piątek, 20 listopada 2009

Haiku

UE ma swojego prezydenta. Zostal nim premier Belgii, prywatnie znany jako milosnik haiku i wiejskiego zycia. Herman Van Rompuy prowadzi swoj blog (po niderlandzku), na ktorym mozna znalezc probki jego poezji: http://hermanvanrompuy.typepad.com/. Tu przyklad (w moim tlumaczeniu):

Swiatlo nad morzem jest
Jasniejsze niz nad ziemia.
Niebo oddycha.


W nas tez odezwala sie wena. Epski przeciez rowniez sroce spod ogona nie wypadly.

Zaraz dostalam radosna tworczosc jednej znajomej (pozwalam sobie zacytowac bez zgody autorki, na swoje usprawiedliwienie majac, ze wiersz jest na moja czesc):

Cieplo. Wiatr. Pusto na szostym.
Czekamy - juz niedlugo.

;o)


Choc po coz wzorowac sie na Japonczykach, jak mamy tylu rodzimych poetow. Tu probka innej znajomej:

Jesienny wiatr juz wtargnal na szoste
a Twoje biuro ciagle puste.

Czekamy na Ciebie juz dni wiele
i czekac bedziemy - Twoi przyjaciele.


Normalnie niedlugo przestanie mi sie chciec wracac, bo spodoba mi sie czytanie peanow na moja czesc ;-) Potem pozostanie nam tylko szara rzeczywistosc... Jest bowiem czas poezji i czas prozy (zycia ;-)).

Ja co najwyzej moge sie porywac na limeryki:

Raz Wieczorynka na emigracji
Bolow dostala tuz po kolacji.
W szpitalu wyladowala
Na korytarzu lezala
Co wywolalo w niej sporo frustracji.


czy

Pewna grupa Epsek z Komisji
Bardzo waznej podjela sie misji.
Chora kolezanke wspierala
Mejle i SMSy slala
By w optymistycznej trzymac ja wizji.


i na koniec

Ostatnio jedna Agnieszka z Justynowa
Ktora choroba dopadla zoladkowa
Zaczela stosowac sposoby babcine
Zdrowiec w tempie 6 km na godzine
By do Brukseli wrocic cala i zdrowa.

środa, 18 listopada 2009

Polska sluzba zdrowia

Nie moglam sie oprzec.

Jedna znajoma ostatnio stwierdzila, ze niedlugo obronie doktorat z medycyny bez studiow, a tylko na bazie wlasnych doswiaczen. Bo ze mna im dalej w las tym bardziej ciemno. Albo nic nie wychodzi, albo jestem zasypywana taka iloscia dolegliwosci, ze nie moge uwierzyc, jak ja jeszcze funkcjonuje.

W kazdym razie chyba slusznie zrobilam tym razem jeszcze przylatujac do Polski, ale na przyszlosc bede raczej zostawac w Brukseli. Zreszta mialam konsultacje neurologiczna i lekarz sam sie zapytal, czy mam cos z glowa, zeby dobrowolnie godzic sie na leczenie w lodzkim szpitalu, gdzie leze na korytarzu, majac dostep do belgijskiej sluzby zdrowia (zdjecie z portalu niepelnosprawni.pl - w moim przypadku w sali obok trwal remont i malowanie scian, a kolo mnie lezeli faceci i stala lodowka; poza tym atmosfera identyczna).

Zamiast konsultacji gastrologicznej (ktora byla ze wszech miar wskazana), przyslano mi ginekologa (i to na g i to na g). W efekcie po dwoch tygodniach hospitalizacji nikt nie umial postawic diagnozy, ktora (teraz sie wszystko wyjasnia po gastroskopii) nie byla moze az tak trudna. Badanie musialam zrobic prywatnie, bo na poczatku listopada wyznaczono mi termin na ostatni piatek miesiaca. A to i tak niezle, bo na inne zapisuja np.na marzec.

Jeszcze innym ciekawym aspektem byly posilki - abstrahujac od ich wygladu i smaku, ktorych komentowac nie bede, sniadania byly po 9.00, obiad o 13.00, kolacja o 17.00, czyli w 8 godzin dostawalismy cale jedzenie. Do porannych badan bylismy tak na czczo jak to tylko jest mozliwe ;-)

Health Consumer Powerhouse opublikowal ranking systemow opieki zdrowotnej w 33 krajach. Autorzy piszą o „stabilnym” wyniku Polski, która otrzymała 565 punktów na 1000 możliwych, niewiele więcej niż w zeszłym roku (511). Dla porównania: najlepsza Holandia zdobyła 875 pkt. W Polsce dobrze oceniono jedynie przestrzeganie praw pacjentów oraz niektóre aspekty funkcjonowania publicznej służby zdrowia, takie jak okresowe szczepienia dzieci oraz usługi stomatologiczne, za które przysługuje refundacja.




Belgia ma 11 miejsce i 732 punkty. Polska jest 8 od konca.

Szczegoly mozna znalezc na stronie: http://www.healthpowerhouse.com/files/Report-EHCI-2009-090929-final-with-cover.pdf

Wniosek: zeby chorowac w Polsce, trzeba miec zdrowe nerwy. I duuuzo dystansu. I choc troche poczucia humoru ;-)

Zdrowia wszystkim zycze.

wtorek, 17 listopada 2009

Na zwolnieniu

O ilez prosciej zorganizowac sobie czas, jak trzeba isc do pracy. Wtedy do dyspozycji zostaje kilka godzin i cieszy kazda chwila, jaka udaje sie znalezc na poczytanie czy obejrzenie filmu.

Tu wiode zycie stetryczalej emerytki. Jestem (na szczescie?) tak slaba, ze poznym popoludniem i tak padam i ucinam sobie drzemke, zeby potem moc jeszcze obejrzec 'Barwy szczescia' i 'M jak milosc'. Probowalam tez spacerkow (jest cieplo i nie pada), ale po 1-2 km zaczynam sie zataczac, a nogi bola niemal jak po polmaratonie. Czasem zajrze do internetu, a jak sie zmecze, to zostaje telewizor. Najwiecej atracji mialam w niedziele, bo bylo 'Na dobre i na zle', 'Ojciec Mateusz' i 'Taniec z gwiazdami'. A po dokladnym przestudiowaniu gazet takich jak 'Party', 'Gala' i 'Viva' wiem juz kto to jest Majdan czy Natasza Urbanska. Baaa, dzieki nim odnalazlam nawet blog Isabel (tej od Kazimierza Marcinkiewicza): http://isabel28.blog.onet.pl/ i jej zlote mysli na kazdy dzien ;-)

Slowem: jestem odmozdzona na amen. Choc z drugiej strony, w 4 tygodnie mam szanse nadrobic zaleglosci w plotkach i serialach z trzech ostatnich lat. A na wiadomosci juz nie mam cierpliwosci, bo sieja tylko panike i dyskutuja wciaz o grypie A/H1N1 (ja jestem z reguly odporna na manipulacje dziennikarzy, ale po paru dniach mam wrazenie, ze najlepiej sie zamknac w domu i z nikim nie spotykac). Srodki masowego przekazu strasza tu skuteczniej niz srodki masowego razenia...

W takich chwilach pozostaja ksiazki i niesmiertelna Malgorzata Musierowicz i Joanna Chmielewska, do ktorych co rusz wracam z nieslabnacym zachwytem i czysta przyjemnoscia. Dodatkowo w ostatniej 'Polityce' znalazlam raport o nartach i to mnie motywuje, zeby zdrowiec. Na jutro i pojutrze mam zamowione kolejne badania. Oby do przodu.

sobota, 14 listopada 2009

Dowod

Udalo mi sie rozplatac i na nowo zlozyc 'inteligentna lamiglowke'! Co prawda na poczatku nerwy braly mnie straszne, bo za pieruna nie moglam sobie z nia poradzic (a rzekomo mam to wysokie IQ ;-))), ale ponoc kiedy jedne zmysly sie przytlumiaja, to inne zaczynaja intensywniej dzialac i na szpitalnym korytarzu wiazanie poddalo sie w kilka sekund! Pozniej mialam jeszcze wiekszy problem zawiazac to spowrotem, ale po paru probach tez sie udalo.

W kazdym razie zabawa swietna!

Oto dowod - nos byka zlozony:


I rozplatany:


Na kartke z pakietu prezentowego wybralam juz szczesliwego adresata i jutro zaczynam prace tworcza. W przerwach miedzy lezakowaniem ;-)

Ile to czlowiek musi sie natrudzic, zeby w zdrowieniu znalezc sobie konstruktywne zajecie...

piątek, 13 listopada 2009

Na wolnosci

Dzis, po 12 dniach, wypisano mnie ze szpitala. Na pozegnanie pytam sie pani doktor, czy jej zdaniem moge brac udzial w biegach na 20 km (dodam, ze jestem po przejsciach i wygladam mizernie, anemicznie i ogolnie zalosnie).

Lekarka najpierw zrobila oczy jak spodki, po czym rzekla:

'Uhm... mhmmm... no... 20 km to troche duzo... moze tak by Pani biegala na krotsze dystanse?... na 10 km...?'

Teraz 2 tygodnie sie rekonwalescencjuje i mam dalsze badania i pod koniec miesiaca wracam do BXLi.

wtorek, 10 listopada 2009

Cos optymistycznego

... czyli maly zestaw antyprzynudzeniowy, ktory dostalam dzis od znajomych z BXLi ;-) Sklada sie z lamigowki, smiesznej ksiazki i scrapek. I przede wszystkim z kartki z azjatyckim lampionem, ktory ma mnie wprowadzic w stan nirwany zwany 'ZEN' oraz z zyczeniami i cieplymi slowami.



Juz mi lepiej!

Wielu Dzielnych Ludzi

Mialam spora przerwe w blogowaniu spowodowana niepodziewana hospitalizacja (teraz jestem na przepustce). Zaczelo sie od bolu brzucha, ktory z czasem coraz bardziej poteznial, ostatkiem sil udalo mi sie przyleciec do Polski (mialam bilet na kilkudniowy pobyt na Wszystkich Swietych) i 1 listopada wyladowalam na izbie przyjec. Tak sie sklada, ze cokolwiek by sie ze mna nie dzialo, najbardziej narazone sa nerki i tradycyjnie polozono mnie na nefrologii. Pierwsze dni pamietam tylko jako szereg kroplowek (antybiotykow, elektrolitow, lekow oslaniajacych i przeciwbolowych). W bolu czlowiek koncentruje sie tylko na samym sobie, wiec w sumie niewiele pamietam. Po kilku dniach objawy zaczely ustepowac, zaczelam bardziej zwracac uwage na to, co jest dookola mnie.

Nie bede jednak pisac o polskiej sluzbie zdrowia, a o Bardzo Dzielnych Ludziach, ktorych poznalam przez miniony tydzien. 'Szlachetne zdrowie...' pisal Kochanowski. Tymczasem nietrudno docenic, ze dobrze jest byc w pelni sprawnym (do tego trzeba tylko troche wyobrazni). Sztuka jest, gdy cialo boli, a bliscy odchodza, zamiast sie zalamac i pograzyc w beznadziei, znalezc w sobie sile, zeby nadal prowadzic 'normalne zycie'. Mimo wszystko.

Wokol nas jest wiele ciezko chorych osob, ktore co dzien prowadza swoje walki i biegna swoj wlasny maraton. To kilka z nich:

- pani z dziekanatu, lat 35. Od dziecinstwa choruje na cukrzyce, ktora calkiem zniszczyla jej nerki. Obecnie dostala cykler do domu, co noc na 9 godzin podlacza sie do maszyny, ktora oczyszcza jej krew. Kiedy sie zepsuje, wtedy 4 razy na dobe trzeba robic reczna dialize otrzewnowa. Rano wstaje, zaczyna dozowac sobie insuline i idzie do pracy. Czeka na przeszczep trzustki i nerki (w miare mozliwosci od jednego dawcy).

- wykladowca akademicki. 3 razy w tygodniu jezdzi do szpitala na hemodialize. Obecnie zaczely mu sie problemy z sercem i z ostatniej dializy przywieziono go wprost na oddzial z migotaniem. Przez kilka dni, po twardych negocjacjach z lekarzami, bral przepustki na kilka godzin, zeby dalej prowadzic wyklady. Pozniej wracal, podlaczano go do pompy dozujacej lek i tak lezal az do nastepnego wyjscia. W niedziele bardzo przezyl zgon jednego pacjenta na naszym oddziale - znajomego z dializ (byl kolo 50tki).

- przesympatyczny dwudziestoparoleni chlopak. Cukiernik z wyksztalcenia. Zrobil kurs na wozki widlowe i od 3 lat pracuje w magazynie, bardzo zadowolony i dumny ze swojego stanowiska. Rok temu stwierdzono u niego chorobe nerek (ta samo co u mnie), leczono sterydami. Kilka dni temu obudzil sie i przestal wyraznie widziec. Po wnikliwej konsultacji okulistycznej okazalo sie, ze sa to powiklania wysokiego cisnienia. Ma jednak ogromna nadzieje, ze objawy mina i wroci do pracy.

-kasjerka z Rossmanna, 30 lat. Choruje od 5 lat. Zemdlala w pracy. Kiedy przyjechalo pogotowie miala cisnienie 250/170. Mecza ja straszne bole glowy. Czeka na tomograf, ktory moze wykazac zmiany w mozgu.

- lekarz pediatra. 9 lat po przeszczepie nerki. Od paru tygodni nie moze jesc. Schudla 10 kilo. Jest na emeryturze, ale wciaz pracuje na pol etatu. Kiedy w szpitalu sie przeziebilam, blyskawicznie zarazilam ja katarem (osoby po transplanatcjach dostaja leki immunosupresyjne).

Chorych ludzi najczesciej kojarzy sie, jako tych, ktorzy kwekaja i stekaja. Ale wokol nas jest mnostwo osob borykajacych sie z ciezkimi chorobami, o ktorych nikt nie wie. Wygladaja przeciez tak samo jak inni. I choc czasem ogarnia ich zwatpienie, w imie czego tak sie meczyc, to mimo bolu i oslabienia, wstaja rano i wedruja do pracy (choc mogliby wystapic o rente inwalidzka). I to oni mnie pocieszali, jak mi psychika siadala.

A ja? Ja jeszcze nie musze byc dzielna. Za to stanowie najwieksza zagadke dla pracownikow kliniki. Pojawiam sie i znikam (nie jestem pod opieka poradni, bo lekarza prowadzacego mam juz w BXLi, ale to juz moja 3 hospitalizacja na tym oddziale). Dodatkowo nie jestem juz ubezpieczona w Polsce i trzeba mi wystawic fakture za leczenie. Moje wyniki sie kupy nie trzymaja. Naslano na mnie grupe studentow, ktorzy po dlugim wywiadzie siegajacym do pradziadkow i badaniu wszerz i wzdluz mieli mnie zdiagnozowac i jeden z nich przyszedl do mnie pozniej sie pozalic, ze analizowal to caly dzien, szukal pomocy w stercie madrych ksiazek i nie wyciagnal zadnych wnioskow. Do mnie nalezaloby zatrudnic chyba takiego Dr House'a ;-)

Teraz jestem na 2-dniowej przepustce. Jutro wracam i czeka mnie tomografia. Wszyscy maja nadzieje, ze cos wyjasni.

PS1 Kolezanka mi poradzila, ze jak jest ciezko, najlepiej skupic uwage na czyms przyjemnym, np. pachnacych truskawkach. U mnie wtedy podejrzewano chorobe trzustki, co pociagaloby za soba diete wykluczajaca swieze warzywa i owoce oraz nabial (wychodzilo mi, ze moglabym tylko jesc gotowanego kurczaka z ryzem). I jak tu myslec o slodkich malinach, rumianych jablkach, soku marchewkowym czy musach czekoladowych? Wspinaczki i wedrowki tez byly bolesnym wspomnieniem. Jedyne co mi pozostalo, to godzinami patrzec na kroplowke:
kap
kap
kap
kap
...
I obiecalam sobie, ze jak tylko wyjde z tego bez szwanku, to bede jesc WSZYSTKO na co mam ochote i co najbardziej lubie!!!

PS2 Hart ducha wrocil mi po wyniesieniu mnie z sali na korytarz. 'Baby' w szpitalu tylko sie kloca, dyskutuja o siusianiu i biegunkach i skarza na siebie nawzajem. Na korytarzu lezalam miedzy dwudziestoparolatkiem a wykladowca akademickim. Co prawda obaj w nocy strasznie chrapali, ale za dnia od razu zaczelam sie czesciej czesac i starac korzystnie wygladac. Jutro beda na mnie czekac ;-)

PS3 A kciuki za mnie wciaz trzyma pani z kiosku ruchu. Po przeszczepie nerki.