Tydzien temu zmarla nagle moja znajoma z choru. Francuzka, 29 lat, 18 sierpnia sie zareczyla, 4 dni pozniej miala niespodziewany atak padaczki, ktory sie dla niej skonczyl smiercia.
Tak poprostu. Zeby jeszcze miala wypadek, a ona tak sama w domu umarla. Pewnie nawet nie wiedziala co sie dzieje. Przez mysl mi nigdy nie przeszlo, ze ktos z moich tutejszych znajomych, i do tego rowiesnikow, moze odejsc w ten sposob. Pogrzeb jutro w Lyonie. Teraz co najwyzej mozemy jej ladnie zaspiewac w niedziele na mszy z nadzieja, ze uslyszy.
Jednak nie jestesmy tacy niezniszczalni, jakby sie nam wydawalo...
piątek, 29 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz