poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Strajk na lotnisku

Musze przyznac, ze Belgia potrafi dac czlowiekowi w kosc. Po relaksujacym, aczkolwiek bardzo intensywnym weekendzie w Dublinie, zakonczonym dlugimi rozmowami pozna noca, nastepnie pobudka o 4.30 rano i galopem na lotnisko, wyladowalam rano szczesliwie w Zaventem (Brukseli) i sie dowiedzialam, ze jest... strajk. Polegal glownie na bojkocie dostarczania bagazy pasazerom. Moj pierwotny plan, ze szybciutko odbiore walizke i popedze do pracy spozniajac sie 15 do 30 minut spalil sie na panewce, bo w sumie 3 bite godziny stalam nad tasma wypelniona walizami, po ktore nikt sie nie zglaszal (prawdopodobnie ludzie zwatpili i zdecydowali, ze odbiora je za pare dni), dostalam oczoplasu od intensywnego wpatrywania w krecace sie walizki, skretu kiszek z glodu i dopiero w poludnie wylonil sie moj bagaz. Jak juz dotarlam do biura, to sie dowiedzialam, ze fuksa mialam ogromnego, bo mnostwo lotow do/z Brukseli w dniu dziesiejszym po prostu… odwolano. Powod strajku: przeciazenie praca personelu lotniska. Takze rownie dobrze utknac moglam jeszcze w Dublinie, zamiast 20 km od domu. Jednak czasami mam szczescie…

http://www.deredactie.be/cm/de.redactie.english/news/080811_baggagecarrier_strike

Brak komentarzy: