września 2010

To byly piekne dni

Same pozegnania ostatnio mamy. A to znajoma wyjezdza na pare lat w delegacje niemal na drugi koniec swiata, inna - wraca na pare lat do Polski, a moj ulubiony kolega z biura obok, z ktorym pracowalam od pierwszego dnia, zostal przesuniety na inne stanowisko w innym budynku wbrew swojej woli. Smutno sie tak zegnac, ale za to mozna puscic wodze kreatywnosci i zakonczyc wspolprace jakims milym akcentem. Byly zatem pamiatkowe albumy, fotki i imprezy. Dzis odbylo sie ostatnie spotkanie u mnie w pracy i od wczoraj w wolnych chwilach nucilismy i przerabialismy teksty piosenek. Ostatecznie wybor padl na stara rosyjska melodie, ktora sie przyjela w roznych wersjach jezykowych (w tym po polsku w wykonaniu Haliny Kunickiej).

Najpierw link do wersji oryginalnej:



I nasza radosna tworczosc:  

Once upon a time there was a unit
Where we innovated with you two
Remember how we worked away the hours
And think of all the payments we would do
Those were the days, my friends
We thought they'd never end
Commit and pay forever and a day
We'd do the job we choose
We'd fight and never lose
For we were smart and sure to have our way
La la la la la la
La la la la la la
Then a new Commissioner was coming
Closely followed by the GBI
Time again to pack up and get going
And all that we could do was wave good-bye
Those were the days, my friends
We thought they'd never end
Commit and pay forever and a day
We'd do the job we choose
We'd fight and never lose
For we were smart and sure to have our way
La la la la la la
La la la la la la
Just tonight I stood outside your office
Nothing seemed the way it used to be
On the screen I saw a strange reflection
Was that stressed out person really me?
Those were the days, my friends
We thought they'd never end
Commit and pay forever and a day
We'd do the job we choose
We'd fight and never lose
For we were smart and sure to have our way
La la la la la la
La la la la la la
Through the door there came familiar laughter
I saw your face and heard you call my name
Oh, my friend, organigrammes keep changing
But in our hearts the units stay the same

wtorek, 14 września 2010

Nowy rok szkolny

No i wakacje definitywnie sie skonczyly. Zamiast dzwonka zadryndal budzik i po roku przerwy musialam przed praca powedrowac na kolejna lekcje francuskiego. Oj ciezko bylo. Lektor co prawda silil sie na zarty i juz na wstepne nam zaznaczyl, ze on nauczaniem zajmuje sie tylko z rana, po czym wraca do swojego glownego zrodla zarobkowania jako…budowlaniec i po godzinach poleca nam swoje uslugi, jesli ktos chcialby na przyklad kupic dom czy mieszkanie (facet oprocz jezyka chelpi sie znajomoscia tutejszego rynku i sluzy rada i pomoca). Po czym zaprosil nas na kawe.  Jak wychodzilismy z sali minelismy sie z jeszcze jedna kursantka, ktora wbiegla zdyszana i tylko spytala: ‘Czy to grupa A?’, ‘Tak’ i radosnie powedrowala z nami do kafejki. Kiedy przy stoliku kazdy mial cos o sobie powiedziec, dziewczyna wyrazila swoje zdziwienie, ze jak na poziom czwarty, to my niezle mowimy. My jestesmy poziom 6. Dopila kawke i biegiem poleciala szukac swojej grupy.

A my mielismy dyktando z liczebnikow (ktore wypadlo marnie, bo np.nikt nie mogl zrozumiec i zapisac ‘jednej dwudziestopieciotysiecznej’), dostalismy wytyczne co do materialow szkoleniowych (w czwartek mamy zakupic aktualny numer magazynu 'Le nouvel observateur', ktory bedziemy od deski do deski przerabiac do konca sememstru – ten jeden egzemplarz przez 5 miesiecy!!!) i lekcja sie skonczyla. Aha, i szczesliwie jako prezentacje nie musimy przygotowywac ekspose na temat Wspolnej Polityki Rolnej. Nauczyciel jako ciekawszy przyklad wystapien podal: piwo belgijskie polaczone z degustacja ;-)

Wieczorem zas rozpoczelam kurs niderladzkiego. Grupa liczy skandalicznie duzo osob i na 29 kursantow do pary przypadl mi bardzo specyficzny Walon w srednim wieku. Jak skonczylismy nasze dialogowanie przeszlismy na rozmowy prywatne. I tak dowiedzialam sie, ze jest z zawodu fotografem i pracuje… w szpitalu St.Luc. Powiem szczerze, ze mnie troche wcielo ze zdziwienia, ale zaraz wytlumaczyl, ze zajmuje sie dokumentacja preparatow medycznych, ktora pozniej wykorzystuje sie w publikacjach.

Czesi mowia, ze naučit se nový jazyk a získat nové duše. W dodatku mozna zawrzec bardzo interesujace znajomosci: z budowlanco-nauczycielem i fotografem organow. Niedogodnosci takie jak poranne wstawanie doprawdy przestaja miec znaczenie ;-)

czwartek, 9 września 2010

(Malo)Polska w BXLi

W parku 50lecia. Tak swojsko sie zrobilo ;-)










środa, 8 września 2010

Komplet jesienny

Co rusz smutno i deszczowo za oknem (za wyjatkiem niedzieli, kiedy udalo mi sie pstryknac pare pieknych slonecznych zdjec). Niewazne czy jestem w Polsce, czy w Belgii. I tu i owdzie widac juz oznaki kolejnej pory roku: stalowe chmury, zimne podmuchy wiatru, wilgoc i opady. Do tego wciaz jakies kleski zywiolowe wszystkich nekaja, bo powodzie, pozary, huragany itp. Na szczescie nie przeszkodzilo mi to spotkac sie z masa znajomych. W tym tradycyjnie jeden dzien spedzilam z coreczka sasiadow, z ktora najpierw skladalam 350 klockow w kawiarenke przez 4 godziny (oprocz zbudowania pomieszczen i tarasu, trzeba bylo ustawic piecyk z okapem, kuchenke mikrofalowa, hustawki, stoliki, urzadzic ogrodek kwiatowy, zlozyc palme i drzewka itp). I kiedy po poludniu cala konstrukcja stanela w pelnej krasie i mialysmy przejsc do zabawy, moja towarzyszka zburzyla czesc budynku, rozrzucila plastikowa roslinnosc, zdmuchnela fryzury z glow bywalcow przybytku i oznajmila, ze przeszlo tornado i musimy sie zabrac do naprawiania strat. Jak widac, wydarzenia ostatnich miesiecy zywo wplywaja na wyobraznie nie tylko doroslych, ale i staly sie czescia codziennosci maluchow. I mam szczescie, ze nie bawilysmy sie w powodz czy pozar.

Zas w drodze powrotnej w pociagu do Warszawy spotkalam dawna uczennice, ktora poszla w moje slady, studiuje anglistyke (uczylam ja kiedys podstaw tego jezyka) i jak ja przed laty sobie dorabia korepetycjami. Jeszcze nie tak dawno z nia i innymi maluchami gralam w gry i spiewalam piosenki, zasmiewalam sie, jak dzieciaki mijajac mnie po drodze mowily: 'Good morning' albo 'Good afternoon' scisle przestrzegajac pory dnia i ani sie obejrzalam, a moi dawni podopieczni pozakladali rodziny czy dostali sie na uniwersytety!!! Choc przyznam szczerze, ze to bardzo fajne uczucie byc takim wzorem dla kogos innego. Ja z kolei spotkalam sie z moja wychowawczynia z klas 2-3 oraz mijalam moje dawne nauczycielki i teraz widze, ze sztafeta ciagle trwa i kolejne generacje dzielnie przejmuja paleczke.

I jesli jakims cudem za 20 lat z coreczki sasiadow wyrosnie architekt, to tez bede mogla powiedziec: 'Ha, a zaczynala ze mna od tornada w kawiarni!!!'.

A swoja droga, czy ktos kiedys przewidzial, ze ze mnie wyjdzie nudna urzedniczka...??? ;-)

Teraz juz wrocilam do mojej staro–nowej pracy (przetasowano wszystkich moich kolegow i kolezaki i tylko ja wytrwale stoje na posterunku i jestem 'irréductible’ niczym Asterix i Obelix w kraju Galow). Zaczynaja mi sie juz zajecia z francuskiego i niderlandzkiego i gimnastyki (przyda sie po tygodniu objadania sie bez granic pierogami, plackami, racuchami, nalesnikami i innymi potrawami, ktore uwielbiam bezgranicznie, szczegolnie jak ktos mi je przyrzadzi). W grafik na nowo wracaja mi wieczorki kinowe i proby choru. I moge sie umawiac na lunche, bo juz nie mam gosci. I czytac ksiazki!!!

No i jeszcze kupilam sobie samouczek z rosyjskiego, bukwy nie sa juz mi takie straszne i jak tylko uda mi sie odcyfrowac i przeczytac poszczegolne slowa, to nie moge wyjsc z podziwu, jaki to prosty jezyk (tu uwaga: wiem, ze nie jest az taki latwy, ale w porownaniu ze slowami po francusku, ktore nie kojarza sie z niczym, to rosyjski nie jest taki zly). Na przyklad:

Малина to malina (po francusku to framboise)
Вишня – to wisnia
Яблоко – jablko
Авокадо – awokado
Банан - banan

Banal, nie?

A poza tym:

To nic ze chmury
I wrzesien bury
Ratunkiem na smety
Sa przeciez weekendy!!! ;-)

Jeszcze tylko wrzesien, pazdziernik, listopad, grudzien, styczen....

I jesien tez wlasciwie nie jest taka zla...


niedziela, 5 września 2010

Wre praca, swiezy miod pachnie tymiankiem

Zdjecia ogrodowe w krajobrazie wiejskim vel malomiasteczkowym.
W tle szumi las i halasuja swierszcze.
Pachnie mieta.










Jeszcze nie jesien, juz nie lato. 

sobota, 4 września 2010

przemyslenia





popatrz na chmury, takie piekne jak z obrazu
popatrz na trawe, jak wycieta z mysli.
gdzies tam stary kocur miauczy za plotem,
po niebie lataja samoloty. 


swieci sie zlote slonce i nie widac konca. 
gwiazdy migoca oswietlajac swiat noca. 
i nawet nikt nie mysli, 
ze gdzies daleko ludzie placza, 
ukrywaja sie przed swiatem,
uciekaja przed batem. 
gdzies tam swiat jest czarno-bialy, 
gdzies tam daleko nadal trwaja wojny. 
prosmy Boga, zeby tutaj zostalo tak jak jest. 



Filip Wiechno
lat 11
(moj byly wakacyjno-urlopowy sasiad)
Tomik wierszy wydano w Lowiczu w 2009 roku. 




poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Polki

Miejsce akcji: srodkowa Polska, centrum miasta, punkt obslugi klienta jednej z sieci telefonii komorkowej, wczesne popoludnie w pochmurny poniedzialek. Na stoleczkach rowniutko obok siebie siedzi rzadek kilkunastu petentow, w wiekszosci kobiet, w wieku (na oko) 20-65 lat. Kazdy dzierży w lapce numerek. Przed nami paru pobladlych, zmeczonych i z lekka znudzonych pracownikow z wymuszona uprzejmoscia wykonujacych swe obowiazki oraz kilku zawziecie cos dyskutujacych na boku. Nagle jedna z babek nie wytrzymuje i rozpoczyna swoj monolog:

'Paaaani, no przeciez to skandal. Czlowiek czeka i czeka, a oni wszyscy w nosie nas maja. Tylko pogaduszki sobie urzadzaja i nikt nas nie obsluguje. Ej, (tu wymownie macha na przechodzaca serwisanke) czy ta tablica to sie zepsula?!!! Bo ja patrze i patrze i juz od dziesieciu minut sie zaden nowy numerek nie wyswietla. Ile tu mamy czekac???!!! A pani spojrzy (tu szturcha sasiadke i wskazuje jednego z klientow), na tego w szarej kurtce, gada i gada, tez na gadanie mu sie zebralo! Pewnie znajomy jaki...'

Ja w tym czasie probowalam sie skupic na najnowszej ksiazce Grocholi, ktora przezornie zakupilam sobie pare minut wczesniej. A tam wierszyk z pamietnika:

Polką żeś ty świat ujrzała, 
Polką będziesz umierała, 
Polka w Polsce milość toczy,
Polka w Polsce zamknie oczy. 

I sobie mysle, ze te lata poza krajem nauczyly mnie cierpliwosci vel biernego godzenia sie z losem. Ale chyba to umiedzynarodawianie czasem na dobre wychodzi...

Zdazylam przeczytac jakies 50 stron (szybko szlo, czytanie, nie czekanie) zanim przyszla moja kolej. Gadatliwa petentka nadal tkwila w swoim miejscu (choc przyszla przede mna, ale nawyrazniej byla w kolejce nie do przedluzenia umowy jak ja, a do dzialu zazalen). Szczerze wspolczuje biedakowi, ktory przyjmowal jej reklamacje ;-)