niedziela, 27 lipca 2008

Prowansalskie A do Z...

... czyli opis bardzo subiektywny wzorowany na ksiazce Petera Mayle.

A jak Aix-en-Provence
Tu mieszkalismy. Urocze miasteczko z mnostwem knajpek, fontann (Aix to woda) i Cours Mirabeau (ulica doskonala wg planu da Vinci - jej szerokosc rowna jest wysokosci domow). Mieszkal tu Paul Cézanne i o Prowansji powtarzal, ze 'jak sie czlowiek tam urodzi to koniec; nic innego mu sie nie spodoba'.

B jak Bruksela
Na kursie francuskiego razem z moimi polskimi wspolpodroznikami zakwalifikowano nas do jednej grupy (na 12 mozliwych) i wzbudzalismy ogolne zaciekawienie trzymajac sie caly czas razem. Na pytanie co robimy w Belgii, jak sie wahalismy z odpowiedzia, jedna z nauczycielek zasugerowala: 'No przeciez nie gofry!!!'.

C jak Cassis i Calanques
Kurort nad Morzem Srodziemnym z malutka kamienista plaza, ktorej brak w pelni wynagradzaja wspaniale urwiste skaly. Doskonale sie je zwiedza plynac statkiem wzdluz wybrzeza. Mielismy tez troche mocnych wrazen, bo GPS poprowadzil nas z Aix do Cassis przez Marsylie (Ci co ogladali film 'Taxi' maja moga sobie wyobrazic jak sie jechalo).

D jak degustacja
W drodze powrotnej zatrzymalismy sie w Beaune (centrum przemyslu winnego w Burgundii). Sprzedaja tam butelki wina w cenie 6000 (slownie szesciu tysiecy) euro! Szkoda, ze nie bylo tam bezplatnej degustacji...

E jak ekstremalna wycieczka
Choc to nasze wakacje, jak zwykle nie moglismy usiedziec na miejscu i prosto z zajec bieglismy szybciutko cos zjesc i wyruszalismy w droge zwiedzac okolice. Dojazd do Kanionu Verdon i Cassis okazal sie niezlym survivalem (glownie dla kolegi prowadzacego samochod). I kierowca i autko spisali sie na szczescie doskonale.

F jak fanka Formuly 1 i Francji
W drodze do i z Prowansji spalismy tradycyjnie w Formule 1. Jest to genialne rozwiazanie, jak ma sie w planie duzo zwiedzania i szuka tanich noclegow. W Aix przegladalam przewodnik po Francji i na okladce z przodu byl zamek nad Loara - Azay-le-Rideau (zwiedzalam go w czerwcu), a na koncu Abbay de Senanque z polem lawendy (widzielismy go teraz). Wynika z tego, ze glowne atrakcje tego kraju mam juz zaliczone i w przyszlym roku trzeba bedzie bardziej pokombinowac z wyborem miejsca na wakacje ;-)

G jak gospodyni
Przynajmniej w teorii glownym celem naszej podrozy byla nauka francuskiego na kursie. Wybralismy opcje mieszkania u rodzin i ja tradycyjnie wyladowalam u samotnej wdowy (w BXLi 2 lata mieszkalam u belgijskiej Madame, teraz mialam okazje poznac francuska). I musze przyznac, ze nie moglam lepiej trafic. 68letnia emerytka, owdowiala w zeszlym roku majaca 2 wlasnych dzieci i 3 ktore wziela na wychowanie (wszyscy obecnie mieszkaja osobno, ale wiekszosc z nich mialam okazje poznac - najwieksze wrazenie zrobilam na jej 2 i pol letnim wnuczku, ktory mi sie przedstawil jako Monsieur Duplaa, co wywolalo salwy smiechu wsrod wszystkich obecnych i teraz wszyscy mu dokuczaja jaki jest z niego malutki Monsieur), byla przesympatyczna, bardzo ciepla i rozmowna osoba. Kazdego ranka siedzialysmy razem przy stole i gadalysmy tak dlugo, ze pozniej musialam pedzic na zajecia, zeby sie nie spoznic.

H jak Holendrzy
Na autostradach jest ich mnosto. Glownie jezdza z przyczepkami z calym dobytkiem (i wg stereotypow workami kartofli, zeby nie trzeba bylo przeplacac we francuskich kurortach). Pozniej czesc z nich spotykalismy zwiedzajac okolice - jednej holenderskiej parze moglam sie nawet pochwalic, ze 'wij wonen in Brussel'!

I jak insekty
Wlasciwie powinno byc C jak cykady. Francuskie cigales sa to malutkie owady, ktore robia nieprawdopodobny halas (opisywany jako 'piesn slonca, symfonia upalu czy wielka orkiestra Prowansji'). Czasem zagluszaja nawet ruch uliczny, a mnie co dzien wybudzaly okolo 6 rano. Niestety nie widzialam cykad w naturze, za to mozna je zobaczyc w wiekszosci sklepow na pocztowkach, garnkach, talerzach, tekstyliach, czy rzezbione w drewnie.

J czyli 'Jaki swiat jest maly'
Podczas postoju w Lyonie weszlismy do Katedry, gdzie sie wlasnie odbywal koncert Le Petits Chanteurs de Belgique. Usiedlismy na moment posluchac i po chwili sie zorientowalam, ze koncert jest prowadzony przez Philippe'a Lamberta, ktory dyrygowal chorem w BOZARZe, w ktorym spiewalam w zeszlym roku. Po 'Peuri concinite', ktory byl rowniez w naszym repertuarze i wystapl ten sam maly solista co na naszym koncercie, juz wiedzialam na pewno kto to jest. W przerwie z nim porozmawialam i sie okazalo, ze sa na tournee po Francji i Hiszpanii i to byl ich ostatni wystep. Az trudno uwierzyc, ze akurat sie nam udalo na to trafic (w Belgii nigdy ich nie slyszalam ;-))

K jak kanion
Grand Canyon du Verdon jest polozony niedaleko Aix, ale jak rano powiedzialam mojej Madame, ze sie tam wybieramy po zajeciach, to skomentowala tylko: ' O lala! Ce n'est pas possible!'. My mimo to pojechalismy i sie okazalo, ze przejazd wawozem to nie lada wyzwanie. Waskie drogi, co rusz zakrecajace o 180 stopni, do tego straszny upal, niespodziwanie wyszedl nam prawdziwy survival. Za to urwiska kanionu (ciagnace sie przez ok.30 km) i krystaliczna woda faktycznie zapieraja dech w piersiach.

L jak lawenda
Mimo ze Prowansja z niej slynie, pod koniec lipca mozna juz glownie zobaczyc scierniska po lawendzie, a nie fioletowe pola. Do tego nikt nie umial nam powiedziec, gdzie mozemy pojechac, zeby ja jeszcze zobaczyc (w sumie to tak, jakby Polaka z miasta pytac, gdzie tu jest jakies malownicze pole rzepaku). Na szczescie znalezlismy! Mnostwo lawedy roslo kolo cysterskiego opactwa Senanque na skraju plaskowyzu Vaucluse. Jest to jedno z najczesciej fotografowanych miejsc we Francji i co jak co, ale tam kwiatow zabraknac nie moglo!

M jak male miasteczka
Raz zrobilismy sobie wycieczke po miasteczkach w okolicy (przy kazdym z nich byla tabliczka, ze jest to jedno z najpiekniejszych miejsc we Francji). Najpierw zobaczylismy Fontaine de Vaucluse (nalezy najwiekszych wywierzysk krasowych na swiecie).Potem pojechalismy do Gordes (wg przewodnika wyglada 'jak sredniowieczny fresk wloskiego artysty przedstawiajacy w niezdarnej perspektywie osade' oraz 'nierealne miasto pod nierealnym niebem). Stamtad udalismy sie do opactwa Senanque, a potem do Roussillon (za przewodnikiem: 'bajkowej krainy ognistoczerwonych wawozow, stromych klifow w zolciach, rozach, oranzach i ochrze). Na koniec zahaczylismy o Bonnieux. Przepiekna wycieczka!

N jak nauka francuskiego
Wg Common European Framework of Reference for Languages moja znajomosc francuskiego zostala oceniona na poziomie ugruntowanego B1. Nastepny poziom B2 osiagne pewnie kolo emerytury (wtedy powinnam juz rozumiec wszystkie programy i filmy po francusku, jak to jest opisane w wymaganiach).

O jak orage w Orange
Czyli straszna burza jaka nas spotkala w miejscowosci Orange. Nie udalo nam sie zobaczyc teatru antycznego, bo uciekalismy w deszczu spod platanow na ulicy do pobliskiej knajpki, a pioruny trzaskaly tuz obok. Brrr!

P jak porcelana
Moja gospodyni co dzien szykowala mi sniadanie skladajace sie z herbaty parzonej w czajniczku i pitej pozniej w slicznej filizance i grzanki z dzemem podawanym w malenkich porcelanowych miseczkach, ktory mialam nakladac specjalna porcelanowa lyzeczka. Na stole staly swieze roze w wazonie, obok rosly orchidee, na scianie wisialy obrazy Cezanne'a, a ja w swojej sypialni mialam sloneczniki Van Gogha. Jak u prawdziwej francuskiej Madame!

R jak Route du Soleil (po polsku Szlak Slonca)
czyli autostrada prowadzaca do Lyonu. Straszne korki.

S jak sloneczniki
Na zajeciach mielismy podawac rozne skojarzenia, jakie mamy ze soba i zarowno ja, jak i moja kolezanka epska -wspolpodrozniczka rownoczesnie wpisalysmy sloneczniki. Do tego pare razy wpadalysmy na te same pomysly, a w jednej knajpce z kanapkami sprzedawcznie byly przekonane, ze jestesmy siostrami. I razem z kolega robilismy w trojke bardzo dobre wrazenie, bo i w Lyonie i w Dijon, kiedy z zapalem robilismy zdjecia wszystkiego dookola, wpuszczano nas do zamknietych kosciolow i rezydencji.

T jak traktor (choc tak naprawde to byl kombajn)
W drodze do kanionu mijalismy kombajn na polu tuz obok drogi wzbijajacy tumany kurzu. Z zamknietymi oknami przejechalismy szybciutko i bez zadnego uszczerbku, ale 100 metrow dalej minelismy jadacy w tamtym kierunku kabriolet. Pewnie do dzis dnia wygrzebuja slome z zakamarkow samochodu ;-)

U jak ubior
Ponoc jakbym sie do pracy ubierala tak jak w Prowansji, to bym miala wieksze szanse na 'a jak awans'. Niestety mnie to nie przekonalo. Z takmi dekoltami w BXLi moglo by sie skonczyc co najwyzej na 'a jak anginie'.

W jak wiatr
Czyli mistral. Moglismy go poczuc pierwszego dnia w Aix i widzielismy jak wywraca kawiarniane stoliki i parasole, a mi cala noc trzaskaly okiennice. Jest jednak jeden plus prowansalskiego wiatru. Po nim powietrze jest czyste i suche, a kolory tak wyraziste, ze nie ma co sie dziwc, ze Prowansja byla mekka dla tylu malarzy (m.in. Van Gogh chcial stworzyc wspolnote zaprzyjaznionych artystow w Arles - polecam ksiazke 'Pasja zycia' Ivringa Stone'a).

Z jak zarabiscie...
... bylo!!!

1 komentarz:

Unknown pisze...

No wlasnie doczytalam do ubioru! Czy masz jakies fotki, bo az trudno mi sobie wyobrazic, ze jeszcze cos lepszego zobacze niz czasami u nas w budynku... ;o)
Czekam na ich wstawienie!!!

Kubus

PS.A u nas... awans moze sie udac tez w inny sposob - jak np dadza Ci wszystkie punkty, a Twoim kolegom zero...
PPS. Niestety (a pisze z wlasnego doswadczenia), zeby miec dekolt, to jeszcze trzeba miec biust ;o)