środa, 2 lipca 2008

Jezyk polski jest jak bulka z maslem

Bylam dzis w kinie, gdzie w ramach Festiwalu Filmow wyswietlili 'Istnienie' Koszalki. Film trudny, a ze ja nie mam dzis nastroju do refleksji, to napisze o jezyku polskim.

Mamy to szczescie, ze co jakis czas mozemy zobaczyc polski film w kinie (m.in.w BXLi po raz pierwszy obejrzalam 'Testosteron'), sztuke w teatrze (np. w zeszlym roku Teatr Narodowy z Warszawy przyjechal z 'Kosmosem' Gombrowicza w doborowej obsadzie) czy isc na koncert (np. Blechacza). Czasem smieszne sa tlumaczenia -np. Janosika w napisach zmieniono w Robin Hooda, ale my mamy prawdziwa przyjemnosc obejrzenia czy posluchania czegos w ulubionym jezyku. I choc w gronie Polakow ZAWSZE mowimy po polsku, czytamy ksiazki, gazety, sluchamy radia przez internet, ogladamy polska telewizje i generalnie darzymy nasz jezyk ogromnym szacunkiem i sentymentem, to coraz bardziej nam sie zdarza tworzyc swoje wlasne zwroty, czy wrzucac obce slowka.

I tak dzis dostalam od kolezanki Polki maila:

I'm back.
Good news jest taki ze nastepny team meeting bedzie 30.07!;-)


Od razu widac, ze nasz jezyk jest tworem zywym i wciaz ewoluuje ;-))) Poza tym zadziwiamy gosci, ktorzy przyjezdzaja do nas do BXLi stwierdzeniami: musze cos zalatwic w komunie (czyli gminie), zapomnialam wziac badza (identyfikatora), moja znajoma pracuje na stalce (ma stala prace), jezdzimy ringiem (obwodnica), mieszkamy w studiu (kawalerce), ze juz nie wspomne o moich pejmentach (platnosciach), ktore robie w pracy.

Choc zasada jest podobna, kiedy jako (pod)lodzianka z pochodzenia mowie o migawce i krancowce i znajomi z innych stron Polski robia na mnie wielkie oczy i nie rozumieja o co chodzi ;-)))

Natomiast bardzo mile jest kiedy poznajemy obcokrajowcow uczacych sie polskiego. Na polsko-niemiecka sztuke 'Transfer' sama zbieralam ludzi uczacych sie naszego jezyka (dowiedzialam sie o nich, jak z jedna Niemka zaczelam sie umawiac na lunche-konwersacje i jak sie okazalo, ze jej polski jest lepszy niz moj niemiecki to przestalam sie meczyc). Szef jednego z dzialow na naszym pietrze rowniez uczyl sie kiedys polskiego, ale jak sie dowiedzial, ze jest jedno auto, dwa auta, a potem piec aut, to zwatpil, czy kiedys sie nauczy tylu przypadkow.

Fajnie jest tez, jak mezowie czy zony Polek i Polakow, pochodzacy z innych krajow, ucza sie polskiego - przykladem sa moi wierni puchatkowi czytelnicy tego bloga ;-))) I to od nich pochodzi stwierdzenie, ze jezyk polski jest jak bulka z maslem!

A bientôt!

http://www.youtube.com/watch?v=mmM-Hewz1LE

2 komentarze:

Unknown pisze...

A merci, my dear, ale tutaj wyroznienie nalezy sie Steffenowi Müllerowi, ktory pisze, ze kazdy obcokrajowiec jak juz stwierdzi, ze jezyk polski jest "niedonauczenia", to ma sie nauczyc tego zdania i je Polakom powtarzac, to beda happy ;o)
No i czytajac na Twoj blog, stwierdzam, ze mial racje! Ile "smile"i zamiescilas pod tym tytulem, ha?!
Kubus

Aga pisze...

A jasne, ze sie ciesze jak mi obcokrajowiec powie cos po polsku. I co wiecej, uwazam, ze Francuzi zdecydowanie powinni sie od nas tej radosci uczyc!!! Ja tu sie nieraz dwoje i troje, zeby cos po ichniemu powiedziec i rzadko kiedy ktos to docenia. I jak tu miec motywacje do nauki???