Wkrotce bede miec kolejnych gosci w postaci mojej Mamy i Cioci z Polski. To juz 7 i 8 osoba w tym roku, ktora do mnie przyjezdza (nie licze tutaj, ze jedna kolezanka byla u mnie pare razy). Srednio wychodzi, ze mam u siebie co najmniej 10 osob rocznie. Jak przez dwa lata wynajmowalam sam pokoj i czasem odwiedzaly mnie dwie osoby na raz, to zajmowalismy kazdy centymetr kwadratowy przestrzeni (co wyzsi lezac glowy mieli pod biurkiem) i jak rano wstawalam do pracy, to przeskakiwalam przez gosci spiacych na podlodze, ale i tak bylo duzo smiechu i wielu po pewnym czasie wracalo ponownie. A jak wyjezdzali, to zawsze moj pokoj (ok.15 metrow kwadratowych) wydawal mi sie duzy i pusty (jak w dowcipie o Zydzie z duza rodzina, ktoremu kazano kupic koze i wstawic do mieszania i jak sie jej pozbyl, to stwierdzil, ze wcale nie ma tak zle).
Czesto moi goscie zapoznaja sie rowniez z moimi tutejszymi znajomymi i wtedy przy roznych okazjach przekazuje miedzy nimi pozdrowienia czy nawet kartki z zyczeniami ;-) Teraz umowilam sie juz z kolezanka,do ktorej tez przyjezdza Mama w tym samym czasie, ze je ze soba zapoznamy i beda sobie mogly same troche pochodzic po miescie i pogadac, jak to jest miec epske-corke. Wraz z nadejsciem jesieni i zimy czestotliwosc wizyt spada i zamiast gosci z Polski mam co najwyzej u siebie znajomych 'na herbatke'. I powolutku tworze grafik wizyt na kolejny rok... ;-)
środa, 6 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz