piątek, 22 sierpnia 2008

Faits-divers, czyli rozne roznosci

Wczoraj jechalam autobusem do miasta. Wsiadlam pod domem, pojazd ruszyl i skrecil w inna strone niz powinien, w ciagu 5 minut robilismy kolko po okolicy, po czym dojechalismy do tego samego przystanku, kierowca wysiadl i na rokladzie jazdy sprawdzal, gdzie dalej jechac ;-)

***

Cale rondo Schumana jest rozkopane. Wieczorem znajomi odwozili mnie do domu i widzielismy pracujacych w nocy robotnikow!!! Przez ostatni tydzien moi goscie poznawali to rondo nie po budynkach instytucji, a po zolto-niebieskich metalowych plotach odgradzajacych chodniki. Tak samo jak ja kiedys twierdzilam, ze idac wzdluz plazy z Sopotu w strone Gdanska trzeba skrecic przy dmuchanym zamku, zeby dojsc do domu krewnych; moj patent sprawdzal sie doskonale w srodku lata, ale jak tam szlam w lutym pare lat temu, to juz na niewiele moja teoria sie przydala.

***
Rozmawialam z "kolega" z pracy - Luksemburczykiem (cudzyslow dlatego, ze facet jest w wieku moich rodzicow). W 1981 roku byl na wycieczce w Polsce (zwiedzal m.in. Katowice i Krakow) polaczonej z pielgrzymka do Czestochowy. Bardzo mu sie podobalo, z naszego jezyka do dzis pamieta slowo 'lody' i... 'Maryjo Krolowo Polski'.
***

A wogole to wczoraj bylo bardzo fajnie w etiopskiej restauracji http://www.kokob.be/. Pomijajajac wzgledy towarzyskie, warto bylo tam pojsc rowniez z uwagi na sposob podawania jedzenia. Wylozone bylo na wielkich talerzach (jeden na pare osob) i jadlo sie za pomoca injery*, ktora smakowala jak troche kwasne pieczywo, a wygladala jak bandaz (i to zuzyty). Trzymalo sie kawalki tego placka, nabieralo nim jedzenie z talerza i calosc zjadalo. Dobra zabawa i swietne jedzonko! I do tego czesc z nas byla w Etiopii na poczatku roku i dzielila sie wrazeniami z podrozy.

Przed wakacjami bylismy juz w restauracji czeskiej i ukrainskiej. Nastepna w kolejnosci jest kuchnia hiszpanska ;-)

Brak komentarzy: