No i kicha. Dzis zamiast leciec na weekend do Bydgoszczy, siedze w domu (w Brukseli, zeby bylo jasne) i czosnkiem, miodem i plunkanka wody z sola lecze sie z przeziebienia. Nie chorowalam od 7 miesiecy i juz zakladalam, ze leki, ktore przywiozlam z Polski na bolace gardlo, zatoki, katar, goraczke i inne nieprzyjemnosci mi sie przeterminuja, a tu niespodzianka. Dzien przed wylotem pojawily mi sie wszystkie objawy w sam raz na wykorzystanie zapasow ;-( W pracy koledzy maja teorie, ze sie podswiadomie boje latania, bo bije rekordy w wycofywaniu wnioskow urlopowych. Mi sie nie chce w to wierzyc, ale troche pecha faktycznie mam. Pozostaje mi tylko nadzieja, ze co sie odwlecze, to nie uciecze i po prostu wyjazd mi sie troche przesunie w czasie.
Teraz leze opatulona kocem w oparach Amolu (oklad na szyje), popijam niemiecka hebatke owocowa, ogladam serial 'Bylo sobie zycie' i wizualizuje sobie, jak to moje biale krwinki walcza z wirusami. Daje im czas do niedzieli ;-)
piątek, 6 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
Jako dziecko niesamowicie lubilam ten serial "Bylo sobie zycie" i walki z bakteriami, wirusami i innymi potworami. :-)
Zycze szybkiego powrotu do zdrowia!
Prześlij komentarz