No i jestem znowu w Brukseli. Juz za mna tyle podrozy na trasie Polska-Belgia, ze zaczynam to traktowac jako cos oczywistego. Troche mi sie tylko trudno przyzwyczaic do pustego mieszkania po pobycie u Rodzicow, ale z kolei jak jade do Polski to sie zloszcze na kolejki do lazienki, wiec proces adaptacji mam po obu stronach.
Ku mojemu zaskoczeniu pogoda na miejscu okazala sie lepsza niz w Warszawie (choc idzie ochlodzenie i opady). Belgia wyjatkowo nie przywitala mnie sciana deszczu jak glownego bohatera "Bienvenue chez les Ch’tis" (w Polsce wyswietlany jest w kinach pod tytulem "Jeszcze dalej niz polnoc"). Film swietnie pokazuje cala liste stereotypow jakimi sa obarczeni mieszkancy zimnej deszczowej polnocy (rzekomo sa prymitywni, biedni, leniwi, mowia niezrozumialym dialektem i naduzywaja alkoholu). Niczym Belgowie, z ktorych Francuzi rowniez sie mocno nasmiewaja. Zreszta Bergues do zludzenia przypomina walonskie miasteczka. Stare kamieniczki, budy z frytkami, cykoria, brokanty (pchle targi) i wieze z karylionem sa popularne w obu krajach i jak patrzylam na to wszystko to mi sie tez troche nostalgicznie zrobilo.
Jeden z bohaterow wspomnial w pewnym momencie, ze w tym regionie placze sie dwa razy: pierwszy raz, gdy sie tutaj trafi i drugi raz - gdy sie stad wyjezdza. I faktycznie, do Belgii ciezko sie przyzwyczaic, ale jakby sie okazalo, ze mam stad wyjechac, to pewnie tez by mi bylo troche smutno (za pogoda tesknic na pewno nie bede, ale za znajomymi juz tak). I mimo ze nie mam tu pierogow i zupy grzybowej mojej Mamy, lasow i lak, porzeczek i miety z ogrodka, moich ulubionych malw i slonecznikow, to w Brukseli juz tez sie czuje jak u siebie. Nastepna podroz do Polski w pazdzierniku. A tu kilka zdjec z ostatniego tygodnia.
Koty
I psy: Lolek
i Tola
(po sasiedzku jest jeszcze Reks, Baster i Kluska)
Mietowo
(gladiole i sloneczniki jeszcze nie zakwitly)
Buszujaca w trawie
PS1. Ch'tis to osoby mowiace pikardzka odmiana jezyka francuskiego, o specyficznej wymowie i akcencie. Gwara ta jest uzywana rowniez w Belgii, w okolicy Mons i Tournai. Sfilmowane miasteczko Bergues w rejonie Nord-Pas-de-Calais uroslo obecnie do rangi atrakcji turystycznej (niczym Paryz po "Kodzie Leonarda da Vinci").
PS2 Trase, ktora co drugi weekend pokonywal glowny bohater filmu, wiodaca przez Avignon, Orange, Lyon, Dijon itd w duzej czesci przemierze juz w sobote ze znajomymi w drodze do Prowansji ;-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz