wtorek, 8 czerwca 2010

Przedwakacyjnie

  • Do egzaminu z niderlandzkiego przygotowywalam sie wertujac przewodniki turystyczne (bynajmniej nie po Holandii) i ogladajac film po niemiecku i na ustnym zaczelam mowic nie w tym jezyku (bylam przygotowana wlasciwie tylko z wtracen o biegu, w ktorym nie pobieglam)
  • Sprawdzilam, ze w moja walizke na 3,5 tygodniowy urlop miesci sie max.12 kilo ubran (jak mam limit 23 kg) - chcac-nie-chcac kupilam nowa
  • Zeby zalatwic zaswiadczenia o prawie do glosowania musialam sie zarejestrowac w konsulacie w Belgii, zeby mnie mogli wyrejestrowac i wydac kwitek
  • Dzis farbuje wlosy, a jutro ide na ich obciecie (w druga strone sie nie dalo, bo fryzjerka dzis nie miala czasu, a jutro wieczorem mam na wyklad o historii Brukseli – swoja droga to wiedza niezbedna przed urlopem ;-))
W najblizszych tygodniach bede gdzies tu:


piątek, 4 czerwca 2010

Parkowanie

I po gosciach. W ostatnich dniach przez moje mieszkanie przewijalo sie do osmiu osob i nie dosc, ze nigdy wczesniej nie mialam az takiego najazdu, to po raz pierwszy wsrod odwiedzajacych byla tak znaczna przewaga facetow ;-) Wizyty, biegi, wycieczki udaly sie bardzo dobrze i ostatni tydzien bylby super, gdyby nie przeziebienie, z ktorego za nic nie moge sie wyleczyc (po konsultacji z lekarzem siegnelam juz po drastyczne srodki i jest nadzieja, ze za pare dni wszystko wroci do normy).

Wracajac zas do gosci, niespodziewanie borykalismy sie z nietypowym problemem. Jako osoba chetnie chodzaca i, jesli dojsc sie nie da, podrozujaca transportem publicznym, kwestie parkowania zrecznie omijalam przez ostatnie miesiace, a nawet lata. Tymczasem tydzien temu przyjechala do mnie grupka znajomych autem. Pozdrozowali cala noc i kiedy dotarli ok. 7 rano, z pozostalymi osobami opuscilismy mieszkanie, coby mogli sie wyspac. Niestety, co dwie godziny ktos z nich musial wstawac i schodzic na dol do auta... przestawic zegarek. Od jakiegos czasu bowiem ulice na polnoc od Rue de la Loi (i nie tylko) naleza do 'niebieskiej strefy', w ktorej parkowac maja prawo tylko mieszkancy (po uprzednim wyrobieniu sobie specjalnej karty), zas pozostali moga postawic samochod na max.2 godziny i zaznaczyc czas na specjalnym zegarku. Niesubordynacja kosztuje 30 eur (ostatnio zaczelam sie przygladac i znajdowac mandaty powtykane za wycieraczki). Wymog dotyczy wszystkich dni oprocz niedzieli w godzinach 9-18. Slowem - wtopa. Na lipiec szykuja mi sie kolejni zmotoryzowani goscie i jakos nie moge sobie wyobrazic, ze beda zwiedzac miasto robiac sobie regularne przerwy i biegajac do auta przestawic wskazowki ;-(

Jezdzenie po Brukseli dorobilo sie za to juz kilku zartow:

-Jak dojechac do sklepu?
-Prosto, potem pierwszy korek w prawo i drugi w lewo.

Czy

-Ostatnio ciagle cie widze, jak chodzisz pieszo. Cos sie stalo z twoim samochodem?
-Nie, ale znalazlem swietne miejsce do parkowania i boje sie, ze mi je zajma.

wtorek, 1 czerwca 2010

Czy wiesz, ze...

W Brukseli istnieje cala seria miast-ogrodow (Cité-jardin). Jednym z przykladow jest kompleks budynkow Le Floreal na Watermael-Boitsfort stworzony w 1922 roku. Wsrod domkow wybudowanych wedlug angielskiego stylu pelno jest waskich przejsc, zeby dzieci mogly bezpiecznie dojsc do szkoly omijajac glowne ulice. Plan zagospodarowania przestrzennego nie zakladal tworzenia barow i reastauracji i ograniczano sprzedaz alkoholu, w celu wychowywania spoleczenstwa w trzezwosci (budynki stanowily w wiekszosci domy socjalne dla naplywowej ludnosci).


Ponizej przychodnia dziecieca dla mieszkancow, a w tyle budynek z wieza cisnien na szczycie.


Tuz przy wezle kolejowym Schaerbeek-Formation znajduje sie rezerwat naturalny Moeraske


Wspolczesne planowanie parkow kladzie nacisk na pozostawienie natury samej sobie. Przykladem jest Parc Malou przy Bld.de Woluwe. Ponizej irysy - symbol Brukseli


W tymze parku, na polnocy, znajduje sie najstarszy brukselski mlyn Lindekemale z XXII wieku napedzany woda z rzeczki Woluwe. Obecnie w srodku znajduje sie restauracja.

poniedziałek, 31 maja 2010

Wielka mistyfikacja


No i po miesiacach przygotowan, rezerwowania numerkow, organizowania noclegow, koszulek, czapeczek dla gosci i dla siebie, nadszedl dzien 'zero', a ja... sie przeziebilam. I to tak, ze moze wystarowac bym dala rade, ale ukonczyc biegu po 20 km - raczej nie. Wahalam sie niemal do ostatniej chwili, ale przewazyl fakt, ze za 10 dni zaczynam urlop i zapalenie pluc, czy innego paskudztwo, ktore sie mogloby przyplatac, jest mi tak jakby nie po drodze. Zal mi bylo ogromnie i napredce z zawodniczki zamienilam sie w kibicke (w 4 roznych miejscach: na starcie, Av.Louise, Herrmann-Debroux na 15 km i mecie) i naczelna fotografke. I trenerke ;-) Bo dokladnie przeanalizowalismy trase i kazalam co silniejszym chlopakom asertywnie dopchac sie na sam przod i ostro zaczac, zeby sie wybic z tlumu, i posluchali mnie tak doslownie, ze linka wyznaczajaca poczatek sektora przed startem wbijala im sie w brzuchy.

Wczesniej jednak, kiedy cala 7 moich gosci byla gotowa do wyjscia, Tata wpadl na pomysl, ze po co moj czip ma sie marnowac bez sensu w szafce, rownie dobrze, moze go poniesc na drugim bucie i tym sposobem bedziemy wirtualnie i teoretycznie miec ten sam wynik ;-)  Ponoc nie my pierwsi wpadlismy na ten pomysl (i pewnie nie ostatni), choc z reguly, to maz zabiera numerek zony, a nie ojciec corce. Za to sie smiejemy, ze walka byla zazarta, bo kazdy z nas 10 tysiecy razy wysuwal sie na prowadzenie!

Generalnie wyniki mielismy rewelacyjne - 1:36, 1:46, 1:49, 1:51, 2:04, 2:32, Tata 2:37:35 i ja 2:37:36 (6 minut szybciej niz w Paryzu ;-) W dodatku stanowilismy ok.10% wszystkich Polakow startujacych w biegu! Teraz ja mam wyzwanie przy najblizszej sposobnosci (np.polmaraton w pazdzierniku) udowodnic, ze potrafie maszerowac/biegac w tempie 7,77 km/h, a moi goscie zlapali bakcyla i tez sie rozgladaja za kolejnymi zawodami.
 
Z racji mzawki na starcie kibicow nie bylo zbyt wiele
 

Pierwsi zawodnicy


I meta


Nastepny bieg na 20 km 29 maja 2011.

czwartek, 27 maja 2010

20km BXL - trasa



Zostaly 3 dni!

środa, 26 maja 2010

Na Dzien Matki

W zeszlym roku dostalam od Mamy ksiazeczke z aforyzmami i wsrod nich byl dopisek:


Odkad sie pojawilas, zycie stalo sie jak pasjonujaca ksiazka. Codziennie przewracamy kolejna strone ciekawi, co nowego zrobilas. Sami nie wiemy, co nam sie bardziej podoba: czy te sielankowe, spokojne rozdzialy, czy dramatyczne sceny mrozace krew w zylach. Przy lekturze twojego zycia nigdy sie nie nudzimy. I az trudno nam sie oswoic z mysla, ze mielismy pewien udzial w powstawaniu tej ksiazki.


Jutro przyjezdza do mnie Tata (m.in.na niedzielny bieg), a Mama bedzie nam asystowac przez Skypa i czytajac bloga. Mam nadzieje, ze dlugo bede mogla dostarczac duzo dobrych wiadomosci.

Jeszcze raz moc buziakow z okazji dziesiejszego swieta!!!

Lux majowka

W Polsce powodz, u nas – skwar. Byl. I sie zmyl, bo dzis juz leje i po pieknej pogodzie w ostatnich dniach zostala wszystkim tylko opalenizna, drobne poparzenia i sloneczne zdjecia. Z okazji Zielonych Swiatek w poniedzialek mielismy kolejny dlugi weekend i tym razem pojechalismy na wschod, czyli do Luksemburga. A dokladniej: do regionu zwanego Mala Szwajcaria, do zludzenia przypominajacego nasze Gory Stolowe. Mial byc trekking i przygotowanie do biegu, wyszedl nam rodzinny wyjazd z dziecmi, wsrod zwierzyny roznej masci i natury w wiosennej odslonie.


Z reguly nie zajmuje sie marketingiem na blogu, ale tym razem moge szczerze polecic gospodarstwo agroturystyczne oddalone 3 km od centrum Echternach: http://www.meyer-ernzen.lu/en/index_en.html. Wlasciciele maja budynek mieszkalny na wzgorzu z 3 apartamentami dla 4 osob z salonem, sypialnia, kuchnia, lazienka i widokiem na jezioro oddalone o 500 metrow, kilka pokoi dwuosobowych, troche ziemi i ok.50 krow. Sa tez dwa tarasy udostepnione dla gosci i grill do naszej dyspozycji. Dzieciaki od razu sie zaangazowaly do pomocy przy zwierzetach - karmienia i sprzatania (zwlaszcza, ze bylo tez sporo malutkich krowek i jedno cielatko, ktore sie wlasnie narodzilo), my pilismy swiezo udojone mleko, zajadalismy sery i konfitury wlasnej roboty na sniadanie (zawarte w cenie pokoju), spontanicznie zaadoptowalismy suczke Rexi na spacery i wogole byl lux w Luksie!

Zeby niepotrzebnie nie strzepic sobie jezyka czy nie zuzywac klawiatury, wrzucam kilka fotek:





Mala Szwajcaria to szereg dolin i wawozow powycinanych przez liczne rzeki i strumienie. Sciany skalne, ostance, omszone kamienie i konary drzew tworza doskonala pozywke dla wyobrazni – gdyby znalezc sie tam po zmroku, to sceneria bylaby jak z horroru.






Na koniec udalismy sie tez zobaczyc nawiekszy wodospad w Luksemburgu - Schiessentümpel (nam najczesciej w rozmowie wychodzil jakis szumpeldumpel, ale wiadomo bylo o co chodzi). Nie jest to co prawda Niagara, ale doskonale sie nadawal do malowniczych i romantycznych zdjec (w zaleznosci od potrzeb poszczegolnych wycieczkowiczow):



W drodze do Belgii warto jeszcze zahaczyc o zamek Beaufort z ponura sala tortur i pysznymi nalewkami na czarnych porzeczkach z domieszka wisni czy malin ;-)



Teraz w domu mam jeszcze ostatnia szklanke zsiadlego mleka z Echternach, z ktorego wyszla mi pyszna smietanka. No i chwilowo koncze swoje podroze i czekam na gosci.