czwartek, 12 czerwca 2008

Châteaux de la Loire

I po urlopie...

6 dni, 15 zamkow (w tym 10 w srodku), 4 katedry, ponad 2 000 km. Ale bylo wyjazd udal sie cudnie. Nasz genialny plan podrozy zamieszczam ponizej, jakby kiedys ktos chcial pojsc w nasze slady ;-)

PIĄTEK 6.06
dojazd z BXLi do Nantes (z, k), tam kolacja i nocleg w Formule 1 Nantes est Porte de Ste Luce
SOBOTA 7.06
nad ocean (St Jean-de-Monts) > Angers (z,k) > nocleg w Formule 1 Angers sud
NIEDZIELA 8.06.
Saumur (z) > Chinon (z) > Ussé (z) > Azay-le Rideau (z) > Villandry (z), kolacja i nocleg w Tours (Formule 1 Tours sud)
PONIEDZIAŁEK 9.06
Valençay (z) > Montresor (z) > Loches (z) > Chenonceau (z) > powrot do Tours na nocleg (Formule 1 Tours sud)
WTOREK 10.06
Amboise (z) > Chaumont 's Loire (z) > Blois (z) > Chambord (z) > Orleans (k) i kolacja > nocleg w Formule 1 Orléans La Chapelle St Mesmin
ŚRODA 11.06
Chartres (k), powrot do BXLi

z to zamek
k to katedra
w zamkach zapisanych wytluszczona czcionka bylysmy w srodku

Zamki bajecznie piekne. Pogoda dopisala. Zorganizowalysmy sie wspaniale. Az zal bylo wracac, choc nie ukrywam, ze troche odpoczynku bardzo sie przyda ;-)

To moja subiektywna lista najlepszych rzeczy jakie widzialam:



  • najpiekniejszy zamek (ocena za caloksztalt) - Chenonceau - posiadlosc pierwotnie dostala faworyta krola Henryka II, Diana de Poitiers. Po jego smierci w 1559 r, krolowa wdowa Katarzyna Medycejska (jak wynika z ksiazeczki, ktora sie otrzymuje przy wejsciu do zamku - maja wersje po polsku - kobieta "ambitna, autorytatywna i diabelsko inteligentna na sposob florencki") odebrala Dianie zamek ofiarujac jej w zamian Chaumont-sur-Loire. Piekne komnaty z bukietami z zywych kwiatow, wspaniala sala balowa wybudowana na moscie nad rzeka, swietnie wyposazone kuchnie, moj ulubiony medalion z popiersiem kobiety "z wlosami w nieladzie" i pomalowana na czarno komnata Ludwiki z Lotaryngii, synowej Katarzyny, ktora sie tam oddawala zalobie.




  • najpiekniejszy ogrod - Villandry - zamek piekny, ale ogrody przebijaja wszystko. Lacznie skladaja sie z kilku czesci - jest ogrod dekoracyjny, wodny i... warzywny!!! Jeszcze nigdy w zyciu nie widzialam tak malowniczej grzadki kapusty!!!







  • najwiekszy zamek - Chambord - z zewnatrz faktycznie ogromny i majestatyczny, w srodku ma ponad 400 komnat, ale czesc z nich jest bardzo malutka (ktos moglby sie tlumaczyc, ze nie moze mieszkac w zamku, bo boi sie malych, zamknietych pomieszczen ;-)) W srodku sa schody Leonarda da Vinci - dwie spirale skrecaja w te sama strone nie krzyzujac sie ze soba. Wpadalam na to dopiero jak robilysmy zdjecie i idac tymi samymi schodami w zaden sposob nie moglysmy sie ustawic jedna nad druga. Odkrycie tajemnicy bardzo nam sie przydalo przy wyjezdzie z parkingu w Chartres, gdzie wyjazd byl mozliwy dopiero przy zjezdzie na sam dol i wjechaniu w spirale dla wyjezdzajacych. Genialne!!! Poza tym wnetrze zamku troszke rozczarowuje, choc jest tam piec z Gdanska i "lozko polskie" (dokladnie tak sie nazywa!) - nazwa pochodzi od Marii Leszczynskiej, zony Ludwika XV, za czasow ktorej to lozko sie pojawilo po raz pierwszy.


  • najbardziej bajeczny zamek - Ussé - to tutaj Charles Perrault w XVII zainspirowal sie otoczeniem i napisal basn o Spiacej Krolewnie. Ja jak bym tam spedzila troche wiecej czasu pewnie tez bym dostala natchnienia ;-)Wewnatrz sa figury pokazujace poszczegolne sceny z 'La Belle au Bois Dormant'- narodziny krolewny Aurory, dobre wrozki, wrzeciono, prawdziwie diabelska czarownice na wiezy i ksiecia budzacego spiaca krolewne. Bajka!




  • najwspanialsze arrasy - w kazdym zamku mozna bylo podziwiac piekne arrasy... flamandzkie, niektore pochodzily prosto z... Brukseli ;-) Najlepiej zachowane tkaniny widzialysmy w Angers - sceny z Apokalipsy Sw.Jana utkano w 1375 roku!!! Tym razem nie w BXLi, a w Paryzu. Sam zamek troche toporny w budowie, ale arrasy wspaniale!!!



  • najbardziej polski z zamkow - Montresor - zbudowal go ojciec Diany de Poitiers (tej z Chenonceau), a w 1849 roku przejal go hrabia Xavier Branicki. Tuz obok zamku ulice nosza nazwy Impasse Nicolas Potocki czy Rue Branicki ;-)
Do BXLi wrocilam pelna wrazen i z masa zdjec. Jedyne co mi sie nie podobalo, to beznadziejny zwyczaj Francuzow, zeby restauracje otwierac w godzinach 12-14, a potem po 19tej. Jak bylysmy zajete zwiedzaniem, to nie myslalysmy o jedzeniu, a jak kolo 17tej glodnialysmy, to przez dwie godziny trzeba bylo czekac na otwarcie knajpek. Moje wspolpodrozniczki zartowaly, ze powinnam zmienic specjalizacje, bo ostatnio zamiast pamietnych survivali bardziej mi wychodza wycieczki 'chudnij ze mna' (choc jest to zupelnie niezamierzone). Za to jak juz udalo nam sie cos zjesc, to bylo to przepyszne (szczegolnie salatki i - podobno, bo ja nie zaryzykowalam - malze nad Oceanem wygrywaja z belgijskimi).

Teraz pozostaje mi na jakis czas kuchnia polska w moim wykonaniu i kantyna w pracy. Bruksela zadbala, zebysmy jeszcze bardziej docenily, ze czasem mozemy wyjechac na urlop, bo dzis lalo jak z cebra. Moze dzieki temu latwiej sie zabiore za nauke do egzaminu z francuskiego ;-) Motywacje juz mam, bo Francja to jednak swietny kraj!





Brak komentarzy: