poniedziałek, 30 marca 2009

Uczyc bawiac

Wcale nie uwazam, ze nauka zawsze ma byc prosta lekka i przyjemna. Ale od czasu do czasu milo jest dobrze sie bawic i poznawac swiat rownoczesnie.

Dzis mialam najbardziej porywajaca lekcje niderlandzkiego.

Na poczatku zostalismy podzieleni na grupy, dostalismy plik formularzy z pytaniami i mape i przez 3 godziny mielismy chodzic po miescie i szukac odpowiedzi na pytania, znajdowac budynki i obiekty ze zdjec, zaznaczac je na planie itp. Moj zespol skladal sie z Niemki i Dunki i w trojke udalo nam sie jako jedynej grupie zrobic calosc. Skonczylysmy juz co prawda po ciemku, zmarzlysmy strasznie, ale jaka mialysmy satysfakcje! I jeszcze wiecej zabawy ;-)

A pytan bylo lacznie okolo siedemdziesieciu. Musialysmy m.in.:

- opisac historie Siusiajacego Chlopczyka (spisalysmy z pocztowki w jednym ze sklepow)

- policzyc ile lat ma Siusiajaca Dziewczynka (jest mlodsza ode mnie)

- przetlumaczyc na szwedzki zdanie 'Mowimy po szwedzku' - w tym celu udalysmy sie do dzielnicy z knajpkami (Îlot Sacré) i tam na jednej z plakietek byl ten napis

- sprawdzic ile psow jest pod figurka Breughel'owsckich slepcow na malenkiej rzezbie przed kosciolem Sw.Mikolaja(4- w celu policzenia musialysmy poprosic ulicznego grajka, zeby sie na chwile przesunal, bo zaslanial)

- wymienic co wchodzi w sklad pralinek (poszlysmy do Neuhausa po ulotke reklamowa)

- zobaczyc jaka inna nazwe ma Koninginnegalerij/Galerie de la Reine (dowiedzialam sie przy okazji, ze kilka ulic w centrum BXLi, ktora jest swiatowa stolica komiksu, ochrzczono nazwami postaci kreskowek - wiecej informacji na stronie http://www.ebru.be/Other/Strips/stripsstraten.html)

- sprawdzic, jaka instytucja ma swoja siedzibe na Grasmarkt 61 (Biuro Turystyczne Flandrii), poskladac wielkie litery widoczne na wystawie (visit flanders) i napisac, w jakim ksztalcie jest druga litera drugiego slowa (tabliczka czekolady)

- znalezc ksiegarnie, ktorej nazwa nawiazuje do komiksu o Brukseli (Brüsel na Boulevard Anspach 100)

Ja, jak zwykle, bylam odpowiedzialna za trase i za pytania, co gdzie jest, na co wskazuje itp, Niemka wyszukiwala obiekty ze zdjec, a Dunka wziela na siebie pytania opisowe (choc wszystkich odpowiedzi szukalysmy wspolnie). Przypomnialy mi sie czasy, jak w ogolniaku jezdzilam na wymiany polsko-niemieckie i z podobnymi testami wedrowalam po miastach Badenii-Wirtembergii (tam nawet podstawiali autochtonow w roznych miejscach, ktorzy znali odpowiedzi na czesc pytan i mielismy z nimi rozmawiac).

Ku mojemu zaskoczeniu odkrylam, ze w sklepikach w centrum sprzedawcy wogole nie znaja flamandzkiego! Trzeba bylo sie dogadywac po francusku lub angielsku, a kwestionariusze byly oczywiscie po niderlandzku (i w tym jezyku musialysmy udzielic wszystkich odpowiedzi).

Reasumujac, byla to znacznie ciekawsza wycieczka po Brukseli niz ta, ktora sama organizuje moim znajomym. Ale obiecuje sie poprawic. Jeszcze pare lat tu pomieszkam i moi goscie zamiast mapki, przewodnika i aparatu fotograficznego beda dostawac zestaw pytan, a fotki przygotuje sama, jak bedzie ladnie i slonecznie, zeby mieli tylko optymistyczny obraz Brukseli. Najwyzej w Photoshopie doklei sie postacie ;-)

Brak komentarzy: