niedziela, 15 marca 2009

Uroda poplaca


Wczoraj spotkalam sie ze znajomymi glownie w celu oblewania nowego, juz w pelni zagospodarowanego mieszkania kolezanki (choc nie bylo jeszcze kanapy, a ponoc salon bez sofy jest jak zupa bez talerza, ale nam to jakos zupelnie nie przeszkadzalo). Doskonale towarzystwo, swiezutko odremontowane, gustownie umeblowane pomieszczenia, dobre jedzenie i muzyka w zupelnosci zatuszowaly brak mebla i spotkanie udalo sie swietnie.

Okazji do swietowania bylo duzo, bo i nowe mieszkanie, i tuz przed impreza wybralysmy suknie slubna dla innej znajomej (ja bylam w roli fotografa) i tak sobie gawedzilismy przyjemnie na rozne tematy, az rozmowa zeszla na kwestie bardziej przyziemne, jak np. gotowanie. Otoz dopiero wczoraj dowiedzialam sie o istnienu patelni grillowych (jak dotad jestem wierna tradycyjnemu teflonowi) i mialam okazje zglebic problem potraw jakie mozna na niej przygotowac (tradycyjny grill uwielbiam i brakuje mi go ogromnie, wiec tematyke staralam sie poznac dokladniej, choc patelnia nie zastapi niestety swiezego powietrza i calej frajdy grillowania). Poza tym zdalam sobie sprawe, ze miesko, ktore sama kupuje, wlasciwie jest zawsze w formie nie wskazujacej w zadnen sposob na pochodzenie od konkretnego zwierzatka (tzn.zwykle przyrzadzam filety). I kiedy jedna z nas sie pochwalila, ze na niedzielny obiad bedzie miala krolika, to reszta zamarla jak w horrorze. Najpierw taki krolik kica po trawie i zabawnie marszczy nosek, a potem ma sie znalezc na talerzu?!?! Tych sentymentow nie mamy np.do znacznie mniej atrakcyjnych kur czy swinek, ale zjadanie krolika to okrucienstwo. Jaki z tego wniosek? Znowu sie okazalo, ze uroda poplaca ;-)

Na wszelki wypadek zeby za duzo nie myslec, dzis na obiad mialam zupe kalafiorowa. Na kostce rosolowej.

Brak komentarzy: