czwartek, 28 sierpnia 2008

Babiego lata...

... nie ma. Ani w parku (ostatnio nie pada i jest za sucho; za to slonca brak od tygodnia i pogoda jak w listopadzie, szaro-buro), ani we wlosach (bo sie wczoraj ufarbowalam-ha!).

Czytanie idzie doskonale - priorytet mialy ksiazki z biblioteki w Siemianowicach Slaskich, ktore dzis juz wracaja do Polski, teraz te od znajomych, na koniec mam zostawione pozyczone 'sluzbowo' z pracy ('Rok bez MADE IN CHINA' i opowiesc o tworcach Linuxa). W porownaniu z Chmielewska nasze przygody to pestka - jeszcze nie wpadlismy na to, zeby odsylac stonke ziemniaczana do USA, jak w 'Dzikim bialku', ale juz z Grochola mozemy konkurowac. Choc i tak najbardziej mi sie podobal opis Szwaji o Smoku Wawelskim, ktory buchal ogniem po wyslaniu SMSa; niestety system czesto sie psul i nadawca dostawal wiadomosc zwrotna o usterce od... gazowni - w necie znalazlam, ze faktycznie w 2007 roku wprowadzono taka usluge, ale ciagle awarie sprawily, ze zostala zawieszona. Aktualnie Smok w Krakowie zieje ogniem co 3 minuty samoistnie ;-)

Ponizej zamek z piasku (mnostwo takich rzezb mozna zobaczyc w Blankenberge) z nieduzym smokiem po lewej stronie. Zdjecie jest z ostatniej soboty. Zachmurzenie utrzymuje sie do dzis.


Brak komentarzy: